errata do bałaganu

 

Kiedy parę dni temu pstrykałam zdjęcia kilku półek z moimi książkami, nie sądziłam, że wynikiem zamieszczenia ilustrowanej nimi notki o mojej „biblioteczce” będzie wniosek, że zamiast zajmowac się blogiem książkowym powinnam raczej zabrać się za blog fotograficzny ;).

Ponieważ jednak czytanie odpowiednio uzbroiło mnie przeciwko rożnym wybiegom rzeczywistości i w tym wypadku się nie dam. Dalej będę czytać i o tym pisać, trudno, dopóki mam z tego przyjemność, tak zostanie. Czasem zapodam coś kolorowego do oglądania, ale wrzucania tekstu nie daruję i już ;).

Po tym radosnym wstępie mogę się zabrać za uzupełnienie poprzedniej notki. A dzięki Waszym komentarzom (za które bardzo dziękuje, uwielbiam taką „żywą” rozmowe przy notkach), mam co wyjaśniać i pokazywać. A teraz ad rem:

 

Ten stwór wzbudził spore zainteresowanie. Znaleziony pod choinka został zidentyfikowany jako sowa. Choć mnie trochę kojarzy się z Buka wystrojoną na bal karnawałowy. Ta czerwona kiecka i złote uszy, no przyznajcie sami/e?  Nie wiem, czy prezent to aluzja do mojego podobieństwa do Sowy Przemądrzałej czy wybałuszanych od nadmiernego ślipienia w druk oczu 😉 

 

Nie mam w domu żadnych podpórek do książek, po części dlatego że jest to wynalazek mało jeszcze u nas znany i używany. W ich charakterze występują rożne przedmioty i rożnie im tez wychodzi ze spełnianiem tej roli. Najlepiej spisuje się ten metalowy dzwon, który dzielnie wytrzymuje napór wspominanej już parady pingwinów.

  

Nie lubię ustawiać książek w dwóch rzędach, ale gdybym miała robić inaczej, to mocno skomplikowałoby się moje życie. Przede wszystkim musiałabym zafundować sobie większe mieszkanie, czyli wziąć kredyt i spłacać raty. To spowodowałoby zmniejszenie zasobów czasowych i pieniężnych, które w tej chwili mogę przeznaczyć na książki. Poza tym nie ma lepszego sposobu na ukrycie cennego tytułu niż wetkniecie go w drugi rząd. Z przodu stoi sobie takie tam byle co, albo literatura poradnicza i naukowa, i sprytnie zasłania największe skarby. Czasem nawet przede mną samą, bo zdarzyło mi się już kiedyś, że musiałam wypożyczyć z biblioteki książkę, która była w domu tak schowana, że nie mogłam jej zlokalizować. Za to radość z odnalezienia książki zawsze jest ogromna.

 

Kiedy przy sporządzaniu tych notek przeglądałam swoje zasoby książkowe, z żalem stwierdziłam, że faktycznie są one ubogie w poezje. Mam kilka „dużych” nazwisk, trochę tomów ze zbiorami poezji brytyjskiej i amerykańskiej, ale wszystko kupione dosyć dawno temu. Najnowszy tomik w moim kąciku to „Dwie strony medalu” Różewicza. Chciałabym żeby było inaczej, żeby rosły w okol mnie stosy nie tylko z proza ale i z poezją. Problem polega na tym, że o ile na temat książek, nazwijmy je umownie „zwykłych” informacji, przynajmniej w sieci można znaleźć mnóstwo, to  poezją jest już marnie. A może po prostu nie wiem gdzie i jak  szukać?

Advertisements

16 uwag do wpisu “errata do bałaganu

  1. A ja mam skojarzenie tylko i wyłącznie z dziwnym, magicznym kotem, a nie z sową. A co do utykania skarbów w drugich rzędach – masz rację! I tylko najwytrwalsi Znajomi, najbardziej rządni literatury, najzakochańsi w słowie tam docierają. A takim nie tak bardzo żal pożyczać książki, bo wiadomo, że oddadzą, ze szanować będą, że pokochają za mnie przez ten czas, który książka u nich spędzi.

  2. Hm, czy z nami jest coś nie tak, skoro lubimy takie fotki? Półki świadczą o człowieku! To, co na nich stoi, jest bardzo wymowne. 😉

  3. Absolutnie masz rację z Buką! Podobieństwo uderzające. Zdjęcia robisz mistrzowskie, potrafisz cudownie oddać klimat książek (i podoba mi się bardzoTwój naszyjnik z owalnych turkusów :)).
    Podzielam też zdanie na temat poezji, ja też nie bardzo wiem, jak i gdzie jej szukać. Nie ciągnie mnie specjalnie, przyznaję, i zawsze mam dylemat wyboru języka, w którym ją czytać, więc kończy się na tym, że nie czytam poezji. Nie z zasady, a z zagubienia.

  4. Ultima: to sie nazywa apetyt 😉
    czytanki anki: Eh, darowanemu ptakowi w dziób sie nie zagląda 😉
    foma: Ciiii, bo jeszcze ktos usłyszy, a u mnie jest miejsce tylko na tę jedną sowę 😉
    marpil: No fakt, gdyby nie za ostry profil, to faktycznie mogłaby uchodzic za kota. Mnie tam ksiazek zawsze troche żal pozyczac, bo nigdy do konca nie wiem czy jeszcze je kiedys zobacze
    matylda_ab: Przyznaje ze czasem mi glupio, kiedy bedac „w gościach” zamiast zając sie rozmowa z gospodarzami, przewalam im na pólkach. Ale to instynkt silniejszy ode mnie 😉
    chihiro: No, taka Buka odstresowana i na ciepło 😉
    Naszyjnik kupiony na jakis targach minerałow chyba.
    Własnie, trzebaby wymyslic sposob na znalezienie jakiejs drózki w tym poetyckim chaosie. Najlepiej chyba byłoby dorwac jakąś wspólczesna antologię i z tego wyłuskac cos dla siebie i potem pojsc tym śladem. Tylko gdzie i jaką antologie to tego nie wiem.

  5. O, antologia to dobra rzecz. Są książki w rodzaju „1000 książek, które trzeba przeczytać”, a ja bym przywitała z radością gruby wolumin „1000 wierszy, które trzeba znać”. Z poezją jest trudniej, bo ona więcej traci w przekładzie. Ja w każdym razie przymierzam się do zakupu tomiku poezji, po raz pierwszy od kilku lat, przyznaję, Kapki Kassabovej, której wspomnienia z dzieciństwa czytam, link do poezji: http://www.amazon.co.uk/Geography-Lost-Kapka-Kassabova/dp/1852247657/ref=sr_1_2?ie=UTF8&qid=1299852300&sr=8-2

  6. To fakt, niezwykłość Twojego bloga dużo zawdzięcza tym starannym i zawsze pomysłowym fotografiom! Powiedz tylko, jak szerokie trzeba mieć półki, żeby układać na nich książki w dwóch rzędach? 🙂

  7. Myślałam, myślałam i wymyśliłam: masz bardzo kobiecą biblioteczkę czyli ogół miejsc zasiedlonych przez książki 🙂 I to jest komplement, jakby ktoś miał z tym problem 😛

    A zdjęcia nadal zachwycają, więc wnioskuję o włączenie cyklu gawęd okołoksiążkowych z obrazkami do stałego repertuaru.

  8. chihiro: O autorce nie slyszłalam, pewnie u nas kompletnie nieznana. Dzieki wielkie za link do ksiazki, juz sama okladka i tytuł sa takie, że mialabym ochote natychmiast sprawdzic co zawieraja ukryte pod nimi strony.
    czara: I kto to mowi 😉 Ty przeciez masz zawsze u siebie takie niezwykle zdjecia, że dech zapiera! a pólki na dwa rzedy to chyba wymierzyc najlepiej stwaiajc dwie ksiazki jedna za drugą 😉
    maiooffka: komplement zawsze jest komplementem i nalezy za niego podziekowac. Ciekawi mnie tylko, czy do takiego wniosku nakłonily Cie tytuly ksiazek czy zaslaniające je ozdóbki 😉

  9. U mnie to przypadkowe „dzieła” 😉 U Ciebie widać rękę, oko i technikę! A co do półek i dwóch rzędów, mam jakieś lewe – książki pospadały 😉

  10. Tytuły chyba nie, choć masz mnóstwo ‚kobiecych’ tomów. Raczej organizacja przestrzeni i atmosfera na półkach przywodzi na myśl damskie wnętrza: zmysłowe i lekkie. Etażerki, bibeloty, naszyjniki to tylko rekwizyty, które również wymagają kobiecej ręki, zdolnej dozować i komponować. Naprawdę miło popatrzeć 🙂

  11. czara: w takim razie chwala przypadkowi! a u mnie uwierz, ze o technice pojecie blade, ręka watla, a oko niedowidzace (stad tyle zblizen ;)). Specjalnie dla Ciebie dokonalam szczegołowych pomiarów moich pólek: regalik na dwa rzedy ma szerosc 32 centymetrow i dwoch milimetrów, a chinskie pudelko na trzy rzedy ma szerokośc 48 centymetrow i trzech milimetrow. Pozostaje pytanie, czy ksiazki francuskie maja te same wymiary co ksiazki polskie 😉
    maiooffka: o lala, poczulam sie jakby moje polki komentowano w magazynie o wnętrzach, dzięki 🙂

  12. foma: raczej chodzi o to, że mniej naszyjnikow koło książek trzymają 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s