chodził, słuchał, zapisywał

dino 1

A tak to wpływało na mnie rozgadanie się z dobrymi partnerami. Puszczenie w ruch myślenia. Tak jakby od siebie. I od swoich bliskich. Myślę, że ja żyję bardziej tym, co jest Kolo mnie i moimi bliskimi, którzy są mi bardzo pomocni w pisaniu.

Miron Białoszewski ”Tajny Dziennik”, Str 633

 

Teraz, kiedy skończyłam mironowe dzienniki, jestem skłonna uwierzyć w plotę, że ich autor na bieżąco spisywał, w kącie za szafą, za wanną, rozmowy i powiedzonka towarzyskie. Może i to było dla otoczenia denerwujące, ale teraz ma niepowtarzalny walor. Daje wrażenie aktualnego sprawozdania z rzeczywistości, daje wręcz możliwość w niej uczestniczenia na poziomie jednego z jej odbiorców. Miron nie wspina się na podest pod tytułem literatura, jest bardziej przekaźnikiem – nadajnikiem swojej codzienności. I dzięki temu daje się tej codzienności czytelnik ponieść.

Dzienniki szybko stają się opowieścią od której ciężko odejść. To nie tylko zasługa autora, ale i ludzi, wśród których się obracał i czasów, w których żył. Sporo tu różnych plot i ciekawostek o mironowych znajomych, i staje się zrozumiałe, dlaczego autor kazał z drukiem swoich zapisków odczekać tyle lat. Trzeba też zaznaczyć że to ciacho, ten gigantyczny tort czytelniczy na dziewięćset stron z okładem, ma więcej niż jedną warstwę kremu. Kiedy czytelnik pokosztuje opisów mironowego otoczenia, napotyka kolejne smaczki. Kto nie pamięta, albo nie doświadczył, stania po papier toaletowy i mydełko, przeżyje emocje kolejkowe przez współodczuwanie z biegającym po sklepach Mironem. Ci, którym nie dane było słuchać radia i telewizji tamtych lat, będą mogli poczuć ekscytację wyłuskiwania nowinek z Radia Wolnej Europy i euforię wywołaną wyborem papieża Polaka. Komunikowanie się bez telefonu, tego zwykłego , nie komórkowego, tłukący się sąsiedzi, kupowanie butów na kartki, bieganie po znajomych bez zapowiedzi, włóczenie się po polach i łąkach, rozmowy o UFO, telepatii, buddyzmie, medytacji, to stałe elementy życia z tamtych lat, które z detalami poznaje czytelnik.

Bo otwarcie tej książki, jest jak otwarcie drzwiczek wehikułu czasu, z kierunkowskazem nastawionym na przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Przewodnik, pan Miron B. zapewnia długą i bogatą we wrażenia podróż, po której nie chce się rozpinać pasów i wysiadać.

Warto:

Miron

Advertisements

15 uwag do wpisu “chodził, słuchał, zapisywał

  1. Dla mnie to nie jest do końca dziennik. Bo jeśli autor (wg Sobolewskiego) prawie jednym ciągiem nagrał na taśmę ok. 600 stron, a potem kazał to spisać, trudno tu mówić o pisaniu na bieżąco. Ale że jest to literatura wciągająca i niebanalna, nie mam wątpliwości.;)

  2. Aż żałuję, że musiałam Białoszewskiego zostawić w domu rodzinnym! Z dużymi ksiażkami to jest tak, że nie zawsze jest jak je przewieźć. Ech, może następnym razem. Tylko po prawdzie wolałabym najpierw, jako wstęp, przeczytać książkę Sobolewskiego.

  3. czytankanki: Ale te 600 stron chyba nie dyktował z pamięci, tylko z zapisków. Tak mi się przynajmniej wydaje. Jakby nie powstał,dziennik wyborną lekturą jest i basta 😉
    patrycja: Okazuje się, że książka Sobolewskiego wcale do czytania Dzienników nie jest niezbędna. Bo cały Dziennik jest rewelacyjnie zaopatrzony w przypisy (za które ogromne brawa należą się Mariannie Sokołowskiej) i dzięki temu można bez trudu zorientować się w sytuacjach towarzyskich, społecznych i obyczajowych.
    Dla większej zachęty dodam ze podczas czytania Mirona, kuknęłam w dzienniki Gombrowicza, i te drugie zostawiłam szybko, za dużo tam wymądrzania, napuszania, ojczyźnianego pitolenia. A Miron jest właśnie taki jak trzeba, zwykły i codzienny.

  4. Tyle widziałam wpisów o tej pozycji, ale to Twój mnie najbardziej zachęcił, nakręcił na kupienie jej, żeby nie wiem co. Idę szukać, gdzie najtaniej

  5. kasia.eire: Jak lubisz Dzienniki ( chyba lubisz, pamiętam co niedawno pisałaś o Tyrmandzie) to na pewno będziesz zadowolona. Mnie dzienników prawie nie zdarza się czytać, bo jednostajne, rozwleczone, nabzdyczone, ale te są świetne, świeże i nieprzemarudzone.

  6. Ja właśnie przepadłam w Dziennikach Mironowych,rewelacja:)i jak szybko się je czyta.Miałaś rację objętość przeszkadza tylko w trzymaniu:)

  7. ika: Ha, to bardzo się cieszę, że namówiłam i z tego takie pozytywy wyszły 🙂

  8. Trudno powiedzieć, jak z notatkami było. Dla mnie „Dziennik” to jednak kreacja, świadome podrasowywanie; takie wrażenie przynajmniej zrobiły na mnie przeczytane fragmenty. Ale zgadzam się, że nadal świetna literatura.

  9. czytankianki: Może i kreacja ale wypada bardzo naturalnie. Efekt jest wyśmienity.

  10. a ja nie mogę tej książki skończyć od roku już. teraz to muszę chyba zacząć czytać od nowa, bo zbyt długą przerwę sobie zrobiłam. jakoś ciężko mi szło. chyba zostawię sobie tą lekturę na lato, bo będą to moje najdłuższe wakacje w życiu, to prawie, żeby w końcu przeczytać to wszystko, co zaczęłam i nie skończyłam, bo stoją te książki na półce i na mnie krzyczą 🙂

  11. Peggy: Urok tej książki polega miedzy innymi na tym, że można ją zacząć i skończyć w każdym momencie. Chyba nie ma sensu czytać od nowa?
    Książki zawsze płaczą za czytelnikiem, nie można dać się im bez reszty szantażować 😉

  12. Boję się tylko, że przy tylu różnych osobach, które w Dzienniku występują, mogę się teraz czuć trochę zagubiona, bo nie pamiętam już, kto jest kim 🙂

  13. Można się wesprzeć niezbyt dobrą, ale dającą niejakie pojecie o mironowskim otoczeniu, książką Sobolewskiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s