posty i postawy

Wszystkim się tu wydaje, że coś ich jeszcze czeka. Wszyscy szukają zdarzeń wielkich i uczuć jak fajerwerki, jak koncert Rolling Stones i jeszcze jak film z Marlonem Brando. Pozostawiają za sobą zapach mdły i niedobry, błękitnoszary zapach fikcji, jak sfermentowany owoc.

 Kaja Malanowska „Patrz na mnie Klaro” Str 247

Na początek niniejszej notki pragnę szczerze i z uczuciem ulgi powiadomić, że wypięłam się  na Masłowską. Mimo, że wciska mi się wszędzie, to udało mi się zignorować jej obecność. Nawet jak mi na okładkę WO weszła, wzięłam ją do łazienki i niby przypadkowo schlapałam prysznicem, pyzatej buzi z dołeczkami dodając krost, plam i przebarwień. I na przekór, zamiast wziąć się za książkę o której tak głośno, przeczytałam tę, o której nie mówi nikt. Satysfakcję i dobrą puentę dałoby mi stwierdzenie, że nie żałuję tego nic a nic. Dałoby mi też poczucie, że kłamię tylko po to, by zrobić trochę szumu, by wydać się osobą nietuzinkową. Tymczasem właśnie lektura najnowszej Malanowskiej uzmysłowiła mi, że nie jestem wyjątkowa. I mogę po części być z tego dumna. Kiedy ostatnio jako przeciętny szary pracownik biurowy wstawałam o ciemnej godzinie, wierząc radiu na słowo, że to poranek świta i należy ruszyć w rytuał mycia rąk, zębów, reszty, ubrania się, w tym w skarpetki w komplecie i buty do pary, i nawet malowania rzęs równo lewych, prawych, górnych, dolnych, i pudru na czoło, nos, brodę, nakładania. I drzwi do lodówki, chlebek, serek, masło, pomidor, wrzut do torby, i płaszcz, szalik, klucz i przekręcić, i zamknąć i zbiec i dobiec, wyjechać, zajechać, potem windę dopaść, guzik jeden drugi, wyskok i do biurka raz. Kiedy wykonywałam te wszystkie czynności bez zastanowienia, po omacku, z półprzymkniętym okiem, półzatkanym nosem, to świadomość mnie naszła. Że powód do satysfakcji mam. Bo ta jedna i ta druga bohaterka Malanowskiej nie umiałaby tak. Wyłączyłaby budzik, albo wyrzuciła. Nie odsunęła kołdry. A jak nawet, usiadłaby na łóżku i zastygła. Przed lustrem w łazience zamarła na pół godziny. Trzy razy zmieniła ubranie. Nie znalazła kluczy w 5 sekund. Wróciłaby się wyłączyć żelazko. Wlazła w Internet i ugrzęzła. Stawiłaby się, jeśli w ogóle, w pracy około 12. Nie odezwała do nikogo, rozbiła kubek i zmieliła najpotrzebniejsze dokumenty. Dywagując tak, poczułam chęć dania sobie buzi za to, jak dzielnie sobie w codzienności poczynam. Ale już za chwilę puknęłam się w czoło.

Bo czy taka Klara nie postępuje wobec siebie, swoich uczuć szczerzej? Kiedy nie chce, nie rusza się z domu, kiedy się zakochuje, biegnie na oślep za uwielbianą osobą nie patrząc, że postępuje wbrew ogólnie przyjętym zasadom. I nie uczy się na własnych błędach. Jako ośmiolatka popada w obsesję na punkcie szkolnej koleżanki. Łazi za nią, dopóki nie interweniują rodzice. Jako studentka zapada na miłość do starszego faceta. I znowu snuje się zanim, myśli tylko o nim, chce być tylko z nim. To wszystko było już dawno pięknie i dobrze opisane, u sióstr Bronte czy Prousta i Prusa. Miłość taka, że uschnąć z niej tylko. Klara usycha wiec, choć w czasach współczesnych to nie do pomyślenia. Idzie na całość, nie znajduje żadnych hamulców ani dla swoich obsesji, ani dla swoich smutków. Czy to nie przerażające? I czy trochę nie kuszące? Tak dać się ponieść temu co podsuwa nam nastrój i instynkt?

Klara realizuje to w wszystko we własny sposób, ale opis jak to robi nie należy do frapujących. Bo autorka posługuje się techniką, retoryką, znana już z Drobnych szaleństw, na dodatek bardziej niż tam ustatkowaną, wypolerowaną. I to trochę czytelnika znającego poprzedni tekst nudzi. Z drugiej strony nie sposób nie docenić tej książki za umiejętnie zadawane pytania o granice wytyczane w naszej społeczności. Pytania o to jak daleko można posunąć się w fascynacji drugą osobą, jak bardzo można wejść, w dobie bloga i fejsbuka, w sferę jej intymności, dotrzeć do samego rdzenia jej istoty.

mowa o:

Advertisements

10 uwag do wpisu “posty i postawy

  1. Faktem jest, że nową Masłowską nas … zbombardowano. U Ani (Czytanki Anki) obśmiałam to zjawisko: Masłowska niedługo wyskoczy z lodówki zamiast … masła. Wiesz, jak czytałam kolejne czynności, wykonywane automatycznie, które tak sprytnie wyliczasz, to muszę się przyznać, że i ja codziennie, bezwiednie, powtarzam te rytuały. Ta monotonia mnie nieco przytłacza, ale z drugiej strony wcale nie chciałabym być chaotyczna, sklerotyczna, z głową w chmurach… Konieczność wykonywania pewnych schematów jest męcząca, ale i daje satysfakcję. Natomiast roztrzepanie, zaspanie, gapowatość, kierowanie się tym, co akurat w danej chwili się chce – to, jak dla mnie, niebezpieczny sposób na życie. Choć podobno w szaleństwie też jest metoda. Czasem na to szaleństwo daję sobie przyzwolenie, ale żeby codziennie?, żeby tak normalnie zawsze? O nie! To by się skończyło totalną porażką. 🙂

  2. matylda_ab: widziałam post u Ani, i trochę się nawet nieswojo czułam kontynuując temat, ale nie chciałam popełniać plagiatu tylko dorzucić swoje trzy grosze. Tak , masz racje rytuały nas męczą, ale też i chronią przed chaosem. No i zawsze można się poratować wyskokiem poza schemat w odpowiednio dobranym czasie. Na przykład w sobotni poranek 😉

  3. szczęśliwie ten cały szum wokół Masłowskiej mnie omija, docierają do mnie tylko szczątkowe wieści 🙂 a do czasu mojej wizyty na łonie ojczystym armaty promocyjne, mam nadzieję, ucichną.
    odnośnie Klary, to chyba jednak jest przerażające. i zbyt łatwe. bo co to jest, wstać o dwunastej! zdążyć do pracy na ósmą i zasiąść przed komputerem, pięć dni w tygodniu, dwanaście miesięcy w roku, to jednak jest wyczyn. albo może tylko tak mówię, bo sama tak żyć bez hamulców nie mogę? nie potrafię?

  4. patrycja:Chwała nam, wyczynowcom ;). Nie tak dawno rozmawiałam z koleżanką na temat możliwości tzw samozatrudnienia i obydwie doszłyśmy do wniosku że nie dały byśmy rady tak funkcjonować, bez z góry narzuconego czasu pracy. Ale znam takich co potrafią z własnej woli codziennie wstać o ósmej rano i pracować samodzielnie i owocnie. Chociaż akurat Klara nie jest tu wzorem 😉

  5. Nie czytałam wcześniej Twojego posta, bo chciałam na spokojnie dokończyć lekturę i spłodzić własną notkę nie sugerując się.;) Widzę, że odbiór mamy b. podobny.;)

  6. Aniu: faktycznie czytałyśmy w tym samym czasie, mogłybyśmy założyć mini klub dyskusyjny na temat tego tytułu;). Choć jak wspomniałam mnie trochę nużyła ta książka, zwłaszcza rodzajowe scenki podwórkowe z pijaczkami, sąsiadkami, wiem ze to żywa rzeczywistość, ale teraz każdy o tym pisze, mi się już przejadło. Najlepiej mi się czytało notki blogowe obu pan, tu wychodzi taka M. jaka lubię. A tego kretyna który pisał streszczenie na okładkę chętnie wytargałabym za uszy, nie tylko że niby streścił całą akcję książki, ale jeszcze dodał dramę, idiota.

  7. Streszczenie fatalne, zgadzam się.
    Masz rację, epizody podwórkowe i sklepowe są zbędne. Mnie nawet historia babci i Agaty wydała się niepotrzebna.
    Blog Tamtej Kobiety powiela styl kilku innych młodych pisarzy i dlatego nie podobał mi się. Natomiast końcówka czyli zazębienie się obu blogów – b. dobre. Będę SPOILERować: dla mnie to książka o zaburzeniach psychicznych i rozszczepieniu osobowości. Może posuwam się zbyt daleko w interpretacji, ale tak to odczytuję.;)

  8. czytankianki: No właśnie mnie końcówka książki też naprowadziła na ten pomysł. Skojarzyła się też z puentą Fight Clubu. Jeśli widziałaś film to pewnie dobrze wiesz o co mi chodzi. W każdym razie dla mnie to też mocny finał, wyśmienicie podnoszący jakość całości.

  9. czytankianki: ;). Choć z drugiej strony wydaje się trochę, że pomysł wpadł autorce do głowy w ostatniej chwili, bo żaden szczegół nie zapowiada takiego zakończenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s