o zmierzchu

Wreszcie dzięki zmianie godziny mamy wspaniale wydłużone wieczory. A wieczorem, wiadomo, trzeba poczytać. Albo siąść gdzieś pogadać. Albo pójść do kina. Mnie ostatnio pognało na kilka filmów, z których najlepiej, najdłużej wspominam Melancholię. To film, który ma moc trzymania się w głowie i od niektórych obrazów pewnie nie uwolnię się już nigdy. Oczywiście poszłam też popatrzeć na Jane Eyre, właśnie tak, bo tylko do oglądania to się nadaje, do podziwiania pięknych kostiumów i dramatycznych krajobrazów. Dla mnie to kandydat do Oscara za scenografię, reszta taka sobie, no ale cóż można tak naprawdę jeszcze wykrzesać z tej staroświeckiej historii, ekranizowanej co trzy lata mniej więcej. Zaliczyłam też Służące, co do których przeliczyłam się. Oczekiwałam czegoś więcej niż hollywoodzkiego gniota o dobrych i złych, ciemiężonych, lecz niezwyciężonych. Jeśli jednak czytają to jakieś miłośniczki mody vintage, to polecam pójść obejrzeć sobie dokładnie, bo kiecki z końcówki lat pięćdziesiątych były nie do pobicia. Za to ich właścicielki, wypieszczone lalunie z Południa, prosiły się wręcz o mocny strzał w szczękę. Napasłam wzrok kolorami, nawzdychałam się nad losem ofiar rasizmu, ale do księgarni po książkę nie pobiegłam. Za to przeszłam się do biblioteki i w rezultacie mam taki oto zapas na wydłużony czas popołudniowego czytania:

Jest tam:

  1. Opowieść blogowiczki o Japonii, ostatnio przemieniona w książkę.
  2. Zbiór kolejnych historyjek z życia Mirona B.
  3. Minipowieść tegorocznego laureata Nagrody Bookera.
  4. Kryminał coraz bardziej lubianego Kingsleya Amisa.
  5. Kolejna powieść nieoszacowanej Pani Brookner.
  6. Nie greckie, ale cypryjskie historie poważniejszego z braci Durrel.
  7. Dialogi nie na cztery nogi (tylko koła), z kairskimi taksówkarzami.
  8. Zbiór opowiadań mojego ukochanego Nabokova.
  9. Nieznana szerzej powieść mało popularnej pisarki.
  10. Pogaduszki z Marią Czubaszek.

 Ozdobą stosu miał być nowy tom przygód braci Morgan, ale niestety wciąż jeszcze przemierza szeleszczące pokłady liści i nie dotarł.

Advertisements

11 uwag do wpisu “o zmierzchu

  1. Ja się nie wybieram na „Służące” bo ta książka to jedna z moich ulubionych, a coś podejrzewam, że tak jak napisałaś film to kolejne Hollywoodzkie dziełko, które z powieścią ma niewiele wspólnego:/ Ale „Melancholią” mnie zaintrygowałaś!:)))

  2. Paula: Film mnie do ksiazki tylko zniechecił, natomiast Melancholia to najlepszy film jaki w tym roku udało mi sie zobaczyc. Polecam goraco, zwłaszcza jak miałabys ochote na cos cudownie ponurego.

  3. skad Ty masz siłę wieczorem na czytanie? ja co rano obiecuje sobie ze przyjde z pracy nakarmie dziecko umyje zapakuje do łózka i pójde poczytac. Konczy sie tym ze odpalam jakis durny serial i zanim napisy poczatkowe sie skoncza juz spie …
    potem wstaje i mysle kurcze fajnie poczytam w drodze do pracy ( jade 45 wkd) wsiadam jest nawet ciepło wiec nie musze sie skupiac na tym, ze mi zimno, otwieram ksiazke zakładam okulary, trzy strony i przysypiam …
    co z tym zrobic?????
    odnosnie Melancholii ja bardzo musze zobaczyc ten film, juz raz przegapiłam seans:-(

  4. Von Trier znokautował mnie niegdyś psychicznie swoim „Dogville” i teraz omijam. Pewnie niesłusznie. Ale dla własnego dobra.

    „Za to ich właścicielki, wypieszczone lalunie z Południa, prosiły się wręcz o mocny strzał w szczękę.” 😀 Pięknie. Duch bojowy w narodzie nie ginie 😉 I jednak film wzbudził emocje, a o to przecież w tym wszystkim chodzi?

  5. Podkradłabym Ci Barnesa,Białoszewskiego i Nabokova (kolejnośćalfabetyczna). A Melancholia to jeden z lepszych filmów, jakie widziałam w tym roku. Zaraz po Rozstaniu Farhadiego. Ha, i teraz wyszło na jaw moje ponuractwo 😉

  6. A mnie od pewnego czasu prześladuje Anita Brookner – a to recenzja na blogu, a to na zdjęciu w czyimś stosiku, nawet Jej Wysokość Czytelniczka Znakomita ją poleca! 😉 To może w końcu sięgnę i ja…

  7. deainhortus: jakos sie udaje, zwłaszcza w weekendy ;). A Melancholie koniecznie trzeba obejrzec, to tegoroczny filmowy obwiazek.
    maiooffka: Mnie Tier zaatakowal „Przełamujac fale”, cała noc mialam z głowy po tym filmie. Reszty od tej pory unikałam, wyjatek zrobilam dla Dogville, ale wzielam sie za wersje zneutralizowaną małoscia telewizyjnego obrazu. Melancholia jest troche inna, mniej „straszna” choc oczywiście zgodnie z tytulem monumentalnie smutna. Ale i chyba ironią mocniej przyprawiona niz reszta filmow Tiera i to ją wyróżnia i uszlachetnia.
    czara: no to jest nas dwie wielbicielki ponurosci ;). A Białoszewskiego przejrzalam i jakis troche mniej do czytania wyglada niz w porzednich tomach.
    Eireann: Brookner jak najbardziej warto, tylko nie zaczynaj znajomosci od „Uwikłanych” bo sie zniechecisz. na początek najlepsza chyba bylaby „Rodzina i przyjaciele”, kiedys tutaj o niej pisałam: https://buksy.wordpress.com/category/obyczajowe/anita-brookner-rodzina-i-przyjaciele/

  8. Ciesze sie, ze Tobie rowniez podobala sie „Melancholia” – to taki piekny film. Poza tym wydaje mi sie, ze Trier dosc lagodnie obchodzi sie w nim z widzem – nie dostalam podczas ogladania ataku histerii, co zdarzalo mi sie przy okazji jego innych obrazow.

    Co do Sluzacych to dziekuje Ci za mini-recenzje/ostrzezenie – teoretycznie powinnam zainteresowac sie tym filmem, bo lubie wszystko co dotyka relacji rasowych w USA, ale na pierwszy rzut oka wydal mi sie pelen hollywoodzkich klisz i to, co mowisz, tylko to potwierdza. Do tego nie podoba mi sie, ze czarne kobiety w filmie potrzebuja bialej dziennikarki, zeby sie zbuntowac.

  9. Dziś natrafiłam na anons o ostatniej pozycji na Twojej liście (myślę o taj bazowej, na której reszta się trzyma). I mam na nią ochotę. Tytuł dowcipny, mam nadzieję, że cała reszta również. „Każdy szczyt ma swój czubaszek” :))) Doceniam ponuractwo „Melancholii”, ale „czubaszek” mnie rozbraja. Niektórzy to mają szczęście do nazwisk.

  10. Eireann: prosze bardzo, ciesze się, że moglam jakos doradzic 🙂
    katasia_k: Faktycznie Melancholia jakos nie wali widza po głowie, tak jak niektore inne jego filmy. I zawiera niesamowite obrazy. A Służace są sztampowe do zaziewania, jest dobra biała anielica (w loczkach, a jakze) ktora broni biednych zahukanych czarnych przed wytapirowanymi drapiezcami, czytaj paniami domu z Poludnia. Nic nie jest średnie, wszystko jest przekolorowane od kwiecistych sukienek po charaktery bohaterek. Jesli nie masz ochoty na takie obrazki to stanowczo odradzam.
    tamaryszek: A to polecam do czytania jesli lubisz i nazwisko i właścicielkę, myśle, że sie nie zawiedziesz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s