Dzień: 15 września 2013

Szaro, buro, jak przyjemnie

autumn

Coraz bardziej wypada tylko siedzieć w domu i się grzać. Tak mi się wydaje, tak mówią i inne książkowe blogerki. A nawet jeśli nie całkiem jeszcze pora zawijania w koce, zaparzania herbat nadeszła, czas się do niej przygotować. Wycieczki do herbaciarni i księgarni mają teraz pełne uzasadnienie. Muszę uzupełnić zapas herbaty waniliowej, wyjątkowo dobrej do picia podczas jesiennych chłodów. Marzy mi się też smak pomarańczowy, może i malinowy, a także wytrawna czarna mieszanka. Do tego biszkopt ze śliwkami i coś do czytania. Żadna siła mnie w takich okolicznościach z domu nie wygna, nawet bilet lotniczy na Karaiby nie miałby szans wywabienia mnie z mojej rozkosznej norki, zawalonej gazetami, książkami i ciepłymi swetrami.

Choć niedługo naprawdę będę miała tutaj za ciasno. Z powodu tych przygotowań do zimniejszej pory roku znowu częściej zaglądam do księgarń. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że tam, jak w odzieżówkach, powinien czas sprzedaży dzielić się na sezon letni i zimowy. Na sezon pierwszy byłyby lektury szybkie, przygodowe, kolorowe. A na zimowy coś refleksyjnego, jakieś historie pisane długo i zawile, do mozolnego czytania w coraz wcześniej zaczynające się wieczory. W upały przecież nawet nie patrzyłam w stronę Prousta, a jak tylko termometr pokazał poniżej 20 stopni, zaraz sięgnęłam po kolejny tom serii i pewnie niedługo go skończę. Co potem? A pewnie coś z poniższego jesiennego stosu:

wrześniowy 1

W którym znalazły się:

  1. Najbardziej zimowo przysposobiona Dodie Smith, po której spodziewam się lekko gotyckiej opowieści, idealnej do czytania przy płonącym kominku. Którego to zresztą gadżetu w mieszkaniu nie posiadam. Za to deszcz i śnieg za oknem będę miała pewnie jak wszyscy, a takie tło też świetnie powinno do tej książki pasować.
  2. Wyszperany na wyprzedaży Malarz Świata ułudy Ishiguro, który kiedyś zanudził mnie ślimaczym tempem narracji. Sam tytuł tej książki brzmi pięknie, a pobieżny przegląd zawartości dał nadzieję na to, że jednak cos będzie się w niej działo, wiec zaryzykowałam
  3. Opasła biografia Hłaski, która powinna starczyć na wiele godzin czytania.
  4. Towarzyszka Panienka, którą zamierzam brać sobie do wanny, choć trochę boje się co będzie po paru chlapnięciach z tym klejonym, miękkim wydaniem
  5. dwie Nancy Mitford, Podarowana przez Patrycję (dziękuję :)), budząca zachwyty wielu czytelników Pursuit of love i od dawna przeze mnie zachwalana Zelda. Której wznowione wydanie straszy upiornym różem na bokach okładki. Na szczęście zawartość wynagradza cierpienia związane  z patrzeniem na kwintesencje kiczu jaka niewątpliwie stanowi oprawa graficzna książki.
  6. Cwaniary Chutnik, które i gabarytem i zawartością powinny być dobre na dotorebkowe, podróżnicze czytanie.
  7. felietony Chatwina, które zachowam na szare, przedwieczorne godziny.
  8. Gawalda, z którą pewnie zaczekam na lato.  

mowa o:

jesien