Czekając na Mirona

Nie jestem dzieckiem natury. Mam w sobie jeszcze tę siedemnastowieczną niechęc do marszczonego od wiatru błota i do podjeżdżającego na zimnie zawiewu zielska, mam tak jak i mój ojciec, a Ojciec po dziadku, pęd do miasta, hałasu i tłoku. Nasi prapra, kiedy utknęli w błocie na pewno marzyli o życiu w kupie, w cieple i o chodzeniu po twardym.

Miron Białoszewski, Szumy, zlepy, ciągi, Str 215

Ostatnio przy oglądaniu niusów nieźle się zdziwiłam. Pomiędzy fragmentem o tym jak kogoś zasypało śniegiem, a obrazkiem uśmiechniętego twórcy nowych światów z pudełek zapałek, zobaczyłam równiutki rząd sunących po taśmie produkcyjnej książek. Czyżby jednak ósmy tom przygód Harrego Pottera? Ależ nie, o niespodzianko, na okładce nasz rodzimy czarodziej i to sprzed lat co najmniej paru. Rewelacja i sensacja rynku wydawniczego to nie chłopiec z blizną na czole, a facet w worowatych spodniach i z łysinką. Oto szykuje się pierwsze wydanie tajemniczych dzienników Białoszewskiego, ostrzega spiker głosem tak pełnym napięcia, że niektórzy widzowie gotowi kupić książek w ciemno, przekonani, że Miron był co najmniej asem PRLowskiego wywiadu.

Chociaż sama nie spodziewam się tam innych poza stylistycznymi rewelacji, to książkę już zamówiłam. A nawet dwie, bo przecież równolegle ma się ukazać również zbiór wspomnień o Mironie. Jednym słowem ful wypas dla każdego czytelnika MB. Na razie pozostaje głód i tęsknota, i żeby jakoś przebiedować, sięgnęłam po kolejny tom prozy Mirona. Zaraz jak zaczęłam się wczytywać okazało się, że jest on niepokolei właśnie, bo dotyczy czasu sprzed Chamowa, od którego znajomość z Mironem zawarłam. Trudno, czytać się i tak da, bo przecież nie o chronologię i ciągłość wydarzeń w tych książkach chodzi. Autor sam daje to jasno do zrozumienia mieszając opowieści współczesne, czyli te z roku 1973, z historyjkami z czasów okupacji i wczesnych lat pięćdziesiątych. Raz wszystko jest opowiedziane prawie zwyczajnie, raz zupełnie po mironowemu, z tańczącymi w blasku luster rękawami koszul suszących się w łazience, babami gadającymi o kieckach i szukającymi chłopa, raczej na stałe. Czasem się coś mota, czasem imiona mylą, są poznane wcześniej Berbery oraz LuLe, jest wiele osób znienacka wyskakujących z powieści. Miron kręci kolejną karuzelę z codziennościami, podczas lektury lekki zawrót i zamglenie wzroku murowane. Ale znowu okazuje się, że warto dać się wyprowadzić Białoszewskiemu z równowagi.

mowa o:

Advertisements

8 uwag do wpisu “Czekając na Mirona

  1. Ja jestem właścicielką niedawno na nowo wydanego „Chamowa” Białoszewskiego i powiem, że bardzo ale to bardzo się tą książką rozczarowałam. Niestety niezbyt do mnie przemawia styl w którym Miron Białoszewski pisał, jak dla mnie pozbawiony emocji, zachowawczy, suchy i pomimo, że widać, że autor miał oko do wychwytywania niuansów życia mu współczesnych to pisał o tym w taki sposób, że książka którą kupiłam z nadzieją leży teraz niedoczytana i czeka aż ktoś chętny na nią się znajdzie…:)

  2. Paula: Bo to nie jest zwykła powiesc, pisanie Białoszewskiego jest bardzo specyficzne, tam sie tak na dobrą sprawe nic nie dzieje. Mnie to odpowiada, take babranie sie w słowach i chwilach, ale rozumiem, że kogos może nużyc. Jesli chcesz sie ksiazki pozbyc, to na pewno chętnych na nią znajdziesz. I jeszcze beda Ci dziękowac za świetną lekturę 😉

  3. Dziennikarze chyba niepotrzebnie robią sensację z Tajnego dziennika, a sądząc po tytule dzieła – wydawcy chyba również.;( Czy w XXI wieku coś może jeszcze czytelnika zbulwersować?:)
    Dać się wyprowadzić Mironowi z równowagi – piękne określenie. Mnie się tak zdarzyło w Rozkurzu – niby pamiętnik, wspomnienia, a jakieś inne. Pełne zaskoczenie.;)
    Mnie nurtuje natomiast, czy Chamowo i Zawał weszły do tomu, w końcu to zapiski pamiętnikarskie.

  4. czytanki anki: nie strasz, że Chamowo i Zawal to czesc dziennika, mnie sie chce czegos zupelnie nowego, jeszcze niepublikowanego.

  5. Mam podobne oczekiwania i dlatego mnie to niepokoi. Ostatnia część Tajnego nazywa się Pogorszenie, więc o zdrowiu tam na pewno będzie sporo materiału.

  6. czytanki anki: własnie pobieznie przejrzałam dziennik i chyba jednak nie ma tam nic starego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s