czyż nie dobija się ksiażek (filmowe wspomnienia z lata cz. 1)

Unikam pochopnych sadów i ten zwyczaj uczynił ze mnie powiernika wielu interesujących ludzi, a także ofiarę niejednego starego nudziarza.

F. Scott Fitzgerald Wielki Gatsby, Str 5

 Lato się skończyło, ten fakt potwierdza i termometr za oknem i jesienny kaszelek towarzyszący mi od paru tygodni. Lato się skończyło, zostały wspomnienia. Kolorowe w większości. Czasem bardzo. Jak te filmy o których będę chciała pomówić. Żeby jednak zachować konwencję, wszystkie będą miały większe lub mniejsze związki z literaturą.

Na początek pierwszy film tego lata, najgłośniejsza adaptacja książkowa. Z różnych powodów biegli obejrzeć go ludzie, w moim przypadku był to sentyment do małej, niepozornej książeczki, jaką przeczytałam jeszcze uczennicą będąc. Wydany w serii Nike, „mój” Gatsby miał urok staroświeckiej pozytywki, eleganckiej, kruchej, przygrywającej dawne melodie piosenek o minionych miłościach.

Gatsby 1

W kinie przekonałam się, że w Stanach musiały być zupełnie inne tego tytułu wydania. To, którym posłużył się reżyser, składało się pewnie z czterystu stron, napisanych  trzcinką dwudziestką i boldem. I w przeciwieństwie do mojego szarego tomiku, miało bardzo kolorowe obrazki. A może była to disnejowska kolorowanka dla dzieci? Z wielkookimi pieskami, kotkami i blondynkami, rzucającymi omdlewające spojrzenia wśród gigantycznych motyli i róż. Skąd by inaczej się wzięła na ekranie ta jaskrawa tandeta?

Jedynym sposobem na jej uniknięcie było przecięcie akcji w pół, ucieczka z sali kinowej tuż po scenie w ukrytej za szyldem fryzjera spelunie. Do tej pory dawało się to wszystko znieść, jeśli ktoś był przygotowany na nieustanne Bang Bang udające dziki jazz. Ten trik jeszcze się udał, przeniesienie współczesnego głośnego grania w czas, kiedy zupełnie inaczej tworzono jazgotliwy dźwięk. Zagranie sprawdzone przez Coppolę, zdało egzamin kolejny raz. Reszta, moim zdaniem, kompletnie nie. Mierna i mdła Daisy, umęczony swoją rolą DiCaprio i ociężały umysłowo Nick Carraway, to trio nie stworzyło porywającego spektaklu. W czym skrupulatnie wspierane było przez twórców zdjęć i scenografii.

Żeby nie zagłębiać się w szczegóły, dam tylko jeden przykład. Spójrzcie, proszę, sami, na dwie, niby te same sceny, z dwóch różnych adaptacji Gatsbiego, zamieszczone na początku tej notki. Popatrzcie na aktorów, ale także i na zdjęcia. W tej pierwszej widzicie najpierw urodę Daisy, potem główną role gra Redford. A w tej drugiej? Moim zdaniem najważniejsze są kwiaty. Śliczne, prawda? Tyle, że najmniej w tym momencie istotne.

Jednak zdaje się, że Nowy Gatsby zyskał paru entuzjastów. Może dlatego, że reżyser nie bawi się w konstruowanie niuansów. W tym filmie nie ma żadnych niedopowiedzeń, wszystko jest głośno, wyraźnie wyartykułowane, i w olbrzymim zbliżeniu i na stop klatce pokazane. O co chodzi zrozumie każdy, nawet objedzony popcornem dwunastolatek. Niestety ktoś powyżej tej grupy wiekowej westchnie nad dziwnym trendem, który przeważa w wyrobach Hollywoodu. Że są one przeznaczane dla widzów, których zdolność koncentracji nadwyrężyły długie godziny spędzone przez telewizorem lub monitorem. Którym trzeba walić po oczach i uszach, żeby cokolwiek do nich dotarło. Do mnie dotarło zbyt wiele. I muszę przyznać, że nie zostałam przekonana do tej jaskrawości, na którą postawił reżyser.

mowa o:

Gatsby

Reklamy

13 uwag do wpisu “czyż nie dobija się ksiażek (filmowe wspomnienia z lata cz. 1)

  1. Zgadzam się z tytułem posta w zupełności. Mogę to odnieść min. do „Śniadania u Tiffany’ego” – w filmie zrobiono z opowiadania romans, czy „Pożegnania z Afryką”czy też „Malowany welon” ‚Malowany welon” .
    Najgorzej jest, gdy ktoś oglądnie wpierw film, a później czyta książkę – książka w tedy bywa traci bardzo na ocenie.

  2. kultur-alnie: niestety tak jest 😉
    natanna: fakt, śniadanie u Tiffaniego to zupełnie inna historia niż ta stworzona przez Capote’a. W tym przypadku z uwagi na Odrey Hepburn jestem w stanie realizatorom wiele wybaczyć. Chyba, że masz na myśli jakąś nowszą adaptacje?
    igormorswin: raczej pokazuje jak dalece pozbawieni geniuszu byli twórcy nowej realizacji Gatsbiego 😉

  3. Ja też jestem fanką Audrey więc oglądnęłam film niedawno po raz drugi. Akurat po przeczytaniu opowiadania Capotte i przecierałam oczy ze zdumienia. Film się oczywiście świetnie ogląda, gdyż to lata 50-te w Ameryce, a nie 40-te jak w opowiadaniu i to zupełnie inna bajka. Zastanawiam się czy można nazwać ten film adaptacją to raczej wariacja na temat.

  4. natanna: Wyjątkowo w tym przypadku czytałam książkę po obejrzeniu filmu i zaskoczyło mnie zwłaszcza zakończenie. To filmowe jest stanowczo zbyt mocno optymistyczne. Ale sama atmosfera filmu urocza, kto wie czy nie przewyższa książki.

  5. O właśnie i w tym przypadku film dobił opowiadanie. Opowiadanie ma zupełnie inny klimat, to są lata 40-te, wojna w Europie i nie ma mowy w nim o jakichkolwiek romansach. Holly realizuje swój cel, chce być bogata więc nie mogłaby romansować z ubogim pisarzem. A po za tym narrator w opowiadaniu lubi Holly, ale nic po za tym. W sumie szkoda jednak, że nie powstał film faktycznie oparty na opowiadaniu, ale kto chciałby taki film w latach 50-tych oglądać. Ameryka chciała się bawić, w kinie też i konieczny tu był happy end.

  6. natanna: Jeśli narratora zidentyfikować z autorem to na pewno nie interesował go romans z Holly 😉 Fabryka snów, jak sama nazwa wskazuje, miała produkować piękne marzenia i w Śniadaniu w pełni zrealizowała ten program 🙂

  7. Z całą sympatią do reżysera i jego wcześniejszych filmów muszę przyznać, że WG rozczarował mnie. Początkowo miałam dość pozytywną opinię, ale z biegiem czasu uległa zmianie. W skrócie: film jest przefajnowany, jak mawia młodzież.;(

  8. czytankianki: z tego co słyszałam to młodzieży właśnie się podobało 😉 Gorzej z ramolami na Formanie, Bergmanie chowanymi 😉

  9. Myślę, że muzyka i ogólny szał na ekranie może przyciągać widzów. I kto wie, może BL kręcił film z myślą o znacznie młodszej ode mnie widowni.;)

  10. czytankianki; Muzyka i szał to jeszcze uszły, gorzej wątki miłosne. Też miałam wrażenie, że film był do lat 16 góra 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s