namówił mnie Mikołaj

nózie 2

Miałam już nie wrzucać stosików. Zwłaszcza po przeczytaniu tego posta. Z którym się zasadniczo się zgadzam. Miałam sobie odpuścić. ALE. Zaraz sobie przypomniałam jak bardzo lubię oglądać je u innych. I drugie ALE. Ostatnio zgłosił się do mnie o pomoc Mikołaj. Nie osobiście. Pod postacią koleżanki, matki kilkorga dzieci. – Rety, powiedz mi, co ja mam kupić Kasi na Mikołaja! –  Zajęczała dramatycznie w telefonie, o bardzo wczesnej godzinie. Byłam na czczo i na zimno, wiec wymamrotałam coś tylko o Flavii, zatrutych ciasteczkach i kryminałach młodzieżowych. Po poru godzinach się ocknęłam i zaczęłam robić przegląd pamięci. Kasia ma lat naście, chodzi do gimnazjum, a czas wolny spędza badając swoją urodę i czytając po raz kolejny Anię z Zielonego Wzgórza. Od pozostałych rozrywek charakterystycznych dla swojego wieku stroni. Zrobiłam wiec zestaw faktów współczesnych i wspomnień własnych i z listą właściwych lektur zajrzałam do koleżanki. – Kupiłam!- powitała mnie z radosnym uśmiechem- zobacz! – Namawiać mnie do oglądania książek nie trzeba, wiec szybko złapałam co podała i zaczęłam kartkować. Długo nie musiałam. – Heh, Posłuchaj tu. „Paula krępowała się, gdy  kupowała prezerwatywy dla Marleny i Simona”- palnęłam cytacik mojej ultra kościołowej koleżance, co to dzieciom Harrego Pottera za nic poczytać by nie dała. – Jesteś pewna, że to dla Kasi? W końcu niech się młoda życia uczy. – Bąknęłam trochę obłudnie. Potem siadłyśmy i roztrząsałyśmy, co zamiast. Może Tajemnica Abigail? Albo konkurentka Ani w kategorii najmilszych literackich sierotek, bohaterka „Tajemniczego opiekuna”? Klasyka w wydaniu Jane Austen? Czemu mi wcześniej tego wszystkiego nie powiedziałaś? Westchnęła z wyrzutem Mama Kasi. Miała rację. Czemu nie polecić wcześniej? Czemu dzisiaj po Matrasie snuły się grupki klientów z wahaniem łapiąc to i owo, podczas gdy panie sprzedające chichrały się z kolegi oklejonego białą brodą? Czemu nie pomóc tym, którzy chcą obdarować innych? Nie widzę żadnych argumentów przeciw. Dlatego w ramach akcji wsparcia zagubionych wśród ksiegarnianych półek znajomych, przyjaciół i krewnych postanowiłam zapodać informacje o tym, co ostatnio nabyłam. A nóż komuś to w wymyślaniu prezentu pomoże?

 mikołajowy

W moim stosie są:

  1. oczywiście Książka twarzy Bieńczyka, choć jakoś do jej czytania się nie biorę, a jeśli nawet bym się zdecydowała, to na pewno kilka rozdziałów ( o piłce nożnej) pominę.
  2. Wyznania Młodego pisarza Eco, których przyjemny tytuł i format – mieszczący się w torebce- skłoniły mnie do zakupu.
  3. Sekretna kochanka Dickensa Tomalin, pojawiająca się tu i ówdzie na angielskich blogach książkowych.
  4. Artur i George Barnes’a, wygrzebany w matrasowych promocjach.
  5. Paryż śladami pisarzy, znaleziony zupełnie przypadkowo mini przewodnik po literackich zaułkach miasta świateł.
  6. Pewna Forma Życia Nothomb, w celu sprawdzenia co słychać u starej znajomej.
  7. Paryż nigdy nie ma końca Vila-Matas’a, czyli ciąg dalszy wyprawy pod wieże Eiffla.
  8. Pisarz rodzinny Delacourt’a, który w ksiegarnianych poczytaniach wydał mi się gorzkawy i zabawny.
  9. Moment niedźwiedzia Tokarczuk, najnowszy zbiór esejów pisarki, który niestety mnie zawiódł.
  10. Obce dziecko Hollingurst’a, które trochę straszy (stylem), a trochę ciekawi (głównym wątkiem)
  11. Portrety i Obserwacje Capote, czyli ploty i obgadania sprzed pół wieku.
  12. The dsitant Hour Morton, przywieziona jeszcze z wakacji.
  13.  Tove Jansson, Mama Muminków, o której lada chwila opowiem więcej, ale bez zachwytów.
  14. Dziewczyna w błękitnej sukience, czyli kontynuacja obchodów roku dickensowskiego.
  15. Cyrk nocy Morgenstern, lajcik na czas zmęczenia przedzimowego.
  16.  Tyrmandowie, Romans amerykański, bardziej do pooglądania niż do czytania.
  17. Ostatni papieros Ostergren’a, dowód na mój nieprzemijający sentyment do braci Morgan.
  18. Atlas Chmur, Mitchell’a, liczę na wrażenia jak ze Snu numer dziewięć, jednego z ciekawszych majaków czytelniczych, jaki udało mi się doświadczyć.
  19. Thomas Bernhard, Spotkanie rozmowy z Krista Fleischmann, zaskakująco zabawne i świeże, doskonałe do czytania w wannie.
  20. Walka Kotów Mendozy, która machała do mnie łapką ze wszystkich okładek podczas hiszpańskich wakacji. W rodzimym wydaniu łapki straciła, ale i tak skusiła.
  21. Wiersze i proza 1954-2004 Tomasa Transtromer, czyli czas na spotkanie z noblistą.
  22. trojka z dżemem. Palce lizać. Biografia pewnego radia Gutkowskiego, szansa na spotkanie z, kiedyś, ulubioną radiostacją i jej ekipą.
  23. Te ściany są zimne i inne opowiadania Capote’a, który zwabił zdjęciem i szczodrą przeceną.

W ramach happy endu dodam, że nie muszę nawet po spisaniu całej tej listy tradycyjnie jęknąć kiedy to wszystko przeczytam. Bo przecież część z tego znajdzie się  w paczkach z prezentami.

mowa o:

mikołajowy 1

Reklamy

14 uwag do wpisu “namówił mnie Mikołaj

  1. Ale bałagan 😉 A ja lubię te „stosiki”, choć nie przyszło mi na myśl, żeby własne prezentować. Ale fajnie tak czasem zajrzeć komuś na stolik nocny, coś w tym może jest z voyeuryzmu, ale i z chęci bycia na bieżąco też. Ten stosik wyjątkowo udany bo bardzo paryski 😉

  2. czara: bo to stosik właściwie nie jest, tylko zrzutnik na kapę ;). tak czy siak bałagan jest, nawet na zdjęciu ukryć się nie dało. Właśnie tez lubię innym oglądać więc się jakoś przemogłam do własnego. Mam nadzieję, że paryskie elementy będą udane, zwłaszcza ze ich na prezenty nie planuje.

  3. Mnie stosy ani ziębią, ani grzeją: jak są, to popatrzę co jest, bez przykrości, jak ich nie ma – szat nie rozdzieram i blogowiczowi nie wypominam, bojkotem strasząc i klątwy miotając. Niech tam sobie każdy wedle uznania.
    Na „Moment niedźwiedzia” liczę jeszcze (bo dopiero czytać będę), chociaż do Tokarczuk mam stosunek sinusoidalny. W ogóle ciekawy stos: sama mogłabym taki skompletować. Tylko ten „Atlas chmur” – czy kupować?! Wszyscy się zachwycają, co dla mnie było zawsze powodem do ostrożności 🙂 I radiowa Trójka: uwaga, bluźnierstwo! – jakoś nigdy miłością nie zapałałam. Stacja jak stacja (tak, tak, wiem: grzeszę).

  4. I dobrze, że się przemogłaś! Może faktycznie nie wszystkie stosiki równie chętnie oglądam, ale te, które są zbieżne z moimi gustami, owszem! 😉 Dużo zależy też od częstotliwości pojawiania się stosików i od tego, co z tych stosików później wynika (czyli czy są czytane czy zbierają kurz na półce…)

  5. E tam! Ja tam lubie ogladac, co tez inni kupili, wypozyczyli lub dostali:). W inne dziedziny zycia nosa nie wsciubiam, ale polki z ksiazkami lubie poogladac:).
    Sama ksiazki przeczytane ostro selekcjonuje, wymieniam, sprzedaje, oddaje, wiec nie czuje sie winna, ze kupuje i mam 🙂
    Kazdy robi i zyje jak lubi:)

    A Twoje ksiazki cudne!

    Pozdrawiam serdecznie!

  6. kilka tytułów mam, kilka czytałam. Paryż nigdy nie ma końca jest jedną z lepszych pozycji na jakie przyszło mi się natknąć. Inne książki Vila – Matas’a już mnie tak nie urzekły. Może dlatego, że sama kiedyś mieszkałam w Paryżu podobnie jak narrator i choć nie wynajmowałam pokoju od M Duras (zut!)a cafe aux deux megots było za drogie, to jakieś wszystko zdawało mi się swoje i znajome.
    Za to Atlas chmur mam u siebie już kilka ładnych lat. Robiłam do niego dwa podejścia … do trzech razy sztuka:-) Nawet kilka lat temu zakupiłam Konstelacje Mitchell’a bo myślałam, że jakoś zacznę od dupy strony i pójdzie, no niestety.
    Musze jednak zdążyć przed Tobą bo często odrzucamy te same książki, jak Ci sie Atlas nie spodoba to ja go juz nigdy nie otworze:-)

  7. Istna orgia.;)
    najbardziej interesuje mnie, czy Morton to zwykłe czytadło czy coś więcej. Ale że biografia Tove J. zawodzi – to smutne.

  8. Łapką do Ciebie w Hiszpanii machała inna, najnowsza książka Mendozy, „El enredo de la bolsa y la vida”. „Walka kotów” wyszły tam w 2010 roku z identyczną okładką jak polska. Mam jednak nadzieję, że i ta lektura będzie przyjemna 🙂

  9. Jabłuszko: Mnie stosy, cudze, z reguły dobrze robią. Moment niedźwiedzia bardzo średni, może jeden esej mi się naprawdę podobał, reszta taka sobie, letnia. Atlas chmur leży i czeka, nawet strony nie przeczytałam, wiec nic Ci nie doradzę. zastanawiałam się przez chwile nad filmem, ale zanim się zdecydowałam, to zdaje się przestali grac.
    patrycja:jestem przekonana ze co najmniej kilku z tych książek nie przeczytam. Ale jak wspomniałam mam dobra wymówkę: to na prezent.
    Imani; tez oglądać cudze bardzo lubię, ale jeśli chodzi o pozbywanie się własnych, to kiepsko mi idzie, łatwo się przywiązuję i często żal mi w dalszą drogę puścić nawet średnią książkę. Dzięki blogowi trochę w sobie te skłonności tłumię i czasem daje w obieg coś już przeczytanego.
    Monika: Vila-Matas’a też wcześniej próbowałam i średnio mi to wychodziło. Ale ten tytuł działa tak pobudzająco na wyobraźnię ze postanowiłam spróbować. Mitchell’a czytałam tylko sen numer 9 i jak wspomniałam, dobrze mi się go, choć nieprosto, czytało. Ktoś mi już kilka życzliwych słowo o Atlasie powiedział, wiec może będzie dobrze. Naprawdę odrzucamy te same książki?:) teraz dopiero poczułam ciężar odpowiedzialności za nie tylko własne czytanie.
    czytankianki: Morton chyba czytadło, jak zwykle pewnie. Tove niedługo opisze, jak mi się wreszcie uda dobrnąć do ostatniej strony.
    asiaya: To się sprawa wyjaśniła! A byłam przekonana ze ten kotek z okładki machał łapka, żeby się rozgrzać przed tytułową walką, wszystko mi pasowało 🙂 Dzięki serdeczne za oświecenie iberystycznej ignorantki 🙂

  10. Ja lubię oglądać nowe nabytki:),fajne książki i świetne inspiracje na świąteczne prezenty(uwielbiam dawać i dostawać książki),kilka mam,niektóre nawet przeczytane 🙂

  11. Obce dziecko i Atlas Chmur mam już za sobą. Zastanawia mnie Twoja uwaga na temat stylu tej pierwszej powieści, która jest – moim zdaniem – napisana bardzo eleganckim językiem. Wygląda na to, że nie myli się nielubiany przez Ciebie Jacek Dehnel – http://wyborcza.pl/1,75475,12633873,_Obce_dziecko__Hollinghursta__potega__zlego__przekladu.html (sama czytałam powieść Holinghursta po angielsku.)

    Atlas chmur jest absolutnie odjechany i napisany w fascynujący sposób, każda część ma swój odrębny język. Na pewno Ci się spodoba.

  12. ika: Chyba przeczytałaś więcej z tego zbioru niż mnie się udało ;). oby inspiracje prezentowe okazały sie trafione.
    katasia_k: No właśnie trochę żałuję, że sobie nie zamówiłam oryginału „Dziecka”, bo na to nasze tłumaczenie każdy narzeka. bardzo mnie cieszy że mówisz ze Atlas dojechany, to jeden z przymiotników który działa na mnie jak niezawodna przynęta. A film widziałaś?

  13. buksy, filmu szybko nie zobaczę, ponieważ ma wejść do francuskich kin…. gdzieś w marcu. Może uda mi się załapać na niego w Warszawie w okolicach Świąt.
    Jestem załamana datami francuskich premier tak wyczekiwanych przeze mnie filmów : Atlas Chmur w marcu, Gatsby gdzieś w maju i nawet nowy film Paula Thomasa Andersona będzie wyświetlany dopiero w styczniu (pewnie dystrybutor liczy na to, że dostanie do tej pory jakieś nagrody filmowe, co zwiększy jego oglądalność)

  14. katasia_k: nie wiem czy warto Atlasu w wydaniu filmowym żałować, kiedy się przyjrzałam plakatowi i obsadzie, doszłam do wniosku, że zrobiono z tego zwykły film akcji. Mnie Anderson (masz an myśli Mistrza?) śmignął kolo nosa, bardzo szybko przestano go u nas grac. Pewnie za obrazoburczy był 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s