MB tajne czytanie

biblioteka

W pokoju pana Zdzisława półki z książkami. Przeglądanie ich, niby łakomie, a ze znudzeniem. Nie ma sensu czytać tyle. Im więcej się czyta, tym więcej się zapomina i myli. Zrastają się jedne rzeczy z drugimi i nawet przestaje się rozróżniać autorów. Zresztą na tym by mi nie zależało. Chodzi o to, ze takie czytanie ubiernia bardzo i zatyka czas.

Miron Białoszewski Tajny Dziennik, Str 633

Prawie dałabym się zwieść, zbajerować tej mironowej bajce o nieczytaniu. Ale zamiast się dziwić i zasmucić, wyostrzyłam sobie zmysły i zaczęłam tropić wszystkie ślady jego lektur. Oczywiście okazało się, że Miron wpuścił mnie w maliny, bo książki czytał i to bardzo różne. Oglądał też. Na przykład album malarstwa włoskiego, w którym szczególnie przyglądał się portretom madonn. Ciekawe, czy potem, czy przedtem, dopatrzył się ich twarzy migających na karuzelach.

Czytał ramotki krajoznawczo historyczne, jak Jana Potockiego Podróż do Turek i Egiptu, zawierającą opisy Kairu i Konstynatopola. W młodości sięgał po klasykę, na przykład Portret artysty z czasów młodości Joyce’a i Trzech Muszkieterów Dumasa. Z sentymentem wspomina Rymy Księdza Baki znalezione kiedyś w ciotczynej otomanie, dyskusje z dziadkiem o Słowackim i otrzymanego po nim w spadku czterotomowego Mickiewicza.

Wygląda na to, że kiedy dorósł i dojrzał, nie gardził niczym. Nie bardzo widzę granice miedzy literatura piękna i brzydka. (…) bardzo lecę ostatnio na takie tytuły, jak tajemniczy szkielet, tajemnica piwnicy, ze mam gust służącej.(ibidem, Str 507) wyznał spotkanej na literackich wakacjach w oborach autorce kryminałów. Znowu przesadził, ale nie do końca. Wspomina o łóżkowym poczytywaniu starej, dobrej, Christie, a swoją rozmówczynię z Domu Literatów prosi o pożyczenie pierwszego z jej kryminałów, wydanej w  roku 1968 Przekładanki. Parę lat później sięgnął po Ciemne sprawy dawnych warszawiaków Stanisława Milewskiego.

Jednak wbrew swoim wypowiedziom, nie ogranicza się do sensacji. Próbuje Lema, konkretnie, Wizję lokalną, gdzie znajduje Ciekawe pomysły ale strasznie zagęszczone dowcipami (ibidem, str 918). Lekturę Warszawiaków urozmaica sobie Listami markizy de Rabutin Cahntal de Savigne i sam sobie się dziwi, że chce mu się zanurzać w intrygi i powiązania towarzyskie Ludwika XIV. Chociaż muszę tu szepnąć, że kto pozna bliżej życiorys (zwłaszcza dojrzałego) Mirona, może doszukać się miedzy obydwoma panami pewnego podobieństwa.

Białoszewski wraca też do dawnych lektur. W szpitalnym pokoju po raz kolejny czyta Zielone Piekło Maufraisa, znaleziony w guańskiej dżungli dziennik zaginionego podróżnika. W moim domu ta książka stała w pierwszym rzędzie, ale zawsze przerażała mnie myśl o czytelniczym towarzyszeniu skazanemu na śmierć w dzikim buszu człowiekowi. O wiele bardziej odpowiednią lekturą na czas rekonwalescencji wydaje mi się Tajemnica żółtego pokoju Gastona Leroux, o której Miron pisze, że Kryminał dobry, las, zamek córka, słudzy, laboratorium, grota Św Genowefy, dziadówka, Klęcząca Matka, a za nią chodzi Zwierzątko Boże, wielkie kocisko wydające w nocy przeraźliwe wołania. Niedoduszenie córki, kradzież wynalazku, jęk Bożego Zwierzątka. Kto o co?( ibidem, str. 869)

Pewnie nie wytrzymam, i zacznę się rozglądać za Tajemnicą, żeby znaleźć odpowiedź na mironowe pytanie.

mowa o:

MB

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “MB tajne czytanie

  1. Czytając inne rzeczy MB byłam zaskoczona ilością kryminałów, jakie pochłaniał. Chyba nie pamiętam żadnych innych jego lektur.;(

  2. kryminały to był jego chleb powszedni ;). A czytał tez sporo non fiction i staroci, co nieco z tego usiłowałam z Dzienników wyłuskać.

  3. Prawdziwego czytacza po tym poznać, że się nie ugnie pod naporem wielkich nazwisk, tytułów i modnych trendów. Sięga sobie po takie ramotki, o których nawet nie pogada z nikim (chyba że ktoś a priori wejdzie w dyskusję o nieznanym). Zazdroszczę, bo sama mam za duże obciążenie ochotą na rzeczy rekomendowane i zbyt rzadko daję się ponieść takim absolutnie nie sformatowanym propozycjom.

    Swoją drogą: Białoszewski nie przestaje być Mironem kiedy czyta. Podejrzewam go, że przetwarza i zawłaszcza co się da. Tak mu każe ten lęk przed „ubiernieniem”. 😉

  4. tamaryszek: Ale nawet na blogach widać trend do szukania staroci, kompletnie nieznanych albo zapomnianych pozycji. Takie ambicje odkrywcy budzą się chyba w niektórych, trzeba przyznać, że z reguły wytrawnych, czytaczach.
    Może i Miron przetwarzał, choć nie myślę że wiele wycisnął z przygód Pani Marple 😉

  5. Bradzo ciekawe spostrzeżenia 🙂 M.B. wydaje się taki poza konwencjami, ale okazuje się, że docenia także kawałki konwencjonalne, gatunkowe jak choćby Christie… Cieszę się, czytając o tym, bo rozumiem go doskonale. Przeplatać nowatorstwo z wysokiej jakości konwencją. O tak.

    A zacytowany opis lektury – toż to poezja 🙂

  6. Agnieszka: Myślę że warto z Mirona brać przykład, nie patrzeć co wypada i czytać to, na co właśnie ma się ochotę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s