gdy znudzą się czytadła

Too often summer days appear
Emblems of perfect happiness
I can’t confront

Philip Larkin

Przypomnienie Sahiba zakończyło serię powtórki z dawnych lektur. Zawarła ona wszystkie  tytuły jakie mogą się nadawać do letniego czytania. Resztę starych notek zostawiam na inne, bardziej do nich pasujące,  pory roku. Zostaję jeszcze na chwilę przy temacie wakacji, bo wpadł mi do głowy trochę przewrotny pomysł. Pomyślalam sobie, że kiedy tak wszyscy wysilamy się, żeby na wakacjach było miło, łagodnie i pogodnie, to czasem korci, by jednak coś zmienić w tej obowiązkowej sielance. Bywa, że mdli nas od nadmiaru lodów, słońca i olejków do opalania. Radosne buźki i zwiewne spódniczki zaczynają drażnić. Są chwile, gdy tęsknimy do chłodu, gorzkiej herbaty i koleżeńskich dogadywań. I czasem chce nam się książki, która  niczym wielka gradowa chmura uwolni nas od uprzykrzonego blasku słońca. Postanowiłam więc, że dla wszystkich amatorów cierpkich śliwek i ciemnych pomieszczeń sporządzę jedyną w swoim rodzaju listę lektur. Spis dziesięciu książek, które na pewno zasmucą was w środku rozkosznego dnia lata. Zetrą głupawy uśmiech z twarzy i pozwolą zanurzyć się w kojące bajorko pesymizmu.

Poniżej dziesięć tytułów którymi możecie zepsuć sobie wakacje:

  1. Podróż do kresu nocy, Louis Ferdinand Celine. Najbardziej ponura opowieść o rasie człowieczej. Przeniesie was z gwarnego kurortu w duszne i ciemne ulice miasta. A jeśli znudził wam się widok opalonych ciał, dostarczy ulgi opisami chorób skóry jakim ulegają bohaterowie powieści. Zapewnia poczucie chandry do tygodnia po zakończeniu  czytania.
  2. Młodość  Coetzee polecałabym wszystkim tym, którzy obiecali sobie wprowadzenie w życie radykalnych zmian w czasie wakacji. Będą mogli poczytać jakie konsekwencje ma odkładanie na później realizacji własnych planów i ambicji. Książka powinna dostarczyć im tematów do wielu smutnych rozmyślań podczas podpalmowego leniuchowania.
  3. Wycinka Bernharda. Świetna instrukcja dla każdego kto ma chęć zostać wrednym komentatorem otaczających go towarzyszy letnich zabaw. Szybko można się z niej nauczyć jak w wyrafinowany sposób bzdyczyc się siedząc w kącie. Polecam zwłaszcza tym, którzy maja zamiar spędzić wakacje w tzw miłym towarzystwie przyjaciół.
  4. Pani Bovary Flauberta. Uczy, że nadmierne pragnienie piękna i miłości może doprowadzić do katastrofy. Dla      tych, którym marzy się błogi wakacyjny romans. Jako bonus znajdziecie opis długiego konania po zazyciu cyjanku.
  5. Gangsterzy Ostergrena. Smutna kontynuacja przebojowych gentlemanów. Zepsucie na długo zachwytu nad poprzednim tomem gwarantowane.
  6.  Pięć ćwiartek pomarańczy Joanne Harris. Opis upiornych skutków zabaw i igraszek dziecięcych da poczucie dyskomfortu każdemu, kto wybrał się na wakacje w towarzystwie pociech własnych lub cudzych.
  7. Życie to nie bajka  Joanne Greenberg. Nastraszy was opowieścią o tym, że choroba psychiczna może dopaść każdego w dowolnym momencie, nawet w czasie wyjazdu na wakacje. Na dodatek za puentę całej historii służy wniosek, ze mit o cudownym ozdrowieniu  należy  między fantazje literatów włożyć.
  8. Brzemię rzeczy utraconych Kiran DesaiKorowód ludzkich nieszczęść w odległym zakątku świata. Zawiera każdy pomysł na wrogie obroty losu.
  9. Marta F. Nicole Rosen. Opowiada o niewesołym losie żony wielkiego człowieka. Po przeczytaniu będziecie patrzeć podejrzliwie na każdego mądrego pana z cichą żoną przy boku.
  10. Amulet Bolano. Historia kobiety ponad tydzień zamkniętej w  publicznej toalecie. Wzbudzi w was lęk przed długotrwałym zatrzaśnięciem w obcej łazience i wybuchem społecznych ruchawek w najmniej odpowiednim momencie.

 Tak wygląda moje top ten najmroczniejszych książek jakie możecie dopaśc w letnie wakacje. Całkiem niesłusznie brakuje w niej Malanowskiej, Herty Muller i Virginii Woolf. Ale przecież sami możecie coś do tej listy dodać.

mowa o:

Reklamy

16 uwag do wpisu “gdy znudzą się czytadła

  1. świetna dziesiątka! co prawda udowadnia moje skłonności do perwersji, ponieważ, z tego co pamiętam, Młodość Coetzee bardzo mi się podobała. szczególnie zakończenie. pamiętam, że wydało mi się pełne nadziei. chociaż jak teraz je sobie ponownie przeczytałam, za nic nie mogłam jej odnaleźć!

  2. patrycja; Młodość też mi się podobała, ale za nic mogłam w niej postrzec optymizmu. A końcówka to wielka czarna kropka nasycona pesymizmem.

  3. Jestem w trakcie czytania Gangsterów i faktycznie jest mrocznie, jak w szwedzkim kryminale.;) „Brzemię…” też było dla gorzkie. Celine i Flaubert nie zasmucili mnie zbytnio. Rozumiem, że „Szklany klosz” trafił do zupełnie innej kategorii i dziesiątki?;)

    Pamiętam, że dwie lektury sierpniowe sprzed lat mocno mnie poruszyły: Wilk stepowy i Cząstki elementarne. Przyczyniła się do tego również aura: słoneczna, ale wietrzna, podszyta melancholią charakterystyczną dla końca wakacji/lata. Może znacie ten nastrój.;)

  4. Pani Bovary była niedawno (bo przed wakacjami) moją lekturą na uczelni, dlatego mogę stwierdzić, że świetnie kontrastuje ze słońcem, lodami i krótkimi spódniczkami. A przy tym daje do myślenia. I mimo specyficznego stylu pisania Flauberta, bardzo mi się spodobała:)
    Pozdrawiam!

  5. buksy: optymizmu faktycznie tam nie ma, ale po zakończeniu lektury miałam wrażenie, że wnioski do których doszedł bohater, aż do bólu prawdziwe, doprowadzą wreszcie do jakiejś zmiany. stąd ta nadzieja.:)

  6. czytankianki; Gangsterów rzuciłam w kąt po dotarciu mniej więcej do połowy. Wtedy stwierdziłam, że już nie ma szans by było lepiej. Wilka stepowego kiedyś (znowu to kiedyś) muszę spróbować. Natomiast do H. jakoś nie mam sentymentu. Plath kończy się pozytywnie, więc tak całkiem nie zasmuca ;). Doskonale Cie rozumiem z tą nostalgią, ale to dopiero za parę tygodni.
    mowa liter: mnie Pani Bovary wkurzała niemiłosiernie, ale bezsprzecznie jest to jedna z najbardziej ponurych książek jakie udało mi się kiedykolwiek przeczytać.Wzrastające poczucie beznadziejności jest w niej oddane perfekcyjnie.
    patrycja: No końcówka ma za zadanie spełnić role terapii szokowej. niestety w moim przypadku pozostało wywołane szokiem przygnębienie. Skutki terapeutyczne rozwiały się w powietrzu,.

  7. Sentymenty. Pierwsze czytanie „Podróży do kresu nocy” przypadło mi właśnie na wakacje, po Malcie, na której był świetny spektakl/koncert Societas Raffaello Sanzio, oparty na fragmentach tej powieści. Ostatnia książka, która mi popsuła wakacyjny wyjazd do „Auschwitz” Gustavo Nielsena.

  8. Opis relacji rodzinnych w powieści Dom Augusty M. Axelsson,czytany w ciepłe wieczory,skutecznie ochłodził mi temperaturę w pokoju 🙂

  9. uszaty fotel: właśnie, mam wrażenie, że Podróż do kresu nocy to jedna z tych książek, których odbiór bardzo mocno zależy od okoliczności czytania. A książka która zepsuła Twój wyjazd chyba ostrzegała samym tytułem, jej treści wolę nawet sobie nie wyobrażać przed snem.
    ika: książki nie znam, tylko opisy z blogów i zdaje się że niejednego już czytelnika ta lektura zmroziła. Dzięki za ostrzeżenie (czy zachętę? ;))

  10. buksy: mi cały Céline zapadł w pamięć razem z okolicznościami, że się tak wyrażę… przyrody. Na marginesie: znasz telewizyjne wystąpienie Céline’a z okazji wydania „Z zamku do zamku”? Zostawiam na wszelki wypadek link, bowiem to niemały skarb: http://www.youtube.com/watch?v=qehhcAMcO6Q Co do tematu wakacyjnych lektur, to odświeżyłem sobie ostatnio „4” Ilyi Chrzanowskiego i przypomniało mi się najbardziej odrażające wakacyjne znalezisko, czyli opowiadanie „Miłość Sańki” Władimira Sorokina. Jeżeli ktoś chce się przekonać, jest dostępne na stronie kwartalnika „Pobocza”.

  11. uszaty fotel: Moje czytanie Celine’a przypadło na czas, gdy rzeczywistość starała mi się ze wszystkich stron dowieść, że obraz świata i ludzi odmalowany w Podróży nie jest fikcją. Nie było mi z tym dobrze i do autora więcej nie wracałam. Książka została na półce pt ważne. Za link dziękuję, niestety mój raczkujący francuski nie pozwala mi zrozumieć wiele, szkoda.
    A w jakim sensie Sorokin był odrażający? Na czytanie czeka Dzień Oprycznika, który wydał mi się całkiem zabawny, ale może to było tylko tzw mylne pierwsze wrażenie.

  12. buksy: u mnie podobnie z doktorem Destouches. Jeżeli nie czytałaś – warto uzupełnić „Podróż…” „Śmiercią na kredyt”. Myślę o nich, jako o dyptyku. Co do rzeczonego filmu – gdzieś, kiedyś krążyła wersja z napisami po angielsku. Ogromnie ją polecam, bo to frajda posłuchać jak szalony doktor rozprawia w niej przed kamerami o kondycji ludzkości. Sorokin w długich formach czytał mi się gładko. Zabrałem się kiedyś za rosyjski zbiór jego opowiadań („Poranek snajpera”) i trafiłem w nim na rzeczone opowiadanie. Moja lektorka od rosyjskiego, cudowna kobieta otwarta na współczesną literaturę, powiedziała o tym opowiadaniu, że po jego lekturze miała ochotę chwycić książkę koniuszkami palców, otworzyć drzwi na balkon i pozbyć się jej raz na zawsze.

  13. Jak Ika, ja również dodałabym Axelsson. Czytałam tylko „Dom Augusty” i skutecznie mnie dobijał jeszcze w listopadowe deszczowe wieczory. „Opowieści chłodnego morza” Huelle być może też nadawałyby się do tej listy.

  14. ika: to poczekam na cieplejsze czasy 😉
    uszaty fotel: już sam wygląd Celine’a świadczy ze nie lada z niego oryginał, jeśli to co mówi jest choć w połowie tak dziwne to na pewno zabiorę się za poszukiwania. A historia twojej lektorki wzbudziła mój sentyment do kominków, które były idealnym sposobem an pozbycie się nieprzyjemnej lektury. Książkę pod balkonem zawsze może znaleźć i przynieść życzliwy sąsiad, z popiołem na szczęście nic się nie da zrobić.
    czytankianki; jakoś nie mogę się do niej przekonać.
    Lilithin: Huelle nawet tytułem zapowiada lekkie zmrożenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s