Dzień: 8 lutego 2011

Matuzalem opowiada

Muszę tu powiedzieć, że podeszły wiek bynajmniej nie nadwyrężył moich zmysłów. Mam wciąż doskonały wzrok, choć używam okularów, kiedy czytam, co praktycznie mi się nie zdarza. To prawda, ze reumatyzm wykrzywił nieco moje kości, nie przeszkadza mi to jednak zażywać przechadzki przy ładnej pogodzie i zamiatać mojego pokoju raz na tydzień, w czwartki, co jest ćwiczeniem zarówno pożytecznym, jak przykładnym. Nadal pozostaję aktywnym członkiem społeczeństwa, przyjemnym i, jak sądzę, zabawnym, gdy jest po temu okazja.

Leonora Carrington, Trąbka do słuchania, str 6.

 Właśnie wracam z bardzo milej wizyty u Padmy, która zaprosiła mnie na otwarcie nowego cyklu na swoim blogu. Będzie on polegał na publikowaniu co poniedziałek wypowiedzi gościnnie występujących blogerow, a może i nawet pisarzy, na temat trzech książek. Jedna z nich ma być książką ulubioną, jedna taką, która w jakiś sposób zaważyła na życiu odpowiadającego, a jedna ma być książką mało znaną i polecaną.

Przy okazji naszej pogawędki ze zdziwieniem odkryłyśmy z Padmą, że więcej niż pierwsza czytanka jest chyba najstarszym „żyjącym” blogiem książkowym w kraju! Pierwsza notka w ramach bloga ukazała się 16 czerwca 2006 roku. Na tę wieść natychmiast poczułam łupanie w krzyżu i słabość w kolanach. Ale zaraz wyciągnęłam z zakamarków pamięci wszystkie dziarskie staruszki, jakie powinny posłużyć mi przykładem. Postanowiłam być zwinna jak Babcia na Jabłoni, roztańczona jak Dora i Nora z Mądrych Dzieci, buńczuczna jak Marion z trąbki do Słuchania i mądra jak babka Sophii z Lata. Jeśli ktoś ma jeszcze pomysł jakie inne starsze panie mogłyby uzupełnić tę listę, to niech proszę poda. Każda uncja sił witalnych jest mile widziana.

 A teraz pozwólcie żebym, jak nestorce przystało, przysiadła sobie w fotelu i powtórzyła to, co powiedziałam już raz Padmie:

  Moja ulubiona książka

Od czasu kiedy na półkach księgarń pokazały się wznowione Mądre Dzieci Angeli Carter z niecierpliwością wypatruję wydania pozostałych książek autorki. A właściwie tej jednej, którą parę lat temu wypożyczyłam z biblioteki i z wielkim żalem w końcu zwróciłam. Mówię o Wieczorach Cyrkowych, wspaniale zmyślonej opowieści o losach kobiety – ptaka, żyjącej u progu dwudziestego wieku.

W Mądrych Dzieciach Carter zachwyca tempem i rytmem akcji, w Magicznym Sklepie z Zabawkami stłumioną erotyką i atmosferą niespokojnego snu. W Wieczorach Cyrkowych można bez trudu odnaleźć te wszystkie elementy, ale o bardziej intensywnej barwie i wyrazistszym kształcie. To uczta dla wyobraźni, zadyszka dla myśli i łamigłówka symboli
i skojarzeń. Jednym słowem cud miód dla każdego miłośnika realizmu magicznego.

 Książka, która zmieniła moje życie

Myślę ze każda książka jakoś wpłynęła nie tyle na moje życie, co osobowość, a przynajmniej czytelnicze upodobania.

Jednak jako tę, która mi w życiu najbardziej pomogła podjąć niektóre decyzje i wiele nauczyła muszę wymienić Szklany Klosz Sylwii Plath. Po pierwsze trafiłam na te książkę, kiedy byłam niemalże rówieśnica głównej bohaterki, Esther Greenwood, więc nic dziwnego, że wiele z jej spostrzeżeń i przemyśleń było podobnych do moich własnych. Po drugie dzięki Szklanemu Kloszowi zainteresowałam się Sylwia Plath i jej rewelacyjną poezją. Do tego stopnia, że zdecydowałam się pójść na kolejne studia, i była to (surprise, surprise) filologia angielska. Oczywiście obydwie prace, i licencjacką i magisterską pisałam o Szklanym Kloszu. W ten sposób przekonałam się, że sama historia załamania Esther to tylko wierzchnia warstwa książki, że w rzeczywistości ma ona niezwykle kunsztowną i złożoną strukturę i niesamowitą metaforykę. Od tej pory gdy czytam, staram się niejako rozejrzeć po całym tekście, sięgnąć wzrokiem (i myślą) dalej niż sama fabuła i odkryć także to, czego autor nie mówi wyraźnie, a przekazuje w sposób bardziej zawoalowany. . 

 Mało znana książka, którą powinno poznać więcej osób.

 Myślę, że w dobie rosnącej popularności czytników elektronicznych powinno się przypomnieć jeden tytuł: 451 stopni Fahrenheita Raya Bradbury’ego. Ta dosyć wiekowa już książka opowiada o etapie historii ludzkości podczas którego stwierdzono, że książka jest rzeczą niepożądaną, wręcz szkodliwą. 451 stopni Fahrenheita to temperatura w której papier zaczyna się tlić, zajmować ogniem i obracać w popiół.

Proces palenia książek na każdym etapie ludzkiej cywilizacji był wyrazem nietolerancji i opresji. Społeczeństwo w którym istnieją książki zakazane, nie może być społeczeństwem zdrowym i sprawiedliwym. Jak wygląda zatem cywilizacja w której zakazano nie jednego tytułu czy autora, ale bez wyjątku wszystkich książek? Bradbury opisał to w sposób bardzo precyzyjny, przerażająco szczegółowy. Z jego wizją powinien zaznajomić się każdy, dla kogo książki są stałym elementem codzienności. A moim skrytym – i być może lekko perwersyjnym- marzeniem jest by 451 stopni Fahrenheita było załączone do sprzedawanych Kindle czy OYO. W wersji papierowej oczywiście ;).