Dzień: 21 czerwca 2011

loose upper lid

Snobistyczne zachowanie Vity i Harolda było ukształtowane przez ich stare rodziny o dużych osiągnięciach dla kraju, prze ogromne majątki oraz kult przodków. Z tego tytułu patrzyli na sporą część społeczeństwa z góry, jako na ludzi pospolitych i bez większych osiągnięć.

Katarzyna Krzyżagórska – Pisarek „Życie wyższych sfer w Anglii”, Str 204

 Proszę Państwa, wuala, oto jest, oto ona: najbardziej wymęczona książka wakacji. Książka  najgorsza w całej swojej krasie, w ambicje niepoparte umiejętnościami autorki spowita, jaśnieje ponurym blaskiem zniesmaczenia w zakamarkach mojej pamięci, opatrzonych szyldem „przeczytane z ziewem na ustach”.

Okładkowa zajawka obiecywała mi wyprawę do „kopalni wiadomości o życiu wyższych sfer”. Kopalnia okazała się odkrywkowa, z wyeksploatowanymi zasobami, z możliwością dreptania jedynie po ziemi jałowej prawd powszechnie znanych i epifanii wielokrotnie użytych. Na darmo szukać tu żyły złota, czy choćby śladu błyskotliwych myśli. Po przejściu kilkudziesięciu stron spostrzegawczy czytelnik zauważy, że ma raczej do czynienia z wysypiskiem, na które wrzucono misz masz informacji na temat brytyjskich klas wyższych. Są  tu i strony z podręcznika historii Anglii, i całe szpalty gazet od Harper’s Bazaar poczynając na The Sunday Telegraph kończąc, jak i spore wypisy z poczciwej wikipedii oraz fragmenty biografii słynnych Brytyjczyków, z Winstonem Churchillem na czele.

Czyli dla każdego coś miłego, groch z kapustą, choć nie sadzę, żeby to była strawa odpowiednia dla upper class. Zgodnie z instrukcjami autorki aspirujący do niej powinni żywić się głównie truskawkami i szampanem, od czasu do czasu pogryzając (ale tylko rankiem) wędzonego śledzia. Reszty zaleceń nie przytaczam, bo raczej nie mamy szans na zakup dostojnego Manor House’a w celu uprawiania odpowiednio arystokratycznego trybu życia. Autorce prawie się udało, nawet córkę wysłała do ekskluzywnej Charterhouse (Książe Harry przecież wciąż jest do wzięcia) i zamieszkała w pełnym przeciągów i wilgoci wiekowym domu. Jestem przekonana, że w ogródku nie ma posadzonych żadnych petunii, a na jej podjeździe wdzięcznie chrzęści żwirek (kostka brukowa jest declase). I tylko dziwi, że przy tak pieczołowitym zwracaniu uwagi na szczegóły, autorka nie zadbała ani o poprawność stylistyczną swoich wywodów, ani o ich przyzwoitą korektę, ani o podanie na końcu książki listy użytych do jej napisania materiałów źródłowych. Ale przecież książę Karol i tak tego nie przeczyta. So why bother?

mowa o: