Tamten

Rok 2010 został oficjalnie zamknięty, usunięty w cień i zapakowany w niebyt. Można teraz zrobi z nim tylko to co robią wszyscy: podsumować. Ale zrobie to po swojemu, czyli bez liczb. Po pierwsze mam awersję do cyfr równa tej na jaką cierpiała bohaterka Amelii Nothomb z „Pokorą i uniżeniem”. Po drugie zupełnie nie wiem jak ilościowo miałabym ogarnąć ten rok czytania. Podając liczbę przeczytanych książek, stron czy może godzin? Czy miałoby to sens? Moim zdaniem nie. Wytłumaczę to na prostym przykładzie. Parę tygodni temu media podały że 60% Polaków nie bierze książki do ręki. Tymczasem w bardzo prosty sposób można poprawić te statystyki. Otóż należy zatrudnić zręcznych młodych ludzi, chcących dorobić parę groszy, do rzucania w naród książkami. Najlepiej dla niepoznaki oprawionymi w papier z nadrukiem Euro. Jak nic rodacy zaczną odruchowo łapać lecące w ich kierunku atrakcyjne paczuszki. Co prawda po pierwszym przyjrzeniu się pewnie odrzucą je z obrzydzeniem, ale cel zostanie osiągnięty – będziemy mogli spokojnie powiedzieć, że liczba Polaków którzy chwycili za książkę znacznie wzrosła. Tylko czy tak naprawdę coś by się zmieniło?

Dlatego nie mam zamiaru niczego podliczać, bo nie będzie z tego żadnego pożytku. Ale może przyda się komuś to, co powiem na temat moich tegorocznych doświadczeń lekturowych. Po pierwsze był to rok miłości od drugiego wejrzenia. Najpierw zupełnie nieoczekiwanie sięgnęłam po do tej pory pogardzanego  Cortazara, tak trochę bez przekonania, i popadłamw zachwyt. Do tego stopnia, że zdecydowałam się zakupić wszystko, co Cortzara zostało w moim języku wydane. Chcieć natychmiast i na własność, to poza czytelnicza wyrażająca chyba najwyższe uznanie dla autora. Kolejnym przypadkiem takiego zauroczenia był Amos Oz, do którego nabrałam niechęci po przeczytaniu Rymów Życia i Śmierci. Tymczasem okazało się, że popełnił on taką rzecz jak Opowieść o miłości i mroku. Ach, to najkrótsze i najwłaściwsze słowo oddające mój stosunek do tej książki.

Były też powroty do starych znajomych. I tu na szczególną uwagę zasługują Lata Wirginii Woolf, statycznie nostalgiczne, żadne błonki i koronki, jak w Przekroju określono właśnie wznowione Noc i dzień tej autorki. Udało mi się też wreszcie zawrzeć bliższą – fascynującą- znajomość z Walterem Benjaminem. Zaopatrzyłam się i w monumentalne Pasaże i broszurowe niemalże wydanie O haszyszu. A i tak jeszcze coś Benjaminowego dokupię, jak tylko uda mi się wypatrzec. Natomiast do najbardziej udanych pierwszych spotkań niewątpliwie zaliczę to z Penelope Fitzegerald.  Dobrze (bo „miło” w tym przypadku byłoby słowem nie na miejscu) wspominam też Kaję Malanowską oraz niejakiego Utza

Oczywiście były i lektury, które wolałabym zastąpić innymi. Do nienajlepszych doświadczeń czytelniczych zeszłego roku muszę zaliczyć próbę przebrnięcia przez nudnawą biografię Topora, przeczytanie kiczowatych wariacji na temat Zeldy Fitzgrald i kryminału Pennaca oraz traumę napoczęcia Travesti Caratarescu.

 mowa o:

Reklamy

5 uwag do wpisu “Tamten

  1. Anna: mysle ze bedziesz z realizacji swoich planow zadowolona 🙂
    czytanki anki: Dawno, dawno temu probowalam czytac gre w klasy i wydawała mi sie sztuczna, napuszona i naponczowana testosteronem. Tymczasem przy Wielkich wygranych swietnie sie bawilam, przy niektorych opowiadaniach z zakupionych zbiorów tez. Albo dorosłam, albo gra w klasy nie powinna byc uwazana za sztandarowe dzieło Pana C.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s