Dzień: 7 listopada 2011

o zmierzchu

Wreszcie dzięki zmianie godziny mamy wspaniale wydłużone wieczory. A wieczorem, wiadomo, trzeba poczytać. Albo siąść gdzieś pogadać. Albo pójść do kina. Mnie ostatnio pognało na kilka filmów, z których najlepiej, najdłużej wspominam Melancholię. To film, który ma moc trzymania się w głowie i od niektórych obrazów pewnie nie uwolnię się już nigdy. Oczywiście poszłam też popatrzeć na Jane Eyre, właśnie tak, bo tylko do oglądania to się nadaje, do podziwiania pięknych kostiumów i dramatycznych krajobrazów. Dla mnie to kandydat do Oscara za scenografię, reszta taka sobie, no ale cóż można tak naprawdę jeszcze wykrzesać z tej staroświeckiej historii, ekranizowanej co trzy lata mniej więcej. Zaliczyłam też Służące, co do których przeliczyłam się. Oczekiwałam czegoś więcej niż hollywoodzkiego gniota o dobrych i złych, ciemiężonych, lecz niezwyciężonych. Jeśli jednak czytają to jakieś miłośniczki mody vintage, to polecam pójść obejrzeć sobie dokładnie, bo kiecki z końcówki lat pięćdziesiątych były nie do pobicia. Za to ich właścicielki, wypieszczone lalunie z Południa, prosiły się wręcz o mocny strzał w szczękę. Napasłam wzrok kolorami, nawzdychałam się nad losem ofiar rasizmu, ale do księgarni po książkę nie pobiegłam. Za to przeszłam się do biblioteki i w rezultacie mam taki oto zapas na wydłużony czas popołudniowego czytania:

Jest tam:

  1. Opowieść blogowiczki o Japonii, ostatnio przemieniona w książkę.
  2. Zbiór kolejnych historyjek z życia Mirona B.
  3. Minipowieść tegorocznego laureata Nagrody Bookera.
  4. Kryminał coraz bardziej lubianego Kingsleya Amisa.
  5. Kolejna powieść nieoszacowanej Pani Brookner.
  6. Nie greckie, ale cypryjskie historie poważniejszego z braci Durrel.
  7. Dialogi nie na cztery nogi (tylko koła), z kairskimi taksówkarzami.
  8. Zbiór opowiadań mojego ukochanego Nabokova.
  9. Nieznana szerzej powieść mało popularnej pisarki.
  10. Pogaduszki z Marią Czubaszek.

 Ozdobą stosu miał być nowy tom przygód braci Morgan, ale niestety wciąż jeszcze przemierza szeleszczące pokłady liści i nie dotarł.

Reklamy