cóż, że bazi brak

 

 

Jakiś tam dzień tygodnia, siódma rano. Biegam po mieszkaniu gryząc kromkę chleba i szukając kluczy. W tle radio, a w radiu radosny głos słuchaczki. Z czym można dzwonić do radia o takiej porze? Nie z problemem, a z nowiną. Wiosna, mówi wesoło ta pani, wiosna już na pewno, bo właśnie przyleciały żurawie. Krążą, furkocą i śpiewają. No tak, pomyślałam, zbiegając po schodach, tego nie sprawdzę, czy przyleciały, miedzy bloki i tak nie zajrzą, a w ogóle to czy na pewno żuraw śpiewa?

Ten sam dzień tygodnia, piąta popołudniu. Wychodzę z poczty mrucząc, wiosna, na pewno wiosna, bo przyleciała do mnie książka! Nie jakaś tam zamówiona, ale zupełnie niespodziewana, zaobrączkowana kodem World Book Night. Jedna ze stada 40 000 fruwających po Wielkiej Brytanii 11 marca tego roku, kiedy to całe chmary książek szukały nowych opiekunów. Ta moja otarła się po drodze o jakieś niebezpieczeństwo, rozdarto jej opakowanie i wyraźnie skubnięto na czubku dzióbek, ale nie poddała się i z lekkim westchnieniem zsuwanej koperty usiadła w moich rękach.

Tak oto dzięki jednej z sympatycznych blogerek, dotarł do mnie kawałek angielskiej wiosny, wiosny czytelników, a również i skrawek Nocy Książek, wielkiej akcji promującej czytelnictwo w Zjednoczonym Królestwie. Oczywiście, że marzy mi się udział w takim przedsięwzięciu i u nas, marzyć zawsze można, prawda? Mogę sobie wymyślać jak to na krakowskim rynku, na wrocławskim rynku, nawet na Placu Zamkowym gromadzą się ludzie przytrzymujący brodami słupki książek, wyciągający z plecaków ciężkie tomy, przewracający niecierpliwie karki właśnie zdobytych lektur. Mogę w myślach przeglądać nazwy wydawnictw, nazwiska autorów, tworzyć listy tytułów. Mogę konstruować scenariusze potencjalnych imprez towarzyszących. Mogę wyobrażać sobie wystąpienia pisarzy, mowy wydawców, plakaty w witrynach księgarń.

Ale jedyne, co mogę zrobić naprawdę, to bardzo podziękować Maga-marze za przekazanie w ramach WBN  książki oraz mieć nadzieję, że kiedyś taka akcja wykiełkuje wiosną i na naszym gruncie.

mowa o:

Reklamy

18 uwag do wpisu “cóż, że bazi brak

  1. Mam nadzieję, że akcja do nas zawita. Kwietniowego dnia książki już się doczekaliśmy;) Naturalnie to zupełnie inna skala, ale wierzę w politykę małych kroków;)

  2. Gratuluję! Ja też mam nadzieję, że ta akcja zawita kiedyś do Polski. Gdybym tam mieszkała nawet chętnie zaangażowałabym się w organizację tego przedsięwzięcia. Trzeba brać przykład z dobrych kampanii 🙂

  3. Jak miło! 🙂
    Akcja jest naprawdę godna podziwu, choć polskich wydawców i autorów nie podejrzewam o taki gest. Ale może cierpię na niedowład wyobraźni po prostu ;P

    Ciekawej lektury życzę.

  4. czytanki anki: kwietniowego dnia juz nie moge sie doczekac, ale jemu przyświeca jasny cel: sprzedaz i promocja. Akcja WBN nie ma chyba natychmiastowego efektu w postaci zwiekszonego popytu na ksiazki, i pewnie nie tak latwo byłoby do niej zachęcic. Ale może kiedys sie uda 😉
    marpil: nie jest to unikat, pomysl, że jeszcze 39 999 takich samych egzemplarzy wedruje po swiecie, a nuz ktorys dotrze kiedys do Ciebie?
    chihiro: no własnie, małpujemy tyle innych rzeczy, kupujemy licencje na taniec z gwiazdami i must be the music, moze i tym uda sie zarazic rodakow?
    maiooffka: Mysle, że autorzy byliby chyba bardziej skłonni do takiego gestu, w koncu 25 rozdawanych tytułow jest traktowanych jako creme de la creme. Ciezej byłoby pewnie z wydawcami,z powodow jakie wspomnialam juz wyzej.

  5. Och, wiem, że krążą, tylko krążą tak daleko – w jakimś zimnym anglojęzycznym kraju 😦
    A myślę, że w Polsce mimo wszystko wydawcy też by się zdobyli na taki gest – to w końcu rewelacyjna reklama!!!! Może trzeba by pomyśleć, podziałać, podsunąć…. Kto wie, za rok, za dwa, za pięć…

  6. marpil: wlasnie dzisiaj zobaczyłam pierwsze bociany ( widocznie los chcial mi wynagrodzic brak zurawii ;)) i pomysl jak one tu z Egiptu dotarly to może i z zimnego Albionu tez jeszcze cos doleci ;).
    Moze cos wydawcy zrobia, trzeba chyba troche podrązyc temat, moze cos to da, chocby nawet za 20 lat .

  7. Jak już małpujemy – by dalej iść tropem skojarzeń z tym słowem – to może wszystkie gatunki? 🙂
    Marpil, w jakim tam zimnym? Tu jest cieplej niż w Polsce, od dłuższego czasu można już bez kurtek i płaszczy chodzić, a dziś widziałam kilka kobiet w spódnicach z gołymi nogami. 16 stopni było 🙂

  8. skoro wszyscy zazdroszczą 1/40000, to ja pozazdroszczę tego widoku kobiet w spódnicach z gołymi nogami ;P

  9. Chihiro: no wlasnie, idzmy na całosc ;). A u nas w czwartek podobno bedzie mozna bałwany lepic
    foma: łydka z gesią skórką lepsza od ksiązki z szortlisty Bookera?

  10. buksy, na to wychodzi, że niezależnie od tego jak bardzo oczytana będzie skorupka kultury, i tak na wierzch wypłynie prawdziwa natura faceta i egzystencjalne priorytety ;]

  11. Buksy, dlaczego gęsią skórką? Słońce przy szesnastu stopniach to bardzo ciepła pogoda, sama miałam gołe nogi, pod cienkimi spodniami i w pantoflach, ale gołe.
    Dziś nie, dziś tylko osiem stopni i ponuro jest…

  12. Ha! I moja książka dotarła, również trochę „napoczęta” (czyżby pracownicy poczty podczytywali je po kryjomu? A taka przesyła to fakt, lepsza on bocianów, żurawi, czy kormoranów nawet (choć co do tych ostatnich, nie jestem pewna, bo nie znam;)

  13. „nawet na Placu Zamkowym” – ach… :DD
    za tę ekipę czułabym się odpowiedzialna osobiście ;))
    pozdrowienia ze stolicy!

  14. chihiro: U mnie jak nie pod spodniami tylko calkiem na wierzchu to jednak z gesią skorka przy takiej temperaturze, stad ten wniosek ogolny, choc pewnie masz racje, ze niesłuszny, Anglosasi to przeciez narod mocno odporny na chłody.
    czara: No wlasnie, czy oni na tej poczcie jakiegos dziobaka zatrudnili do paczek? Czy tez wydala im sie podejrzanie lekka i skubneli szukajac bialego proszku? Ja ani kormoranow ani zurawi nie znam, wiec dobrze się stalo ze przyfrunelo takie zastepstwo 😉
    Kaja: To Cie trzymam za słowo jakby co 😉

  15. Ach, jakie Ty świetne zdjęcia robisz!

    Co do przesyłki, cała przyjemnośc po mojej stronie! Co za intrygujące dziabnięcie rogu – czyżby przesyłki sprawdzało się teraz i zębiskami na poczcie?

    Pamiętam, że przed akcją niezależni księgarze byli bardzo niezadowoleni, mówiąc, że wypuszczenie w świat miliona darmowych książek, narazi ich na straty. Tymczasem jak się okazało już kilka dni po akcji, zanotowano kilkakrotne zwiększenie sprzedaży książek wszystkich 25 autorów. WBN udała się zatem podwójnie!

    Mam nadzieję, że uda się w Polsce przeprowadzic podobną akcję. Namawiam Padmę, zresztą sama chętnie pomogę. Oby się udało!

    Pozdrawiam serdecznie z polskiego szpitala (nie jest za fajnie 😦

  16. magamara: Mam nadzieje, że kiedys sie uda cos takiego przeprowdzic i tutaj! Zmartwiłaś mnie ostatnim zdaniem, mam nadzieje że jestes tam na krótko i z łatwo rozwiązywalnym problemem. Dobrze że jakims cudem masz chociaz dostep do internetu. Zycze zeby wszystko jak najszybciej wróciło do normy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s