kod Velasqueza

music

Tu wszyscy szpiegują wszystkich: Niemcy, Francuzi, Japończycy, Osmańczycy. To naturalnie żart. Na szczęście napiwek rozwiązuje wszelkie problemy w sposób całkowicie satysfakcjonujący. W tym kraju wszystko można załatwić sutym napiwkiem. gdy tu przyjechałem, nie mogłem tego pojąć, lecz teraz uważam ten system za znakomity; pozwala utrzymać pensje na niskim poziomie, a zarazem eksponuje hierarchię. 

Eduardo Mendoza „Walka kotów”, str.101

Zastanawiam się skąd mój brak zachwytu nad tą książką. Przecież czytało mi się nieźle, a raczej szybko i gładko. No i obojętnie. Dlaczego? Po pierwsze autor, Mendoza, nigdy nie należał do moich ulubieńców. Zrażona Przygodami fryzjera damskiego, miałam zamiar nie tykać jego książek więcej. Ale pomyślałam że jednak dam mu szansę. Historia sztuki wymieszana z dziejami Europy, to brzmi dla mnie zawsze kusząco. Gorzej, że nie wzięłam pod uwagę drugiej strony medalu. Mianowicie akcja książki rozgrywa w przededniu hiszpańskiej wojny ludów w roku 1936, a mnie przecież od zawsze rewolucje tylko nudziły. Jeśli nie od zawsze, to od momentu gdy w szkole kazali mi przeczytać nieboską komedię. I na historii omówili przyczyny i skutki zburzenia Bastylii. Wniosek po takich naukach może być tylko jeden, rewolucja „parowóz dziejów” to machina niszczycielska i brudna.

Właśnie w czasie jej uruchamiania rozgrywa się akcja tej książki, co miało dla autora stać się pretekstem do przedstawienia wielu szalonych osób i pomysłów. Rzeczywiście, czego tu nie ma, komuniści arystokraci, faszyści i falanga, mieszani w jednym garnuszku tworzyć zaczynają masę chropawą lecz niezbyt barwną, z której zostaje ulepiona akcja książki. W sam środeczek tego galimatiasu jest wciśnięta postać Anglika, średnio bystrego historyka sztuki, który przyjeżdża do Madrytu zaproszony przez arystokratyczną rodzinę pragnącą wycenić nagromadzone dzieła sztuki. Zgodnie z zapowiedzią na okładce, po mało owocnym przeglądzie zasobów zacnej rodziny książęcej, jej przedstawiciele nagle decydują się odsłonić najmocniejszą kartę i pokazują gościowi nieznany nikomu obraz Velasqueza. Bohater oczywiście głupieje z zachwytu, a także z miłości do pięknej księżniczki, starszej córki rodu. Od tej chwili zaczynają się jego przygody, na przemiennie co drugi rozdział albo dostaje w głowę albo zostaje zaciągnięty do łóżka przez którąś z namiętnych Hiszpanek. Do tego mamy jeszcze życiorys znamienitego malarza, podany tak dokładnie, jak by był spisany prosto z encyklopedii lub podręcznika historii sztuki.

Ogólnie styl książki jest utrzymany w jasnym, przejrzystym tonie, zarówno dialogi jak i narracja są napisane tak prosto i ładnie jak sprawozdania z rozgrywek sportowych. Nie uznałabym tego jednak atut książki. Uroku nie dodaje jej również gapiowaty bohater i plątanina mało atrakcyjnych wątków politycznych i miłosnych oraz na siłę wiązana z akcją główną opowieść o dziejach Velasqueza. Największym plusem tej książki było to, że po przeczytaniu bez żalu podałam ją dalej, zachowując skrawek miejsca na półce na rzeczy bardziej interesujące.

mowa o:

Velasquez

Reklamy

12 uwag do wpisu “kod Velasqueza

  1. Mnie ujęła wlasnie ta niefrasobliwosc, zwłaszcza, ze temat poważny i kto inny napisałby o tym w żałobnym tonie. Ale przyznaję, jest to książka, którą trudno się przejąć, i może wlasnie to jest przyczyną Twojego rozczarowania.

  2. Porządek Alfabetyczny: Niefrasobliwość mi nie wadzi, ale przydałoby się albo większe zaplatanie akcji głównej z malarstwem Velasqueza albo przynajmniej dobry pomysł na wyjaśnienie wszystkich zagadek. Moim zdaniem finał pokazuje, że autor zupełnie nie wiedział jak zakończyć swoją opowieść.

  3. Mam podobne wrażenia odnośnie Mendozy. To znaczy „Walki kotów” nie czytałam, ale moja siostra ma jakąś inną jego książkę (tytułu nie pamiętam), którą po przeczytaniu kilkunastu stron bez żalu odłożyłam.

  4. patrycja: Bo on jakiś nijaki jest. Szkoda czasu na takie sobie czytanie kiedy dookoła tyle dobrych rzeczy można znaleźć.

  5. Mendozy czytałem tylko ‚Raport kapitana Dosa’ i było to na tyle bolesne doświadczenie, że już po nic więcej nie sięgnąłem (i nie mam zamiaru). Drugoligowiec.

  6. Readeatslip; Dokładnie tak, Pan M. siedzi na wygodnej grzędzie średniego szczebla, jak na nielota przystało.

  7. Velasquez, namiętne księżniczki i hiszpańska wojna domowa – wygląda na to, że Mendoza jest nie tylko drugoligowcem, ale też seryjnym twórcem bestsellerów spełniających wszystkie wymogi atrakcyjności dla określonej przez jego wydawnictwo grupy docelowej. Mało szanuję tego typu twórców.

  8. katasia_k: Nawet nie wiedziałam, że produkt był tak pieczołowicie targetowany, ale pewnie w Hiszpanii tak było. U nas to chyba mniej trafia w gusty i potrzeby czytelnicze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s