Dzień: 22 lipca 2012

gdy kwitną pelargonie

Aby uczynić rzeczywistość znośną musimy podsycać w sobie jakieś drobne szaleństwa.

Marcel Proust, „W poszukiwaniu straconego czasu”, T.2, str. 156

Jeszcze chwila i przestaniemy tęsknić za epoką lodowcową, a zaczniemy za latem. Nawet bez dotarcia do kalendarzowej Hanki schłodziły się noce i poranki, na balkonie po szóstej wieczorem wysiedzieć się nie da. Trzeba więc staranniej dobierać pory balkonowego czytania,  szklankę zimnego soku wymienić na herbatę i to bardzo gorącą. Ale to nie problem, do czajnika z wiklinowego fotela mam blisko. Większą przykrością byłoby natkniecie się na pomyłki przy wyborze tego, co do czytania. Na przykład ostatnio nacięłam się na Terminal Bieńczyka. Bełkotliwe toto było i niedorzeczne, niby o miłości mówiło. Autora do kobiety którego niczego nie chciała. Jak mniemam, taki związek niejednemu mężczyźnie wydaje się idealny. Do czasu, gdy okazuje się, że w obszarze tego, czego nie pragnie najdroższa, znajduje się także osoba zakochanego.

Czy tak w tym wypadku było rzeczywiście, nie miałam okazji się przekonać, bo książkę rzuciłam w kąt po pierwszych dwudziestu stronach. W innym kącie na szczęście mam spory zapas lektur, wśród których mam nadzieję nie znaleźć podobnych gniotów. Ryzyko może ocenić każdy, kto zerknie na zdjęcie i poczyta dalej.

Stos z kątka miedzy doniczkami zawiera:

  • Notes from the Small Island Brysona, za które bardzo gorąco dziękuję Magamarze. Opowieści Amerykanina o Malej wyspie kusiły mnie od dawna, teraz dzięki zaangażowaniu blogowej współczytelniczki w Noc Książek będę mogła sobie je poczytać w oryginale.
  • Podróże Maudie Tipstaff i Home of Truths to podarunki od Ani, która jest nieoceniona wyszukiwaczką nieznanych, a wartych przeczytania książek. Dziękuję Ani serdecznie za pamięć przy dokonywaniu kolejnych znalezisk.
  • Nabokov zawsze musi się znaleźć w moim letnim stosie, tym razem skusiłam się na Obronę Łużyna. Przyznam, że trochę się tej książki boję, bo w szachy nie gram, wiec opowieść o mistrzu tej gry może się okazać dla mnie trochę zbyt skomplikowana.
  • Orhan Pamuk to pisarz do którego ciągle nie mogę dotrzeć. Zastawiam nim półki i czekam na tzw stosowną chwilę. Może zbiór felietonów szybciej się jej doczeka.
  • Nic się nie stało, zbiór felietonów A Łapickiego, to książka którą pożyczyłam wczoraj z wiadomych chyba wszystkim powodów, i postanowiłam przynajmniej przejrzeć.
  • Hiromi Kawakami kupuje zawsze w ciemno i nigdy nie żałuję. Oby nic się przy tym tytule nie zmieniło.
  • Fototapeta Witkowskiego jest już nadczytana i choć mało w niej luja, zapowiada się obiecująco. Choć wydaje mi się, że pasuje bardziej do wczesnej jesieni.
  • Pod niemieckimi Łóżkami kupiłam w ramach poszukiwań podobieństw wrażeń i przeżyć koleżanki po fachu. Sprawdziłam, że czyta się migiem, wiec pewnie niedługo opowiem więcej.
  • Na czerwona różę biała różę namówiła mnie Ania przy okazji empikowych obniżek.
  •  Dom jedwabny to tez efekt tej przecenowej oferty. Ciekawa jestem bardzo, jak wypadnie kolejny fałszywy Sherlock w czytaniu.
  • Na samym dnie stosu kryje się książka Alexandry David-Neel Mistycy i Magowie Tybetu. Nabrałam na nią ochotę od czasu przeczytania Domów pisarek, gdzie znalazłam opis fascynujących życia i poczynań autorki.

Tyle byłoby opowieści na temat lektur bieżących. Ale to nie koniec zapowiedzi. Jako że mamy sezon ogórkowy w pełni, powzięłam pewien zamiar. Otóż parę miesięcy temu zauważyłam ze zniknął, trwale i skutecznie, mój stary blog książkowy. Strata może niewielka, ale spowodowała pewien problem. Kilka tytułów z mojej listy książkowych wybestów było zalinkowanych właśnie tam, do miejsca, którego już nie ma. Ponieważ teksty niektórych notek zachowały mi się na komputerze, postanowiłam stopniowo powrzucać tu stare opisy książek uznanych przez mnie za najlepsze. Wszystkich tych, którzy już je kiedyś czytali  z góry przepraszam za nudzenie powtórkami. Pozostałych zapraszam do poczytywania.

mowa o:

Reklamy