A z ekranu iskiereczka mruga (filmowe wspomnienia lata cz.3)

Knyps z czubkiem

Czy już mówiłam o końcu lata? Ha, co najmniej dwa razy. Trzeci raz i znowu będzie o filmie. Tym razem tym, którym się cieszyłam. I to nie jednym.

Pierwszą przyjemność sprawiło mi pójście do kina zaraz w następny dzień po Gatsbym. Zgodnie z zasadą, że po przesłodzeniu warto sięgnąć po coś cierpkiego, wybrałam się na „U niej w domu” Francoisa Ozona. Prosta opowieść o chłopcu który zmyśla za dużo, okazała się fascynującą i zaskakującą grą z widzem. Historia zaczyna się od rozmowy nauczyciela z uczniem, który jako tako napisał wypracowanie z francuskiego. Pan profesor postanawia wesprzeć talent pisarski swojego podopiecznego i zaczyna się z nim spotykać na cotygodniowe czytania jego prac. Chłopak pisze o swojej przyjaźni z kolegą z klasy, a właściwie opisuje jak dzięki zawarciu tej znajomości udało mu się dotrzeć do domu, do kuchni i prawie do sypialni kobiety w średnim wieku stanu mieszczańskiego. Tym, którzy w tej chwili zaczęli prychać, mówię od razu, że nie jest to kolejna opowieść o miłości małolata do starszej kobiety. Raczej jest to przypowieść o nieprzewidywalnych skutkach zbyt wielkiego zamiłowania do porządnej literackiej fikcji. Ozon jak to Ozon, plącze watki, dodaje mylące sceny, nabija się tu i ówdzie z naszej współczesności (żona bohatera pracuje w galerii, jest wiec okazja do kilku zjadliwych dowcipów o nowoczesnej sztuce). Jednym słowem Ozon traktuje widza jak kogoś dorosłego i inteligentnego. A ponieważ to się coraz rzadziej reżyserom zdarza, wyszłam filmem naprawdę zachwycona.

Ośla skórka

Oczywiście wybrałam się też na Blue Jasmine, smutną historię upadłego anioła, tym razem z klasy wyższej. Wszyscy to pewnie widzieli, wiec nie będę opowiadała, że to historia zubożałej nagle milionerki, która wprowadza się do skromnie żyjącej siostry i ciągle ma ambicję do swojej dawnej pozycji społecznej wrócić. Przy dużej ilości kłamstw i małej pomocy ciuchów Chanel prawie jej się to udaje. Jasmine jest kolejną miłośniczką fikcji, żyje przeszłością, nie przyjmuje do wiadomości wydarzeń świata realnego. Wszystko co najlepsze w jej życiu jest zmyślone, od imienia począwszy. Dzięki niemu zresztą dostała się do swojego świata marzeń, czyli bajkowego światka żon bogatych biznesmenów. Niestety idealne małżeństwo też okazuje się fikcją.

Nie wiem, co o filmie myśleli Ci, którzy przyszli przekonani, że wybierają się, zgodnie z reklamami, na komedie. To nie był Woody z ostatnich lat, z cukierkowymi obrazkami stolic  Europy i plikiem pogodnych historii miłosnych. Tutaj mamy dramat, obskurne San Francisco i tylko na osłodę kilka flashbacków na Manhhattan. Ogólnie jest, jak na Allena, bardzo zgrzebnie, ale to mi najmniej w tym filmie przeszkadzało. Najbardziej wkurzało mnie to, że film był tym razem wyraźnie zrobiony dla amerykańskiej publiczności. Po pierwsze bije w oczy, ukochana przez Amerykanów, pochwała średniactwa i prostoty. Po drugie męczy nachalne wskazywanie widzom niektórych faktów. Mniej więcej co dziesięć minut dowiadujemy się, że mąż Jasminy dobrym człowiekiem nie był, a ona sama ma przewalone w głowie. No halo, Woody, proszę pana, sama bym na to wpadła i nie trzeba kolejno wszystkim postaciom kazać mi o tym opowiadać. Nie znaczy to, że mi się nie podobało. Blanchet zagrała Jasminę świetnie, w czym podobno pomogła jej bardzo grana w teatrze rola Blanche Dubois w Tramwaju Zwanym Pożądaniem. Choć krytycy  porównują postać Jasmine do tej bohaterki, sama posunęłabym się trochę dalej i doszukała się w niej rysów Pani Bovary. Ta wieczna pogoń za pięknem, ambicje, by stać się kimś na wyższym szczebelku hierarchii społecznej, pozwoliło mi w Jasmine zobaczyć kobietę zmyśloną przez Flauberta. A może za dużo tutaj kombinuję?

 W każdym razie postawiałabym filmowi jakąś czwórkę plus, który to plus reżyserowi się należy za obsadzenie w roli greckiego chóru komentującego dwóch grubawych dzieciaków, synów siostry, którymi ciocia Jasmine od czasu do czasu się zajmuje. Ich celne uwagi i niezbyt bystre miny dodają filmowi, tak słabo w nim widocznego, allenowskiego uroku.

Kopciuszek

 A szóstkę postawiłabym filmowi, który ledwo musnął nasze ekrany i nie było o nim specjalnie głośno. Książę nie z tej bajki mojej ulubionej Agnes Jaoui (uff, mam nadzieje, że dobrze napisałam nazwisko) to urocza opowiastka wysnuta ze znanych nam wszystkim bajek dzieciństwa. Jest tu i Chrzestna Matka, prawie wróżka (w tej roli Agnes), która w stroju czarodziejki przygotowuje dzieci do przedstawienia i szukająca miłości królewna. Jest nawet Kopciuszek, choć nie do końca w tradycyjnej wersji. Nie jest to film dla każdego, miłośnicy akcji na pewno będą się na nim nudzić. Natomiast wielbiciele ponurej miny Bacri i przypowiastek filozoficznych będą zachwyceni. Mnie te skromnie przedstawione opowieści zupełnie oczarowały. I nie wiem, na ile należy ten fakt tłumaczyć moim uwielbieniem dla baśni Charles’a Perrault’a, a na ile talentem samej reżyserki. Efekt był taki, że chciałabym jeszcze nieraz wrócić do opowiadanej przez Agnes bajki.

mowa o:

Bajki

Reklamy

6 uwag do wpisu “A z ekranu iskiereczka mruga (filmowe wspomnienia lata cz.3)

  1. Dla mnie Blue Jasmin to najlepszy film wakacji. Dla samej Blanchett warto było się wybrać. Skojarzenia z Blanche D. też miałam.;)

  2. czytankianki: U mnie Blue Jasmine jest trzecia na wakacyjnym podium. Pozostałe miejsca, jak widać, zajmuje kino francuskie 😉

  3. Przypomniałaś mi, że przecież „U niej w domu” od dawna mam i chciałam obejrzeć, ale o nim zapomniałam… natomiast co do nowego filmu Jaoui to rzucam się jak szczerbaty na suchary, bo uwielbiam jej poetykę 🙂

  4. To przeczytałam: U niej w domu naprawdę obejrzeć warto, tylko trzeba to robić w jakiś weekend albo inny dzień kiedy jest się dobrze wyspanym, inaczej człowiek się w tym wszystkim nie połapie. Nowa Jaoui będzie idealna na początek jesieni 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s