trzeba było zostać w domu i poczytać (filmowe wspomnienia z lata cz. 2)

czytanie

Lato ma się ku końcowi, u mnie nawet zaczęli już grzać. Czas wiec uporać się z letnimi podsumowaniami. Filmowo jesień zapowiada się krucho, na Przeszłość nie dotarłam, teraz zostało tylko czekanie na Wenus w futrze. Choć z drugiej strony, kiedy przypomnę sobie moje desperackie próby obejrzenia czegoś dobrego podczas wakacji, to prawie się cieszę, że żaden tytuł mnie nie kusi. Bo nacięłam się przecież więcej niż jeden raz. Na dodatek odkryłam, że tematem wszystkich filmów które do tej pory widziałam, była ucieczka od rzeczywistości. Nie wiem czy należałoby zrobić z tego tytułu psychoanalizę mnie samej, czy twórcom współczesnego kina. Najlepiej zajmę się analizą filmów, żeby na czymś oprzeć moja tezę. Zaraz w pierwszych dniach wakacji wybrałam się na Bling Ring. Wiedziałam, że Coppola raczej nie jest mistrzem żwawej akcji, ale opowieść o bogatych dzieciakach włamujących się do domów celebrytów, żeby zakosztować życia w stylu glamour, powaliła mnie jednostajnością problematyki i sekwencji. Serio, mogę oglądać Fashion TV przez godzinę bez ziewnięcia, z dziełem Coppoli się nie dało. Współczesne dzieciaki to pustaki ogarnięte żądzą marki, dla których sens życia mieści się w portfelu z logo Louis Vuitton. Pojęłam to przesłanie już w pierwszych 20 minutach filmu, przez resztę nie cieszyło  mnie nic, nawet mnogość designerskich ciuchów. Trzeba przyznać, że Sophia dokonała tego, czego do tej pory nie zrobił ze mną nikt: zanudziła mnie tzw modą wysoką, która w jej wydaniu stała się nużącą zbieraniną pstrokatych ciuchów i eyeshadów. Nigdy nie sądziłam, że kiedyś będę miała dosyć oglądania Chanel, westchnęłam wstając z kinowego fotela.

 

O ile marzenia o pięknie i sławie są dziecinnymi i błahymi mrzonkami, to marzenia znawcy dzieł sztuki powinny mieć w sobie finezji. Taki był mój wniosek początkowy z oglądania kolejnego wakacyjnego filmu, zachwalanego i nagradzanego Konesera. Bohaterem jest tu ekscentryczny aukcjoner i wybitny specjalista od wyceny obrazów, samotnik, stary kawaler i brytyjski gentleman w jednym. Oprócz wyceniania kolekcji dziedziców wielkich fortun Virgil zajmuje się mniej legalnym ale o wiele bardziej go satysfakcjonującym procederem pokupowania dzieł, które tylko on potrafił zidentyfikować jako wytwory wielkich mistrzów. Przy czym są to tylko i wyłącznie portrety kobiece. Virgil okazuje się wiec romantykiem, który od lat zbiera obrazy pokazujące dziewczęce i kobiece twarze, tak jakby z tych nieocenionych dzieł dawnych malarzy chciał stworzyć swój własny portret kobiety idealnej. Wkrótce los daje mu taka szansę, bowiem otrzymuje telefon od tajemniczej nieznajomej, która prosi go o wycenę kolekcji sztuki pozostawionej jej przez rodziców. Dziewczyna wymiguje się od bezpośredniego spotkania, wreszcie okazuje się, że ma dziwną fobie, która nie pozwala jej opuszczać własnego pokoju ani widywać się z ludźmi. Virgil jest najpierw zaintrygowany, potem zafascynowany a w końcu szalenie zakochany. Udaje mu się wreszcie zobaczyć piękną nieznajomą i otoczyć opieką. Dziewczyna łatwo daje się wcielić Virgilowi w rolę Pigmaliona, który może ją kształtować według swojego gustu, od kupowania garderoby począwszy, na makijażu i edukacji kulinarnej skończywszy. I właściwie z samego opisu tej historii wydać by się mogło, że jest to niezły scenariusz tworzący całkiem dobry film. Otóż tak nie jest. Nie ma tu ani urody zdjęć, ani błyskotliwej gry aktorskiej. Z drętwymi jak katalog domu aukcyjnego dialogami nie radzi sobie nawet tak dobry aktor jak Jeffey Rush. Choć jeszcze gorzej jest go oglądać podczas scen erotycznych, bo w niczym nie ujmując Rushowi, nie jest on typem wymarzonego ekranowego kochanka. Na dodatek od pierwszego spotkania przyszłych kochanków można przewiedzieć jaki będzie finał tej historii. Która bardziej niż o miłości mówi o wielkiej męskiej naiwności i próżności. Bez względu na morał, jest to długa i pompatyczna historia, której przesadny romantyzm może przyprawić widza o łzy – od nadmiernego ziewania.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “trzeba było zostać w domu i poczytać (filmowe wspomnienia z lata cz. 2)

  1. Aha, a był jeszcze przygnębiająco nieśmieszny Sklep samobójców i ledwie średnia Śnieżka. Kino latem tradycyjnie już jest letnie.

  2. Mecenas: Te tytuły mnie szczęśliwie ominęły 🙂 Trochę ciepłego kina też latem było, ale o tym w następnym odcinku 😉

  3. Ja obejrzałam w wakacje Blue Jasmine Allena i to nie był stracony czas,miałam ochotę na Konesera ,ale widzę,że można odpuścić:)

  4. ika; O Blue Jasmine pewnie będzie w następnym odcinku, o filmach które warto było obejrzeć. Koneser zupełnie nie spełnił moich oczekiwań, podejrzewam, że z Twoimi byłoby podobnie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s