rzut oka (wstecz)

oko

Należy wreszcie to zrobić. Siąść, pomyśleć i podsumować. Zeszły rok. Czyli wdech i do dzieła.

Na pierwsze i spore pochwały zasługuje Podróżnik stulecia, opowieść o zamkniętym w kręgu pewnego niemieckiego miasteczka młodzieńcu. Jest tam dokładnie to, czym powinna być nasycona dobra historia: miłość, zbrodnia, magia i filozofia. W różnych proporcjach. A wszystko dzieje się w mrocznych uliczkach i słabo oświetlonych pokojach. W ogóle w tym roku za centrum czytelniczych przygód służyły mi zakurzone wnętrza starych domów. Na dłużej utknęłam wśród niewietrzonych sypialni i salonów Prousta, razem z Felisbertem kluczyłam po zagraconych korytarzach i ciemnych jadalniach. Z przyjemnością rozglądałam się po zabałaganionej chacie Drwala i patrzyłam w kąty dawnych domów pisarek. To właśnie w zakamarkach tych wszystkich pieczołowicie opisanych pomieszczeń odnalazłam najlepsze chwile czytelniczego bytowania.

Zdarzały się jednak i mniej miłe momenty. Najgorszym był chyba ten, w którym zabrałam się za biografię Tove Jansson. Udręka ciągnęła się przez prawie pięćset stron, a potem długo musiałam się leczyć lekturami lżejszego kalibru, dla złagodzenia przykrego posmaku jaki zostawiło po sobie dzieło Westin. Ogólnie z historiami wielkich sławnych średnio mi się powiodło, nienadzwyczajnie wspominam tez opowieść o życiu Chanel czy Kaliny Jedrusik.

Warto zajrzeć:

przegląd

Jednak muszę wyrazić losowi wdzięczność, że uchronił mnie od bliższego i dłuższego spotkania z najgłupszą książką, jaką udało mi się w zeszłym roku na półce księgarni odnaleźć. Mówię tu o Paryskim szyku, który za każdym pobytem w empiku przeglądałam z niedowierzaniem. Zbiór praktycznych wskazówek dla pragnących stać się eleganckimi kobiet, które nie miały szczęścia urodzić się w okolicach wieży Eiffla (czy choćby Saint Tropez) , budził we mnie olbrzymie chęci prychnięcia śmiechem. Bo czy naprawdę dziewczyna z Ełku, lub dajmy na to, Kielc, może na serio potraktować poradę, że babciną kolię z diamentów należy nosić na co dzień? I co ma ta nieszczęśnica począć, gdy zgodnie z sugestią autorki, ubierze zbyt eleganckie sandałki na wypad do kawiarni i potem nie będzie mogła ukryć ich pod stolikiem, ponieważ stolik okaże się zrobiony z przeźroczystego szkła? A co mają zrobić dojrzalsze panie, którym na jednej stronie mówi się, żeby używały jasnych szminek, a na drugiej zakazuje malowania ust na kolor cielisty? I jak potraktować sugestię, by wszystko nosić podwójnie: swetry, Tiszerty, szaliki, gdy wiemy doskonale, że więcej niż jedna warstwa ubrań doda nam kilogramów i mocno odbije się na naszej kieszeni. Chociaż trzeba przyznać, że podwójna warstwa bielizny jeszcze nikomu na zimowym spacerze nie zaszkodziła. Za to lektura paryskiego szyku niejednej czytelniczce może pogorszyć samopoczucie, bo szybko dojdzie do wniosku, że wyrzuciła ponad 60 złotych na stek porad oczywistych (nie używaj zbyt ciemnego podkładu) lub absurdalnych (nienarzucające się buty podczas randki pozwolą się skupić twojemu potencjalnemu mężczyźnie na konwersacji). Przecież mogła za stracone pieniądze zakupić dodatkowy szaliczek czyli tzw foulard, a czas spędzony nad lekturą  przeznaczyć na szkolenie swoich butów z podstawowych zasad savoir-vivru. Aby się, w razie czego, nie narzucały.

mowa o:

wystawa

Reklamy

7 uwag do wpisu “rzut oka (wstecz)

  1. Kusisz szczególnie „Paradą hipokrytek”, byłam mile zaskoczona, gdy okazało się, że jest w miejskiej bibliotece.
    60 zł za paryski szyk? Hm. Mnie w ogóle bawią podobne publikacje. Czy naprawdę w RP trzeba się ubierać jak w Paryżewie? Po polskich chodnikach trudno w szpilkach chodzić, nie ryzykując ich szybkiego zniszczenia.
    Czy wspominałam już, że świetne zdjęcia robisz?:)

  2. Końcówkę roku chyba miałyśmy podobną, lekką, łatwą i przyjemną 🙂
    Za przestrogę przed biografią Tove nie pozostaje mi nic innego jak podziękować, bo jak nic bym kupiła! Za to u nas mieliśmy w telewizji wspaniały dokument o Tove – zakochałam się! Próbowałam wyszukać go w internecie, żeby się podzielić, ale bbc pilnuje swoich filmików!

  3. No to mnie postawiłaś do pionu. Gdybym miała czkawkę – by przeszła. „Podróżnik stulecia” mnie powalił. Czytałam kilka miesięcy i utknęłam na 1/5. Ale nie podważam Twoich zachwytów. Mnie się też w zasadzie podobało. Tylko czytałam w niewłaściwym czasie, za długo, zbyt małymi porcjami (za każdym podejściem cofając się o kilka stron). Wzięłam tę książkę ze sobą na festiwal filmowy do Wrocławia, choć wiem, że nigdy w tym czasie nie czytam nic, oprócz katalogu i programu. Potem taszczyłam na Roztocze i co wieczór z głową przewietrzoną i ulesioną siadałam i zasypiałam twardym, niemieckim snem. Potem nabrałam podejrzeń, że jest w tym coś podejrzanego. Możliwe, że bohater utknął w „ruchomym” mieście na zawsze, tak samo jak ja zaplątałam się w stronach opowieści. Mam na półce. Kto wie, może kiedyś?

  4. Agnieszka: To raczej koronki. Dobry pomysł na spożytkowanie kordonkowych serwetek 😉
    czytankianki: Parada hipokrytek chyba by Ci się spodobała. W Paryskim szyku do biegania po ulicy na szczęście polecają baleriny, ale na przykład autorka zapewnia że białe dżinsy są idealne na zimę. Już sobie wyobrażam te krajowe faszionistki zaciapane po pas przystankowym błotem
    patrycja:Prosze bardzo. Ciesze się ze buksowym notkom zawdzięczasz unikniecie błędu ;). Filmu o Tove szczerze zazdroszczę, mam dostęp tylko do BBC entertainment a tam raczej takich rzeczy nie puszczają.
    Taramszyek: Bo to absolutnie nie jest książka do czytania w biegu. Mnie poszło bardzo dobrze, ale zabrałam się za nią w środku zimy, na domowej kanapce polegując.

  5. A ja jestem ciekawa, skąd pochodzi pierwsze zdjęcie? Bo takie same kwiaty (+macki ośmiornicy) zdobiły jakiś czas temu wystawy sklepu Louis Vuiton w Cannes, gdzie towarzyszyły im wyjatkowo nieładne i narzucające się buty.

    W książce Ines de la Fressange zainteresował mnie przewodnik po paryskich butikach i adresach, natomiast zgadzam się, że cześć poradnikowa jest bardzo pretensjonalna (klapki kupuj tylko w St. Tropez!), a jej rozkazujący ton i niedopuszczająca sprzeciwu kategoryczność po prostu doprowadzały mnie do szału (np. kolor czerwony noś tylko na nartach).

  6. ktasia_k: Zdjęcie o które pytasz to oczywiście Louis Vuitton, tylko w Barcelonie znaleziony. Ośmiornica tez była, a jakże, z torebką na jednej z macek 😉
    Ines myślałam ze jest lżej strawna w oryginale i dla Francuzów, polskie tłumaczenie sprawia, że książka brzmi jeszcze bardziej bzdurnie. A wykaz sklepów musi być ciekawy dla miejscowych, niestety jest raczej bezużyteczny dla przeciętnej, czytaj bardzo średnio zamożnej, mieszkanki kraju nad Wisłą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s