Dzień: 3 stycznia 2013

rzut oka (wstecz)

oko

Należy wreszcie to zrobić. Siąść, pomyśleć i podsumować. Zeszły rok. Czyli wdech i do dzieła.

Na pierwsze i spore pochwały zasługuje Podróżnik stulecia, opowieść o zamkniętym w kręgu pewnego niemieckiego miasteczka młodzieńcu. Jest tam dokładnie to, czym powinna być nasycona dobra historia: miłość, zbrodnia, magia i filozofia. W różnych proporcjach. A wszystko dzieje się w mrocznych uliczkach i słabo oświetlonych pokojach. W ogóle w tym roku za centrum czytelniczych przygód służyły mi zakurzone wnętrza starych domów. Na dłużej utknęłam wśród niewietrzonych sypialni i salonów Prousta, razem z Felisbertem kluczyłam po zagraconych korytarzach i ciemnych jadalniach. Z przyjemnością rozglądałam się po zabałaganionej chacie Drwala i patrzyłam w kąty dawnych domów pisarek. To właśnie w zakamarkach tych wszystkich pieczołowicie opisanych pomieszczeń odnalazłam najlepsze chwile czytelniczego bytowania.

Zdarzały się jednak i mniej miłe momenty. Najgorszym był chyba ten, w którym zabrałam się za biografię Tove Jansson. Udręka ciągnęła się przez prawie pięćset stron, a potem długo musiałam się leczyć lekturami lżejszego kalibru, dla złagodzenia przykrego posmaku jaki zostawiło po sobie dzieło Westin. Ogólnie z historiami wielkich sławnych średnio mi się powiodło, nienadzwyczajnie wspominam tez opowieść o życiu Chanel czy Kaliny Jedrusik.

Warto zajrzeć:

przegląd

Jednak muszę wyrazić losowi wdzięczność, że uchronił mnie od bliższego i dłuższego spotkania z najgłupszą książką, jaką udało mi się w zeszłym roku na półce księgarni odnaleźć. Mówię tu o Paryskim szyku, który za każdym pobytem w empiku przeglądałam z niedowierzaniem. Zbiór praktycznych wskazówek dla pragnących stać się eleganckimi kobiet, które nie miały szczęścia urodzić się w okolicach wieży Eiffla (czy choćby Saint Tropez) , budził we mnie olbrzymie chęci prychnięcia śmiechem. Bo czy naprawdę dziewczyna z Ełku, lub dajmy na to, Kielc, może na serio potraktować poradę, że babciną kolię z diamentów należy nosić na co dzień? I co ma ta nieszczęśnica począć, gdy zgodnie z sugestią autorki, ubierze zbyt eleganckie sandałki na wypad do kawiarni i potem nie będzie mogła ukryć ich pod stolikiem, ponieważ stolik okaże się zrobiony z przeźroczystego szkła? A co mają zrobić dojrzalsze panie, którym na jednej stronie mówi się, żeby używały jasnych szminek, a na drugiej zakazuje malowania ust na kolor cielisty? I jak potraktować sugestię, by wszystko nosić podwójnie: swetry, Tiszerty, szaliki, gdy wiemy doskonale, że więcej niż jedna warstwa ubrań doda nam kilogramów i mocno odbije się na naszej kieszeni. Chociaż trzeba przyznać, że podwójna warstwa bielizny jeszcze nikomu na zimowym spacerze nie zaszkodziła. Za to lektura paryskiego szyku niejednej czytelniczce może pogorszyć samopoczucie, bo szybko dojdzie do wniosku, że wyrzuciła ponad 60 złotych na stek porad oczywistych (nie używaj zbyt ciemnego podkładu) lub absurdalnych (nienarzucające się buty podczas randki pozwolą się skupić twojemu potencjalnemu mężczyźnie na konwersacji). Przecież mogła za stracone pieniądze zakupić dodatkowy szaliczek czyli tzw foulard, a czas spędzony nad lekturą  przeznaczyć na szkolenie swoich butów z podstawowych zasad savoir-vivru. Aby się, w razie czego, nie narzucały.

mowa o:

wystawa