okoliczności i okolice

Mówił o literaturze z szacunkiem, niby o czcigodnej i uroczej osobie z najlepszego towarzystwa, o której zachowało się z Drezna lub Rzymu wyborne wspomnienia i z którą, ku swojemu ubolewaniu, wskutek warunków życia człowiek spotyka się zbyt rzadko.

Marcel Proust, „W poszukiwaniu straconego czasu”, t.2, Str 24

Zaniemówiłam. Właśnie tak. Dlaczego? Wystarczy sięgnąć pamięcią do 23 kwietnia. I Co? I nic. Nie pamiętamy nic. Bo nic się nie działo. W księgarniach: nic. W gazetach: nic. W TVP kultura: nic. W programie o czytaniu: nic. W bibliotece: nic. Na całej połaci: nic. Parafraza sama ciśnie się do ust. No i dlatego mnie zatkało. Że NIC. Że nikt. Że w ogóle absolutny nul na polskiej ziemi na temat święta książki. 30 kwietnia był dzień jazzu. A jakże, uczczony w radiu audycjami na temat. Okazuje się, że w naszym kraju bardziej świętuje się starą muzykę z obcego kontynentu niż literaturę. No i mnie zadziwiło, zdumiało tak, że popadłam w tzw otchłań milczenia. Dniami ciszy uczciłam pamięć zapomnianych autorów, tytułów, tomów, po prostu książek. Choć tyle im się należy.

 Za to dziś się naświętowałam, napatrzyłam, choć nie do końca jestem pewna, ilu ze współuczestników celebracji wie co, jak i dlaczego. O tym mogliby wyczytać pewnie, z tak niemodnych, książek. No ale nie będę ciągle jojczeć nad wyschłym w piersiach naszej matki-ojczyzny-karmicielki mlekiem edukacji literackiej. To i tak da niewiele.

Wolę przekornie dorzucić do straganów z różnościami własne trzy grosze, a właściwie sterty książek. Wytężony wzrok , słuch, niewygasła nadzieja, że może jednak coś tam się 23 wykluje, sprawiły że zdybałam tu i tam okolicznościową przecenę. Na dodatek wyjątkowo ostatnio zadbały o mnie zaprzyjaźnione blogerki. W rezultacie u mnie świąteczna ozdoba okienna wygląda tak:

 

  • Zwieńczenie wieży stanowią sprezentowane cegiełki: Tak ukochana Mazucco to podarunek od Maiooffki, Offshore Penelope Fitzgerald  wynalazła dla mnie Ania, a dawno poszukiwana Mitford przyszła od Bezszmeru. Jako obietnicę wyjątkowo atrakcyjnych rozrywek lektury te odkładam na czas wakacji, a obdarowującym bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za tak doskonałe prezenty.
  • Kolejny tom to życiorys Geinsbourga podebrany rodzinie. Wcześniej jest jeszcze Chandler, do którego zachęcała ostatnio-skutecznie- Ania.
  • Dawnych Mistrzów Bernharda już dawno chciałam zamówić i teraz przy okazji rabatu wrzuciłam do koszyka, a następnie do wannowego czytania. I kąpię się od tego czasu jeszcze dłużej niż zwykle.
  • Bestiarium Różyckiego zostało tak ładnie opowiedziane najpierw w Czytaniu TVP Kultury, potem w Nowych Książkach, że po prostu musiałam je kupić.
  • Dwa Bieńczyki, melancholijny i winny to efekt mojej namiętności do autora wzbudzonej przez felieton o książce trochę niżej w stosie, czyli Dynastiach które stworzyły luksus.
  • Twarz muśnięta smutkiem to zakup tzw impulsywny, czyli dosadniej mówiąc w ciemno.
  • Blady ogień Nabokova to kolejny tom jednego z tych autorów, którego chce mieć wszystko.
  • Stopień zero pisania Barthesa to próba poznania nowego pisarza, oby udana.
  • Sandor’a Marai’a Niebo i ziemi jest obietnicą wielu atrakcyjnych podczytywań
  • Druga Dal Bakuły to powrót do starych znajomych
  • Album o Bloomsbury to zadoścuczynienie za niedojechanie na zeszłoroczną wystawę o krewnych i znajomych Virginii Woolf.

 Jeszcze gdzieś się ukryła najnowsza Szymborska, i kopka wypożyczeń bibliotecznych. O tych będzie przy najbliższej okazji, jako że kolejne okołoksiążkowe święto się zbliża. Jednak jest czym cieszyc się wiosną.

Advertisements

13 uwag do wpisu “okoliczności i okolice

  1. Kolaż fantastyczny!
    Mnie też zdziwiła cisza wokół Dnia Książki, zwłaszcza w merlinie. Były zniżki w innych księgarniach sieciowych, ale chyba też bez rozgłosu. Liczę na spore promocje w przyszłym tygodniu z okazji Warszawskich Targów Książki. Jako dziecko PRL-u z nostalgią wspominam kiermasze pod PKiN-em. Było przaśnie, ale też można było coś upolować – mam z tamtych czasów m.in. Brzechwę.;)
    Stos eklektyczny czyli zapowiada wycieczki w b. różne rejony.;)

  2. To prawda. Wszędzie głucho było o Święcie Książki. Nawet panie w księgarniach zdziwione patrzyły jak zapytałam o jakieś promocje z okazji tego dnia. Nie miały pojęcia. Wyczekiwały tylko 18.00. Piękna wiosna wokół 🙂

  3. czytanki anki: najwieksze znizki, bo 30 procent zaoferowal empik. Ale okazje przemilczał. A pamietam że kilka lat temu rozdawali w tym dniu klientom róze! Choc i tak wole rabat ;). Na targach warszawskich nigdy nie bylam, raz wybralam sie na krakowskie, ale znizki mnie nie zachwyciły.
    Logos Amicus: dzieki! A u Ciebie jak sie książkowo zrobiło, az miło popatrzec. I poczytac 🙂
    Vi: Nawet mi do głowy nie przyszło panie w ksiegarni tak zaczepiac! Ale te w Matrasie cos wiedziały, bo mialy plakaty o obnizce rozwieszone dookola. Wiosna cudna, ale zaczyna coś marudzic 😉

  4. Masz rację, że w Polsce Dzień Książki jest zupełnie zaniedbaną okazją. I nawet nie chodzi juz o rabaty i zniżki w samych księgarniach, ale brak jakichkolwiek inicjatyw okołoksiążkowych. Brak ciekawych akcji, brak realizacji specjalnych programów, wydań, dodatków do gazet? Przecież tego dnia spotkania z ciekawymi autorami wydają się naturalną rzeczą. Pomysłowe plakaty w księgarniach z hasłami „Podaruj książkę” powinny przypominać każdemu przechodniowi, że to niezła wymowka, żeby kogoś zaskoczyć prezentem: o gotowaniu, o sztuce, o historii, bestselerem na długą podróż czy albumem zdjęć gwiazdy – dla każdego coś się znajdzie. Okolicznościowe zakładki stworzone przez młodych artystów – proszę bardzo, zamiast kwiatka. Rozmowy o czytelnictwie, o lekturach szkolnych, o traumach dziciństwa – choćby z celebrytami – niech się przetoczą przez eter i ekrany. Co roku wydawnictwa mogłyby tego dnia robić premierę wznowienia białego kruka – księgarnie pękałyby w szwach, bez wielkich rabatów, bez strat. Prawdziwe święto dla czytelników, autorów i wydawców.
    A zamiast tego cisza. Niedopieszczanie czytelników to głupia taktyka 😉

    A czytałaś jedyną książkę Mitford wydaną po polsku? Ma zaskakująco niską ocenę n a b-netce i zaintrygowałaś mnie pogonią właśnie za tą panią 🙂
    Bieńczyka będę wyglądać u Ciebie, ponieważ sama się waham co do niego. Dla mnie może być zbyt „intelektualny” i wyszukany. Prostsze podniety chyba mi wystarczają 🙂 Ale jego rozmowa z Łopieńską bardzo mi się spodobała i może warto jednak sięgnąć dalej i trochę szare komórki wymęczyć?

  5. ach, piękny stos, przynajmniej połowę sama chętnie bym przeczytała 🙂

    pamiętam, że kiedyś dzien książki w polsce bardziej obchodzono, bo dowiedziałam się o nim przypadkowo będąc w empiku, gdzie mieli promocję 3 za 2. szkoda, że jednak marketing wydawniczy tak kuleje!

  6. @
    peek-a-boo

    Zgadza się, było 30% zniżki, tyle że przy zakupach powyżej 100 zł.;)
    Na targi też nie chodzę, bo jest tłoczno i duszno, a rabaty równoważą niemal cenę wstępu. Dlatego wolę targowe promocje w merlinie, bo dotąd takie były.

    @ maiooffka

    Świetne pomysły, może dałoby się zarazić nimi księgarzy i wydawców? Stwórzmy czytelnicze lobby.;)

  7. Aniu, czytelnicze lobby bardzo by się przydało, a jakże! 🙂 Dziwi mnie tylko, że sami klienci muszą podpowiadać polskim wydawcom, co zrobić, żeby kupili więcej i chętniej. Przecież trochę kreatywności i każde dzicko wychodząc 23 kwietnia z przedszkola mogłoby w ręce dumnie dzierżyć kolorową książkę – niczym balonik 1 czerwca. A takie dziecko „zarażone” nową świecką tradycją to potencjalny klient w przyszłości, prawda?

  8. Nic dodać niż ująć. W ub. wakacje w mojej bibliotece zapalona stażystka organizowała zajęcia dla dzieci i trzeba było wykonać m.in. własną książeczkę. Proste, ale jakie pożyteczne. Oprócz instrukcji było także słowo wstępne – jak nazywają się poszczególne części książki, jaka jest historia druku itp. Mnie się podobało.;)

  9. A ja patrzę na stosik i myślę (kierując się własnym rytmem czytelniczym): szmat życia, miliony sekund, ileśtam kropli w rzece upłynie nim organizm zakupione słowa zasymiluje. Kuszący zwłaszcza Bieńczyk (mam, ale czeka), Marai i „Twarz muśnięta smutkiem” (taki tytuł to każdy by wziął w ciemno, ale mam nadzieję, że swój test przypadkowych zdań przeprowadziłaś;)).
    Nie jest źle, są książki, można o nich pogadać, napisać, można sobie czytać… nie jest źle…

  10. Bardzo podoba mi się Twój majówkowy kolaż. I czekam już na recenzje Barthesa, Bieńczyka i Mitford, choć możliwe, że w przypadku tej ostatniej, ciekawiej jest czytać o niej niż ją samą.

    Co do dnia książki to może pocieszy Cię informacja, że we Francji też się go nie obchodzi (przynajmniej nie w moich stronach). Ja tłumaczę to sobie tak, że Francuzi świętują książkę przez cały rok 😉

  11. Dołączam do zachwytów nad zdjęciowym kolażem i pomysłami Maiooffki – są rewelacyjne!
    Zainteresował mnie album o Grupie Bloomsbury z Twojego stosika, rozejrzę się za nim przy okazji. Niestety Virginia Woolf nie ma do mnie szczęścia; wciąż odkładam jej książki na bliżej niesprecyzowaną przyszłość…

  12. maiooffka: powinni Cie zatrudnić w jakimś wydawnictwie albo księgarni jako konsultanta do spraw marketingu. Naprawdę, główne sieciówki kraju razem wzięte nie mają tylu dobrych pomysłów! Jeśli chodzi o Mitford po polsku to bardzo dawno temu czytałam Zeldę, biografię żony Fitzgeralda, jej autorstwa. Czy to ten tytuł masz na myśli? Bieńczyk taki mocno popisujący się erudycja jest, zwłaszcza w Melancholii. Moim zdaniem trochę przesadza, nie wiem sama czy ta maniera nie utrudni mi przeczytania jego książek w całości.
    Patrycja: tak pamiętam te promocje była w sieci i w księgarni. Tym razem w księgarni dodawali podobno do zakupu jakiś darmowy zbiór rodzimych opowiadań. Promocja była tylko na stronie internetowej i to jak Ania słusznie zauważyła, tylko na zakup powyżej 100 złotych. Stosik ładny także i dzięki Twojemu udziałowi 😉
    czytankianki: Właśnie targi książkowe to raczej droga przez mękę niż pląsanie po czytelniczym raju ;). Lobby czytelnicze by się przydało,jak i jakaś dobrze pomyślana kampania promująca rozwój czytelnictwa. Spot czytaj więcej, jak jeden z uczestników słusznie zauważył, nie trafi do ludzi nieczytających wcale. W ogóle to mam wrażenie, że nikt tutaj nie dba o to by dorośli czytali,wręcz zniechęca się ich do tego. U mnie w bibliotekach jest mnóstwo imprez dla przedszkolaków co i owszem cieszy. natomiast martwi, że nie ma podobnych akcji dla osób mających trochę więcej niż pięć lat.
    Tamaryszek: Prassinos nie dało się poddać testowi bo w ogóle nie było jej na polce empiku, tylko przypadkowo natknęłam się na nią grzebiąc w ofercie. Musiałam zawierzyć opisowi wydawcy, który jak wiadomo zawsze jest pochlebny. Taka czytelnicza ruletka 😉
    katasia_k; dziękuję, kolaż to efekt spaceru po centrum mojego miasta, gdzie, jak widać, świętowano hucznie 😉 Barthesa i Marai’a przejrzałam i zdefiniowałam jako książki do czytania „nie po kolei”, wiec z notkami na ich temat będzie pewnie krucho. natomiast Mitford zapowiada się bardzo przyjemnie. Jeśli chodzi o świętowanie książki, to właśnie chciałabym, żeby u nas miało ono miejsce przynajmniej jeden dzień w roku. A tu się okazuje że chcę za dużo.
    Eireann: Album to kolejny zakup „w ciemno” i muszę przyznać, że sprawił mi trochę zawód. Niezbyt ciekawa szata graficzna, a notki o członkach grupy są dosyć skromne. Może jak przeczytam całość, to zmienię zdanie, na razie daleka jestem od polecania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s