Dzień: 22 lutego 2012

od dwusetki słucham poetki

Siedem tomów – litości.

Nie dałoby się tego streścić, skrócić,

albo najlepiej pokazać w obrazkach.

Wisława Szymborska „Nieczytanie”

Ha, wygląda, że blog doczekał dwusetnej notki. A wraz z nią kilku przyjemności. Pierwsza to pojawienie się zbiorku wyklejanek Wisławy Szymborskiej. Książeczka tkwiła niepozornie wśród księgarnianych stosów w okresie największej posuchy na tytuły Pani Wislawy. Okazało się bowiem, że gdy noblistka opuściła ziemię, wszędzie było o niej głośno, tylko nie w księgarniach. Tu na pólkach panowała cisza i dopiero ten zbiorek ja przerwał, stał się rozedrganym chichocikiem szeptem zza chmurki. Mnie się udało ten szepcik złapać i teraz prawie czuję się jakbym dostała osobistą korespondencję od poetki. Przeglądam, oglądam i się zastanawiam, czy ktokolwiek wpadnie na pomysł zamienienia tych świetnych kolaży w prawdziwe kartki pocztowe i papeterie. Oby tak.

 

Następnym doczekaniem jest pokazanie się Mironowych tajnych dzienników. Na dokładkę towarzyszy im wydanie wspomnień o poecie, bogato uzupełnionych zdjęciami. Można zobaczyć jak wyglądał tajemniczy Le i czy Stańczakowa słusznie została zagrana przez Krystynę Jandę (moim zdaniem nie). Jakby jeszcze ktoś wznowił dziennik podwójny właśnie Jadwigi Stańczakowej, to miałabym wreszcie wszystko co chcę o Mironie.

  

Zetkniecie się pary takich poetów w miejscu pozaziemskim oraz w stosie na moim czytelniczym stoliku, musiało wywołać jakieś prądy mesmeryczne. Najpierw przyciąganie zostało wygenerowane słowami Szymborskiej. Do dzieła Prousta, nie dodają w księgarni pilota, nie można się przełączyć zajadziła mi prosto w czytelnicze sumienie poetka. Potem Miron opowiadał szczegółowo obrazki z przeszłości, zamalowywał okna i uciszał sąsiadów. Zupełnie jak Marcel. Proust miał przecież zawsze zamknięte okiennice, a żeby odciąć się od hałaśliwych sąsiadów kazał cały swój pokój wyłożyć korkiem. Dopiero wtedy mógł żyć i przede wszystkim pisać.

Wiem to wszystko, bo tych dwoje, o których wcześniej pisałam, wreszcie nakłoniło mnie do poszukania Marcela na półce. Wystartowałam od opowieści o twórcy, a potem, gdy zaczęło się omawianie poszczególnych tomów, sięgnęłam po pierwszą cześć. Nie wiem, czy przeczytam wszystkie, bo kuszą mnie nowości, biblioteka przymusza napominaniami do czytania wypożyczeń, zapowiadana dyskusja u Ani nęci do Lodowego Pałacu. Ale książka została otwarta, początkowe akapity zatoczyły krąg, zamąciły rzeczywistość. Magia włączyła pierwszy bieg.

mowa o: