już prawie nie ma zimy

prawie

Tylko poza słowa nie wychodzić, z wieloma rzeczami. A przeżycia są, i to prawdziwe. I dla nadawców, i dla odbiorców.

Miron Białoszewski, Tajny Dziennik, Str 170

 Zmieniła się już pora roku, a moja lektura nie. Ugrzęzłam w cegle i nawet nie mam ochoty na ten fakt narzekać. Co więcej, tomiszcze zawładnęło całą moją chęcią czytania. Nie chce mi się zabierać za nic innego. Papermint obejrzałam, przeczytałam Bieńczyka bredzenie o Freudzie i strzeliłam w kąt. Mimo paskudnej okładki (czy Zadie Smith to widziała?) kupiłam też Książki, rzuciłam okiem na zdjęcia i tytuły, po raz kolejny z żalem stwierdziłam, zbyt wielka przewagę faktu nad fikcją w doborze ichnich lektur i odłożyłam pisemko na bok. Słuchać innych książek też nie mam chęci, dwójkowy Bung może sobie upadać dowolną ilość razy, jego przygody ani mnie ziębią ani grzeją. Może więc adaptacje filmowe, pomyślałam sobie i włączyłam powtarzany Piknik pod Wiszącą Skałą. Same siebie zaskoczyłam stwierdzeniem, że film się jednak zestarzał. Poza kilkoma zdjęciami z czasu zawiązywania się akcji i motywem na fletni Pana nie znalazłam w nim nic, co mogłoby mnie zachwycić.

czytanie

To wszystko nie znaczy, że siedzę cała niezadowolona. Moja cegła cieszy mnie niemal każdym akapitem. Co więcej, na czytanie po niej czekają niezłe rzeczy. Z biblioteki przytaskałam kilka KIKow i Kinga, kupiłam nowego Barnesa, chwalonego Eugenidesa, zastanawiam się nad wywiadem Szczuki z Janion i esejami Pereca. A w między czasie, dla odmiany i zmysłowej uciechy oglądam pełną świetnych pomysłów książkę kucharską. Gdyby nie ciągła chęć powrotu do mojej super grubej lektury, zrobiłabym ptifurki.
I pisała więcej notek.

ptifurki

Reklamy

16 uwag do wpisu “już prawie nie ma zimy

  1. Wnioskując po cytacie mamy tę samę cegłę, tylko ja w niej jeszcze nie ugrzęzłam, gdyż ropraszają mnie inne, pomniejsze ‚lekturki’. Trochę mnie ta cegła przeraża, bo niedobrze mi się czyta takie pokaźne książki, dziennik Gombrowicza czytam już pół roku i zejdzie mi pewnie drugie pół zanim skończę.
    Ciekawią mnie Twoje wrażenia z Barnesa. Z Eugenidesa z resztą też, chociaż tutaj on zbiera różne opinie, moim znajomym wręcz się średnio podobał… Nowe wydanie „Książek” też jakieś takie średnie, Zadie Smith nie tylko narysowana paskudnie, wydaje mi się że i w środku niewiele lepiej przetłumaczona, nie dziwię się, że Cię nie nęci… Za to nad wywiadem Szczuki z Janion nie zastanawiaj się, właśnie kończę i żałuję, że nie ma już drugiej części.
    Życzę szybkiego ukończenia lektury, co byś pisała więcej notek 🙂

  2. patrycja: Mnie tez zwykłe cegły zniechęcają a tu wielka, i dobra, niespodzianka. Oderwać się trudno, zresztą niedługo napiszę więcej. Eugenidesa nie byłam pewna ale się w końcu zdecydowałam. No i teraz okazuje się, że lepiej było Janion wziąć. A czy to w ogóle nie jest początek serii, ten wywiad? ,

  3. Książka i ptifurki wcale nie muszą się wykluczać, a nawet mogą świetnie się uzupełniać. Oczywiście już gotowe i podane 😉 Cóż to za kucharz tak niepoprawnie kusi przed latem kaloriami?

    Kapryśne przebieranie w „ofercie” kulturalnej rozumiem w pełni. Cierpię na to samo, tylko bez tej jednej przyzywającej do siebie księgi. Była Austen, ale że połknęłam ją na dwa razy, to znów popadam w chaos możliwości. I stan marudnego znudzenia.
    Ciekawa jestem, co Cie skłoniło w stronę Kinga – ochota na wiosenne szaleństwo? 🙂

  4. buksy: tak, ten wywiad to początek serii, tylko ile przyjdzie mi czekać na drugą część? ja strasznie niecierpliwa jestem, i bym chciała JUŻ! 😉

  5. maiooffka: jakoś chętnych do przygotowania i podania ptifurek brak ;). Widziałam Twoje ostatnie stosy, nie dziwie się, że masz problemy z decyzją;). Na Dallas miałam ochotę zaraz jak się pokazało, ale trochę się bałam Kinga bo nie miałam z nim wcześniej do czynienia i wydaje mi się ze to nie mój typ. na szczęście trafiłam książkę w bibliotece i mogę teraz sprawdzić bez uszczerbku dla kieszeni i zawalania półek.
    patrycja: no ale przynajmniej jest na co czekać 😉

  6. buksy, może trzeba sposobem – ptifurkowe party i goście zostawiają całe tace miniaturowych cudeniek 😉

    Stosy nie są problemem – raczej czuję, że zupełnie rozmijają się z tym, co aktualnie miałabym ochotę czytać. „Lalka” Prusa okazała się poza moim zasięgiem w chwili potrzeby! Lekki obłęd 🙂 Ale może już coś wydłubałam z ciemnego zakamarka zapomnienia. Oby. Skoro lubiły i ceniły siostry Bronte i Austen, to i dla mnie powinno wystarczyć 😉

    King w Twoim towarzystwie dziwi, nie powiem, zwłaszcza ten tytuł. Ale nigdy nie wiadomo, co się sprawdzi w chwili relaksu. Może właśnie taka zupełna odskocznia od Twoich ulubionych ścieżek będzie strzałem w dziesiątkę 🙂

  7. Ależ kuszące te ciasteczka! Cacane po prostu.
    Barnes czytany przez Ferencego uwiódł mnie, świetnie że go wreszcie wydano.
    Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii o Kingu. Kusi mnie, ale też zniechęca objętością.;)

  8. miaooffka:obawiam się, że hasło pitfurkowe party mogłoby być zupełnie inaczej zrozumiane ;). Lalka, czyżbyś zasugerowała się zdaniem pokazującego książki w ostatniej czytelni? King raczej mnie zaciekawił jako portrecista mojej ulubionej amerykańskiej epoki, niż pisarz konkretnego gatunku. Zobaczymy jak to wyjdzie w czytaniu. A jaka to ulubienicę wielkich romantyczek wyszperałaś?
    czytanki.anki: dla mnie to ciasteczkowa biżuteria, prawie szkoda byłoby jeść. Po ponad 900 stronach Mirona żadna objętość nie będzie mi straszna 😉

  9. Sugestia jest bardzo możliwa, choć tłumaczyłam to sobie tym, że to pan Stuhr wpasował się w mój nastrój – właśnie trzymałam na kolanach Sienkiewicza, a on tak sugestywnie zamachał tą Lalką przede mną… ; ) Swoją drogą czy mi się zdaje, czy mocno przesadził z autopromocją w swoim monologu?

    To raczej ulubieniec, bo to ON – Waltera Scotta biorę na warsztat. Liczę na to, że nie będzie filozofował za bardzo, tylko zaserwuje mi czystą fabułę. Trudno o taką prozę, okazuje się, że każdy autor musi coś „odkrywczego” dodać od siebie ; )

    Nie obawiasz się zbyt dużej dawki polityki w tym konkretnym Kingu? Bo mnie właśnie to odstraszyło – objętość to rzecz względna. Dobrze napisana rzecz może mieć i tysiąc stron, a i tak skończy się za szybko : )

  10. Ptifurki = ciasteczkowa biżuteria – podoba mi się to skojarzenie.;) Patrząc na zdjęcie mogę się tylko zgodzić.;)

  11. miaooffka: Pan S. lansował się mocno i owszem. Nawet z rozpędu do Nike się nominował, jak dobrze pójdzie, będzie laureat samozwaniec.
    Ambitne lektury planujesz, nic więcej na ten temat nie powiem bo to dla mnie autor nieznany. jak będzie King zanadto politykował to go zostawię i już. Na szczęście książka kosztowała mnie tylko półgodzinną drogę do biblioteki wiec strata będzie niewielka jak zrezygnuję 😉
    czytanki.anki: tak wyglądają, prawda? Ciekawe czy tak tez smakują 😉

  12. Przy Nike już oniemiałam, szczerze mówiąc 😉 Trochę się zawiodłam jednak, bo w sumie z samej biblioteczki pokazał może dwie pozycje, a reszta to jakieś przypadkowe egzemplarze w zasięgu ręki i dorobek własny. Wcześniej widziałam w tym programie tylko Stasiuka zbiory, i mimo że widać było chaos w jego improwizowanym monologu, to jednak pozostawił po sobie więcej tropów literackich i kilka ciekawych opowieści o samych książkach.

    Właśnie ambitnych staram się unikać. Jak ognia. Fabuła, akcja i dużo dialogów – albo kopii Austen, bo smakowała mi bardzo 🙂 „Ivanhoe” to jak na razie mocno opisowy Robin Hood – przynajmniej ten filmowy wyraźnie się wzorował tutaj. Nawet zielone wdzianko łuczników się pojawia. Może to poezja tego autora byłaby wyzwaniem, bo powieści podobno raczej historyczno-przygodowe pisywał, zatem nic strasznego nawet dla mnie 😉

  13. maiooffka: Wydaje mi się ze nieźle o swoich książkach opowiadała Szczepkowska, nawet sobie jeden tytuł wynotowałam. Na Robin Hooda to raczej nie miałabym ochoty, za bardzo jeszcze wieje ;).

  14. Ten „Robin Hood” jest raczej zimowo-niespieszny – opisy są tak dokładne, jakby miały służyć scenografom i kostiumologom. Dzięki temu na setnej stronie bardziej się domyślam akcji, niż jej smakuję 😉

    Może poszukam innych odcinków programu w sieci. A jaki tytuł wynotowałaś? : )

  15. Ja też lubię czytać o Ameryce lat 50 i 60 tych i mocno zastanawiałam się nad tym tytułem Kinga,we wszystkich recenzjach czytałam,ze dużo jest w tej powieści obyczajowości i bardzo dobrze odtworzone są tamte lata,ale wciąż się nie zdecydowałam .Mówisz,że dziennik Mirona wciągający?Chyba trzeba będzie zdjąć z półki i przestać bać się tej objętości 🙂

  16. ika: Tez się tak naprawdę jeszcze na Kinga nie zdecydowałam, bo nawet go nie napoczęłam. U Mirona objętość przeszkadza tylko przy trzymaniu książki na kolanach, poza tym wcale się jej nie czuje 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s