podsumowanie



Ognie puszczone, dym opadł, kolory wróciły do normy i można się zabrać za czynności porządkowe. Dotyczące roku zeszłego oczywiście. Czas się zastanowić o czym warto na dłużej pamiętać, z tego co już było. Jeśli o filmy chodzi, to wybór mam prosty. Na pewno najlepszym, co w kinie widziałam w zeszłym roku, była Melancholia. Reszta była co najwyżej poprawna, ze Szpiegiem (tinker, tailor, soldier, spy)  włącznie.

A jeśli mowa o książkach, to sprawa nie jest już taka prosta. Otóż nie było jednej super hiper ponad inne. Niewykluczone ze będzie nią ta, która napoczęłam pod koniec roku, Nie zakończyłam, bo coraz to wpadały inne tytuły, które trzeba było przeczytać albo przejrzeć przed umieszczeniem pod choinką, Dlatego jestem ciągle w jednej trzeciej tej książki, i sza, bo nie wiem, czy dalej będzie równie dobrze jak jest. Nie chwale, bo a nuż autor przywali niesforną końcówką, tak jak Peter Carey i cały zachwyt pójdzie się paść.

Tymczasem czytelniczych zadowoleń w tym roku i tak dostarczyło mi kilka lektur, wiec jest co wspominać. Panna Brodie i Splendor zasługują na najwięcej dobrych słów. Należałoby też wymienić Kopera z elitami artystycznymi dwudziestolecia i pogawędkę z Czubaszek. Poza tym dalej kontynuowałam znajomość z Tove Jansson i bardzo zżyłam się z Hanną Bakułą oraz Agnieszką Osiecką. Można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że w zeszłym roku miałam lekką obsesję na punkcie obu pań, która jednak została znormalizowana ilością przeczytanych na ich temat lektur.

Na szczęście nie byłam zupełnie monotematyczna i sięgnęłam po literaturę faktu, czyli schwalonego również u mnie Szczygła. Natomiast w krainę fantazji i snów odpływało mi się najmilej przy pomocy prozy japońskiej. Nawet pokusiłam się o zgłoszenie udziału do japońskiego wyzwania, którego jednak nie zrealizowałam. W ramach śledzenia cięższych stanów świadomości sięgnęłam po interesujące Imigracje Malanowskiej i fascynującą biografię Assi Wevill.

Tyle udało mi się dokonać. A co nie wypaliło? Czytanie Bolano i Franzena, zachwyt nad Mulischem i Houellebecq’iem.  Udział w Targach Książki. Choć to może i dobrze, bo za każdym razem, kiedy zaczynam żałować, że mnie taka atrakcja ominęła, sięgam sobie do notki na temat targów sprzed kilku lat i gdy mi się przypomina, jak strasznie było, to się cieszę, że tym razem sobie odpuściłam. Zresztą główną atrakcją najbliższej mi, krakowskiej imprezy, są w ostatnich latach wielcy nieobecni. Dwa lata temu nie dotarła na targi Herta Muller, w tym roku był to laureat Goncourtów. Obstawiam, że w roku obecnym uczestnicy będą oglądać krzesło niezajęte przez Transtromera.

I tym sposobem moim pierwszym noworocznym postanowieniem jest trwanie z dala od oficjalnie organizowanych imprez książkowych. Poza tym chce mniej kupować i zająć się tym, co jest w domu i w bibliotece. Warto byłoby też mniej tłuc się po necie i zyskany czas spożytkować na czytanie. Na przykład takiego Bernharda czy Barnesa. Zabrać się za biografię Miłosza. Nie porzucać Nabokova i Cortazara. Sięgnąć po zachomikowaną Byatt. Sprawdzić czy słusznie chwalony jest Theroux. I pogrzebać w bibliotece za klasyką, za wielkimi zapomnianymi, wyśmienitymi niewznawianymi. Oby coś z tych planów wyszło.

mowa o:

 

Advertisements

12 uwag do wpisu “podsumowanie

  1. Jeśli chodzi o warszawski Targi Książki to mam podobnie jak Ty – wybierałam się na nie co roku, zapominając, że rok wcześniej wcale nie byłam zadowolona, nic nie kupiłam (ceny są często wyższe niż w księgarniach – czy tylko mnie to dziwi?) i nie widziałam nikogo ciekawego 😉 Mamy też podobne noworoczne postanowienie – ja również obiecałam sobie marnować mniej czasu w necie, czytając o książkach zamiast czytać książki.

    Jak widać, postanowienie pozostaje na razie niezrealizowane 😉

  2. Na szczęście plany też uwielbiają szybko wychodzi, a więc nie zatrzymuj ich, pozwól odejść i to będzie preludium do dobrego Nowego Rocku. Bez serdeczności – samej racjonalności życzę, bo któż nie chce mieć witalności racji? 😀

  3. O! To kto będzie nasze blogi czytał, jeśli blogerzy dadzą się porwać „li tylko” literaturze…? 😉
    Słuszna sprawa z diagnozowaniem ulatniającego się czasu.

    Przekonuje i mnie powracanie do klasyki. I nie miałabym nic przeciwko, by na blogach było jej więcej. Wbrew pozorom (że klasyka to znane tytuły) nie szkodziłoby to różnorodności. A ja chętnie o odkurzonej klasyce bym przeczytała. Napisała. Poznała.

    Ja chcę przeczytać Franzena (Wolność). Zauważyłam, że wystawiasz mu wilczy bilet, wolałabym, byś się myliła. 😉
    Zapisuję sobie Nabokova.

    Dobrego Roku!

  4. Akcja „Czytanie z własnej półki” to już prawie moda na blogach w ostatnich dniach – przynajmniej w zakresie postanowień 😉 Ale to jedna z tych zdrowszych tendencji. Podobnie jak powrót do klasyki. I ciekawi mnie od razu, kogo tutaj masz w planach/bierzesz pod uwagę? Jakieś powtórki czy nowe nazwiska?

    I cóż za zrządzenie losu! Byatt „Anioły i owady” będziemy w lutym w ramach klubu czytać (na Kobiecym piórem) – może się przyłączysz do rozmów o książce? Motywacja grupowa czyni cuda 😉 Zapraszam w każdym razie.

  5. katasia_k: jak widać targi książki to jedna wielka tzw ściema, zwłaszcza ze ciekawych spotkań na nich jak na lekarstwo, a najnowsze tytuły można sobie taniej przez net zamówić. Ciekawa jestem, czy uda nam się wytrwać choć trochę w postanowieniu czytania książek, nie notek o nich ;).
    Krzysztof UW: Racjonalność brzmi groźnie, zwłaszcza w rozmowach o literaturze 😉
    patrycja: wiem, troszkę tego i owego Byatt poznałam, ale chce więcej. To wymagająca autorka, której trzeba poświecić trochę czasu do właściwego czytania.
    Agnes : Oby 😉
    Tamaryszek: czytać blogów całkiem nie przestane, nie ma mowy. Tylko moze mniej często. Franzen mi nie leży, ale spróbuj, a nuż Ci się spodoba. Nabokov koniecznie.klasyka to właśnie już on, plus taki Czechow, w ogóle więcej literatury rosyjskiej i francuskiej, chęć przeczytania Prousta mnie nie opuszcza od lat, tylko jakoś nigdy sił nie ma, by dobiec do zamiaru i przesunąć go w stronę realizacji. Natomiast Wojny i pokoju czy Cichego Donu przeczytać się nie podejmuje, wiem ze nie dałabym rady. i Dobrego Roku Tobie również 🙂
    Maiooffka: Ta akcja to moda ostatnich lat, chyba trochę wywołana książką Howards end is on the landing. Niestety jak to z modą bywa, łatwiej ja lansować, niz użytkować ;). Anioły i owady kiedyś czytałam, choć nie wiem czy w całości. Pamiętam tez piękną ekranizacje. Jeśli uda mi się odkurzyć te książkę w bibliotece na czas, to może się przyłączę, zobaczymy.

  6. Faktycznie, Hill przecież już o tym pisała! 🙂 A ja dopiero się zorientowałam, że cała akcja przybrała formalne ramy wyzwania czytelniczego. I zatacza coraz szersze kręgi.

    Zatem warto rozejrzeć się za filmem na podstawie książki Byatt? Nie planowałam, ale zobaczę czy jest w ogóle osiągalny.

  7. Mniej kupować – też bym tak chciała;) Czytać więcej klasyki – również;)
    Po Twojej uwadze o imprezach książkowych policzyłam, że na targi nie chodzę już chyba od 5 lat i nie żałuję. Promocje cenowe są wtedy i w merlinie, a pisarze na spotkaniach też prochu nie wymyślą;) W TV Kultura oglądałam Niedzielę z Januszem Głowackim i choć lubię jego gawędy, tym razem nie zaskoczył. Powtarzał się nieco;(

  8. maiooffka: Nie wiedzialam, że to juz sie w formalną akcję wyzwaniową przekształciło. Film widziałam strasznie dawno temu, ale pamietam, że miał piękne zdjęcia, nastroj mix horroru i baśni, coś w stylu Pikniku pod Wiszącą Skałą.
    czytanki anki: Wydaje mi sie, że z klasyką u Ciebie znacznie lepiej, plus masz talent do wyszukiwania niezwykłych, zapomnianych nieco lektur. W niedziele jakoś o Głowackim zapomniałam, ale z tego co mówisz wynika, że nie mam czego żałowac.

  9. Miła jesteś, ale osobiście jakoś odczuwam braki w czytaniu klasyki. Ale szukam, zgadza się, czasem jakieś perły się trafiają;)
    Żałować nie ma czego, niemniej „Trzeba zabić tę miłość” obejrzałam po raz n-ty z przyjemnością.

  10. czytanki anki: Przynajmniej nie idziesz za tzw Owczym pedem i to sie liczy ;). Nie wiedzialam ze „Trzeba zabic te milosc” nalezy kojarzyc z Głowackim. Film widzialam lata temu i pamietam jedynie ze mi sie podobał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s