fishy thing

Nie wiem czy mi się pole widzenia tak zawęziło, ale gdzie nie spojrzę, tam Houellebecq. Na okładce DK gęba na cała szpaltę, w programie targów książki Michel straszy nie zdjęciem, a tym swoim dziwnym nazwiskiem, nawet do TVP Kultura zawędrował. Włączam wczoraj poobiednie telewizor, jak na szanowanego obywatela przystało, a tam wszyscy opowiadają o najnowszej książce Michela. Co takiego opowiadali ciężko mi było zrozumieć, bo nie była to dyskusja tylko przekrzykiwanka. Wiadomo, czas antenowy krótki, a znawców literatury do studia często się nie zaprasza, wiec chłopaki darli się ile sił w płucach, żeby zaznaczyć swoją obecność. W środku tego wszystkiego siedziała prowadząca Agnieszka WH, gestem i retoryką bezradnej nauczycielki usiłując uspokoić towarzystwo. Na próżno oczywiście. I choć nie mam pojęcia co o książce mówiono, to wiem chociaż, że powiedzieć o niej można sporo. Bardzo mnie to ucieszyło, bo książka już leżała na dnie mojej płóciennej torby, świeżo przyniesiona, jeszcze zafoliowana, i czułam się, jakbym miała jakiś klucz do sezamu współczesnej literatury, albo przynamniej do jednej z jej tajnych komnat.

Powoli sięgnęłam po tom, stwierdziłam rzetelną twardość okładki, obiecująco umiarkowaną obszerność, doceniłam delikatny rysunek trzcionki formującej tytuł. Pociągnęłam za opakowanie, zeszło lekko, bez zbędnej szarpaniny. Miałam ją wreszcie w rękach, w pełni dostępną, poważyłam ja przez chwilę w dłoni, by stwierdzić, że nie nadwyręży mi nadgarstków. Wreszcie rozpoczęłam ostatni sekretny rytuał, lekko rozchyliłam okładki,  wzięłam pomiędzy palce całą miękką zawartość środka. Wygięłam delikatnie i przysunęłam do nosa, puszczając strony w ruch i robiąc głęboki wdech .

Quelle horror! Okazało się, że książka po prostu cuchnie! Zamiast upragnionego zapachu świeżo ciętego papieru dotarł do mnie smród wędzonej makreli. I tym sposobem padły moje plany, by choć raz prekursorko przeczytać książkę właśnie wrzuconą na rynek. Nie jestem w stanie czytać, gdy przewracanie kartek daje wrażenie sortowania rybich ogonów. Pomyślałam nawet, że może to przypadek, że tylko ten egzemplarz taki felerny, bo pakowacz akurat skończył jeść tuńczyka i nie wytarł dłoni przed praca. Postanowiłam sprawdzić w księgarni jak to jest z resztą nakładu. Nie było łatwo, bo książka na widoku, wśród nowości tkwi. Wzięłam jeden egzemplarz, wsunęłam się między regały, przesunęłam po stronach palcem, zrobiłam wdech: To samo! I teraz tylko prześladuje mnie myśl, jak to się stało, co jest przyczyna nieznośnego zapachu? Czy towar dostarczono autem wcześniej przewożącym łososia lub halibuta? Czy do kadzi z klejem drukarskim wpadła komuś otwarta paczka śledzika? Czy to kolejny żart Houllebecq’a? Chytrze zaplanowana dywersja? ? Macie jakieś pomysły? Zrobicie  test zapachowy egzemplarzom „Mapy i terytorium” w waszych miastach?

mowa o:


Advertisements

21 uwag do wpisu “fishy thing

  1. Podobne przeżycie zapewnił mi swego czasu „Złoty notes” Doris Lessing. Gotowa „wdychać” nowość rozsiadłam się wygodnie ze świeżo wniesionym do domu nabytkiem – i klops. Głowa bolała do wieczora, mdłości czułam już na sam widok okładki, a książka od tamtej pory z dość wysokiej półki na mnie spogląda. Dlatego nie ufam już wszystkim zapewnieniom o rozkochanych w książkach niuchaczach papieru czy też druku (niepotrzebne skreślić). Rozkoszowanie się zapachem książek to jakieś miejskie legendy i tyle 😉

  2. maiooffka: No prosze, a mnie kusilo zeby do wersji angielskiej Notesu dołozyc polska! A tu sie okazuje że nie da sie czytac. Mnie sie pierwszy raz zdarzyła taka rzecz z nowa ksiazka, mocno pachną te z blyszczacym papierem i ilustracjami to fakt, ale to jednak nie jest Smród!
    Jednak w legendzie o zapachu nowych stron jest sporo prawdy, taka świeża ksiazka moze miec bardzo mily aromat, naprawdę.

  3. Opis „dobierania” się do książki nadzwyczaj zmysłowy;) Miałam taki smrodliwy egzemplarz (piwnica, pleśń itp.) i pomogło trzymanie go w ciepłej łazience w szafce z kosmetykami;). Rybiego zapachu jeszcze nie przerabiałam, może moczenie w mleku pomoże?;)
    Przy okazji zgłaszam się do klubu wąchaczy książek;)

  4. Moj francuski egzemplarz nie cuchnie. Za to nie ma takiej ladnej twardej okladki 😦 Ma dokladnie taka sama okladke jak wszystkie inne francuskie powiesci wydawane przez powazne wydawnictwa: biale/zolte tlo, imie i nazwisko autora, tytul powiesci + w dolnej czesci okladki czerwony lub granatowy pasek z informacja o tym, jaka ksiazka otrzymala nagrode (nagrod jest tyle, ze kazda w koncu jakas otrzyma).

    Mnie rowniez bardzo podoba sie Twoj opis pierwszego kontaktu z nowym Uelbekiem (moze nalezy zaczac zapisywac go w ten sposob, ulatwiloby to wszystkim zycie 😉 )

  5. Aj ;-). Nie mam jak dotąd podobnych doświadczeń, choć namiętnie wącham wszystkie swoje nabytki, i z pewnością nie zaprzestanę. Zaintrygowałaś mnie, przy pierwszej okazji poddam „Mapę i terytorium” stosownej analizie 😉

  6. czytanki anki : Tylko ze w tym wypadku prysly zmysły (właściwie jeden: powonienia) ;). Mnie tez sie zdarzyło przyniesc zatechla ksiazke zbiblioteki, ktora wietrzyla sie przez trzy miesiace nim moglam ja wziac do czytania. Ale nowa tak zapachniona trafila do mnie po raz pierwszy. Mimo wszystko jednak mlekiem ksiazki traktowac nie bede, a zgloszenie do Klubu wachaczy przyjmuje ochoczo i czekam na raport z pierwszego testowania 😉
    katasia_k: wyglada na to, że połączenie obu wydawnictw dałoby rezultat idealny :). Twoja propozycja ulatwienia nazwiska interesujaca, ale nie wiem czy nie groziłaby pisarzowi nazwaniem w efekcie koncowym ubekiem 😉
    czara: tylko ze te zmysly niestety spotkał spory zawód 😉
    zosik: folia uniewinniona, dowiedzino ze nigdy wczesniej nie powodowała takich rezultatów.
    Eireann: w takim razie czekam na wynik Twojego badania 😉

  7. Zatem to ze mnie jest taki odstępca i dziw natury, ale nie zaciągam się książkami. Może to efekt wieloletnich zakupów używanych egzemplarzy? I jeszcze dość wrażliwy aparat niuchający? Za to ‚obmacuję’ ochoczo, zwłaszcza te nowsze sztuki 😉

  8. maiooffka: uzywane egzemplarze dopiero moga dostarczyc bogatych wrazen! Taki uzywany zawsze nasiakl mocno tym i owym i wart jest obwąchania jeszcze mocniej niz nowy ;). Dotyk tez wazny, oczywscie, czasem trafiaja sie strasznie nieprzyjemnie szorstkie kartki, czasem bardzo delikatne, echh, możnaby tak bez konca 😉

  9. readeatslip: Nie wierze! To znaczy mam na mysli nie stan posiadania, tylko zapach. Moze mocniej pohouellebecq’owe powietrze weź w nozdrza 😉

  10. Wwąchałem się w Platformę, którą mam od kilku dni, i mnie nie odrzuciło, ot typowy zapach zadrukowanego papieru, ale w poniedziałek dotrze Mapa i terytorium, już się lękam. A może tak sprzedać pomysł na teleturniej dla telewizji – uczestnicy widzą regał zapełniony książkami, a ich zadaniem jest odkryć klucz ułożenia książek – oczywiście „zapachowo” na pewno dałoby się też książki posegregować 😉

  11. Uprzejmie zawiadamiam, że obwąchałam egzemplarz „Mapy i terytorium” w jednej z wrocławskich księgarni, który ku memu zaskoczeniu waniał jakby stęchlizną (?!). Aby uniknąć nieporozumień – księgarnia jest czysta, świetnie prowadzona i ma ogólnie przyjemny książkowy zapach. W każdym razie ryby ani słychu, ani dychu.

  12. gittes: Tylko gdzie udaloby sie znalezc audytorium do takiego show 😉
    Eireann: Widocznie jednak musi brzydko pachniec. Choc nie zawsze tym samym 😉

  13. Również poprzedzam czytanie wąchaniem, ale akurat w swoim Houellebecqu zapachu ryby nie rozpoznałam. Wręcz pachnie całkiem przyjemnie – lekko żółtawym papierem, ewentualnie suchym, jesiennym liściem bez śladu wilgoci.
    Może faktycznie ta folia? Kupowałam bez.

  14. jj: U mnie te bez folii tez niepachniały. Albo ktos w ksiegarni przetrzymał ksiazki w poblizu kontenera sledziowych sałatek, albo mi sie cos z receptorami podzialo. Po przeczytaniu ksiazki mam jeszcze trzecia teorie, ale o tym w kolejnej notce 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s