kicia kocia klocia mamrocia

Są takie dni w tygodniu gdy myśleć jest niewygodnie. Pardon, dalej będzie już prozą, choć mało życiową. Jak już w poprzednim zdaniu mego postu nadmieniłam są takie dni w tygodniu kiedy rozsadek opuszcza burty mojego rozumu, i wyrusza w podróż za horyzont tego czy innego morza niedorzeczności. Zdarza się to szczególnie w piątki, po godzinie dwunastej w południe najwcześniej. Się potęguje z biegiem wskazówek zegara. Wskazówki biegną, ja siedzę i zaczynam się naraz wiercić. Korci mnie nagle taka czy inna pokusa powiedzenia czegoś totalnie ad hoc czyli bez związku i co gorzej należytej powagi. W tyle czaszki zaczyna mi warkotać mała maszynka, motorek taki napędzający bździnę w kretyninę. Czasem mi przechodzi zanim dojdę do domu. Czasem zostaje  i wtedy moja trasa zakręca tu i tam i robię w niej tamto i owo, niekoniecznie zgodne z zachowaniem codziennym. Idę sobie na przykład do takiej sephory i każdy pazur starannie wymalowuje innym kolorem, pani sprzedawczyni się cieszy że może coś kupię, ja mam radochę jak dziecko bawiące się nowymi farbkami. Wszyscy jesteśmy uchachani, mnie przechodzi wieczorem, kiedy usiłuje to z końca palców zdrapać, zmyć i wypomadować. Czasem przechodzi nie do końca i potrzebuje znaleźć ujście w lekturze. Stukniętej równie jak tymczasowo moja osoba. A to nie jest wcale takie proste, żadne hop siup to nie jest, znaleźć tekst który się dopasuje do takiego stanu, w którym człowiekowi tylko po głowie dżamble pływają, te takie w sicie. Czasem sito namaka od powtarzania, dżamble spuszczają nosy na kwintę i znudzone, zaziewane strasznie, układają się w rogu pamięci, mając gdzieś  moje zapotrzebowanie na ich towarzystwo. Nie to nie, trzeba im wtedy powiedzieć i rozejrzeć się za czymś innym. O na przykład takim:

Rzymianie nie nosili

Ani spodni

Ani kalesonów

Noszenie kalesonów było

Poniżej godności obywatela rzymu

Spodnie (i kalesony) przyszły

(oczywiście nie same!

Co się rozumie samo przez się

Ach! To nieznośne „się”-

Nie wiem czy to przysłówek czy imiesłów …kiedy się

Pojawiło/się/ w języku polskim

Nie wiem)

Wróćmy jednak do kalesonów

Być może przyszły one do nas

Z Babilonu Pamiry

Konstantynopola.. mówią o tym

Rzeźby tamtych krajów

Klimat! Tu jest nie tylko pies

Ale i kot pogrzebany…

kalesony Katona

kalesony Cycerona

kalesony Kaliguli

Panie Profesorze

Czy w Pompejach nie dochowały się

Odlewy ciał z bielizną

T. Różewicz

I pasuje i pociesza. Że głupawkę mają nawet najdostojniejsi, wybitniejsi i zacniejsi.

A Wam to się przydarza? Jak tak, to co wtedy czytacie?

mowa o:

Reklamy

8 uwag do wpisu “kicia kocia klocia mamrocia

  1. W chwilach głupawki i odporności umysłu na rzeczy wymagające podczytuję wierszyki z „Fioletowe krowy” Barańczaka. Działają zbawiennie, ale do torebki na pewno się nie zmieszczą, raczej do torbiszcza.
    ‚Wysokie obcasy” uwielbiam;) A Bose…delicje;)

  2. Pewnie, że się przydarza! Nader często. Uwielbiam moje głupawki, na szczęście miewam je w tym samym czasie co Gucio i tak się nakręcamy głupawkowo od lat. I z wiekiem jesteśmy bardziej skłonni poddawać się głupawkom…
    A co czytam wtedy? Wolę nie czytać. Oglądam klipy z odcinków „Flight of the Conchords” z piosenkami, czasem natrafię akurat na odcinek serialu „Miranda”, który lubię, acz nieregularnie. Z lektur nadaje się na taki stan Borges i Bioy Casares i ich „Kroniki Bustosa Domecqa”, zwłaszcza opowiadanie „Gradus ad parnasum” z cudownymi zabawami słowotwórczymi. I pięknymi powiedzonkami: „Kto nie płacze, ten nie ssie”, „Jest jak chleb, który nie znajduje nabywców”, „Pukajcie, a będzie wam otworzone” 🙂

  3. czytanki anki: Fioletowa krowa z natury rzeczy powinna byc spora 😉 Wysokie obcasy i kwiat mojego sekretu to mistrzostwo w wykonaniu Almodovara. W duzej mierze dzieki wspanialej moim zdaniem Marisie Paredes.
    Chihiro: tak to juz z glupawka jest, ze bardzo często staje sie okropnie zarazliwa. Najgorzej kiedy dopada w miejscu i sytuacji nieodpowiedniej i zaczyna sie gwałtownie rozprzestrzeniac. kiedys trafiło nas na slubie, podczas ceremonii koscielnej. Cale szczescie ze towarzystwo stało na szarym koncu i tam sie dusilo i wiło ze smiechu, inaczej niezle by sie nam mogło oberwac od Panstwa Młodych. Musze chyba zrobic kolejne podejscie do Borgesa ktorym się tak czesto zachwycasz. kiedys probowalam ksiegi piasku i jakos zupelnie mi nie podeszło.

  4. Ja dorzucę jeszcze „Kobiety na skraju załamania nerwowego”;) Marisę b. lubię, szkoda, że rzadko teraz ją widać w jakichkolwiek dostępnych filmach.

  5. Bo Borges Borgesowi nierówny. Ja nie trawię jego legend gauchowskich czy otwartych nawiązywań do lit. angielskiej, ale te absurdalne, lekko surrealistyczne, oniryczno-neurotyczne opowiadania uwielbiam. A Bioya Casaresa, choć słabiej znam, także wielbię. Jakbyś miała ochotę także tego pana poznać, polecam gorąco „Wynalazek Morela”.

  6. czytanki anki: Kobiety tez sa swietne, ale troche je przedawkowalam na skutek ciagłej emisji na Ale Kino. Marisa pewnie za wiekowa teraz na występy, niestety.
    Chihiro: tez lubie onirycznie i neurotycznie i pewnie sie za Caserasem rozejrzę, pytanie tylko z jakim efektem, nazwisko w kraju słabo lansowane 😉

  7. Szyją wygiętą jak znak zapytania
    Łabędź narzuca nam własne Wahania:
    „Jak jest poprawnie – Łabędź czy Łabądź?”
    – Nie nudź, kretynie, lepiej Słownik nabądź. / S. Barańczak

    Proponuję czytanie słowników przy dźwiękach fado.

  8. nutta: pomysł przedni, mam tylko nadzieję, że niezainspirowany iloscią byków znalezionych w buksowych notkach 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s