la belle dame sans merci

 

Wszyscy bez wyjątku jej przyjaciele nie obcując z nią nie staliby się wielkimi malarzami, wielkimi poetami, wielkimi muzykami. Tak surowa, że aż nieludzka, aż okrutna, ostrzyła opieszałe talenty, doprowadzała do rozpaczy tych, których należało do rozpaczy doprowadzić, pogardzała tymi, dla których pogarda była bodźcem.

Jean Desborgdes Misia Sert lub nowa Egeria w „Misia z Godebskich” Ewa Kossak, str. 419

 Już dawno, dawno miałam sięgnąć po tę książkę. Przyczyn szukać można by wiele. Niech  główną zostanie ta, że portret Misi towarzyszy mi od prawie dwudziestu lat. Patrzę na Misię codziennie i zawsze jest tajemnicą. Piękną tajemnicą. I wreszcie wykonałam jakiś ruch by nie tyle tę tajemnice rozwikłać, poznać, co bardziej docenić, ogarnąć jej wielkość. Rozsiadłam się wiec na sofie pod plakatem Toulouse’a Lautreca i zabrałam się za śledzenie losów Pani Godebskiej. Przede wszystkim bardzo chciałam się dowiedzieć jak ta paryżanka o polskich korzeniach stała się muzą poetów i malarzy, wyrocznią w dziedzinie sztuki, dyktatorką mód i bywalczynią najlepszych salonów. Niewątpliwie miała dwa istotne atuty w ręce: urodę i pieniądze. Poza tym miała niespożytą energię i apetyt na piękno. Urok, gest i intuicję. Potrafiła wykupić pół widowni na przedstawienie baletowe, które uznała za tego warte. W ten sposób na wiele lat wylansowała Diagilewa. Mnóstwo zawdzięczała jej też Chanel, którą Misia wprowadziła w towarzystwo, wspierała i nauczyła bycia w wielkim świecie. To Misia zainspirowała ją do produkcji perfum, a słynna chanelowska piątka pochodziła ze starej receptury, którą Godebska zdobyła dla ukochanej przyjaciółki Coco. Już grubo po pięćdziesiątce Misia pozowała dla Vouge’a w kreacjach projektantki. Ukazanie się na stronach choćby najlepszego magazynu mód musiało być błahostką dla kogoś, kto sześć razy był portretowany przez samego Renoira i został uwieczniony na kartach „W poszukiwaniu straconego czasu”. Listów od Prousta otrzymała podobno Misia taką ilość, że nie zdążyła ich w porę przeczytać.

Jednak życie nadzwyczajne nie oznaczało życia zawsze szczęśliwego. Trzy razy zamężna, ostatniego – i najbardziej kochanego- ze swoich partnerów odstąpiła o dwadzieścia lat młodszej byłej rosyjskiej księżniczce. Twierdziła, że obdarzyła obydwoje z nich miłością i chyba było tak rzeczywiście, bo śmierć młodszej rywalki przyjęła z niezwykła rozpaczą. Potrafiła byłemu mężowi wybaczyć zdradę i przyjęła go z powrotem po tragicznym końcu tego związku. Została z nim do końca i przymykała oczy na kolejne skoki w bok.

Nie ma wątpliwości, że biografia Misi jest historią nadzwyczajną. A czy jest również historią dobrze napisaną? Język opowieści jest żywy, sporo tu cytatów i szkiców postaci Misi nakreślonych przez różne osoby. Czasem jednak styl trąci myszką. Niektóre zdania wyglądają pokracznie przez brak właściwej korekty bądź nieuważnośc autorki. Czy to jednak wystarczy by zrezygnować z lektury biografii jednej z najbardziej wpływowych kobiet zeszłego wieku? Na to pytanie oczywiście każdy musi  odpowiedzieć sobie sam. Pod warunkiem, że uda się mu zdybać tę książkę w bibliotece lub antykwariacie.

mowa o:

Reklamy

8 uwag do wpisu “la belle dame sans merci

  1. Fantastyczna recenzja! Już tytuł mnie zelektryzował – to jeden z moich najukochańszych wierszy Keatsa.
    Postać Misi bardzo mnie zaintrygowała, bo wiem o niej niewiele, a biografię postaram się przeczytać, przygotowana na niezbyt strawny styl.
    Bardzo Ci dziękuję.

  2. Widzę, że co jakiś czas wracasz do klimatów paryskiej bohemy. Nic dziwnego – barwna epoka i można nawet wybaczyć pokraczny styl.

  3. lirael: Szczerze mowic czulam troche wyrzuty sumienia po nadaniu tego tytulu, bo Misia z Keatsem nic wspolnego przeciez miala. Alr z drugiej strony przyjaznila sie z Appolinaire’em i Mallarme, wiec z poetami było jej po drodze. A ze była piekna i czasem bezlitosna to tytul sam sie nasunal 😉
    Lilithin: styl nie taki bardzo pokraczny raczej tu i tam lekko „obsuniety’ ;). A epoka moja ulubiona i dlatego chetnie do niej wracam 🙂

  4. Poluję na ten tytuł od lat! Więc trochę zazdroszczę, że miałaś już okazję przeczytać. A Ty jeszcze podsyciłaś apetyt na samą książkę… Ciężka to próba dla mojego odwyku zakupowego 😉

  5. Ha! Zainspirowałaś mnie peek-a-boo 🙂 Tak się składa, że ostatnio zgłębiałam krakowskiej pomniki tatusia Misi i dzięki temu (niejako mimochodem) dowiedziałam się o istnieniu tej kobiety niezwykłej. Nie miałam pojęcia, że jest książka. Jak dobrze wiedzieć, że powstała tak smakowita książka na jej temat!

  6. Maiooffka: może uda się nie wystawiac dowyku na probe, bo ksiazkę chyba szybciej znajdziesz w w bibliotece, niz na półkach skiegarn. Moj egzemplarz był pozyczony, wiec udało sie bez uszczerbku dla kieszeni poczytac 😉
    Zosik: To zeby jeszcze bardziej Twoje łaknienie czytelnicze podsycic dodam, ze ksiazka zawiera bardzo obszerny rozdział opowiadający o przodkach Misi, niezwykle interesujacych postaciach i sporo jest tam i o papie rzezbiarzu :).

  7. No, przyznaję, że nie czytałam tej książki, ale koniecznie nadrobię, bo Misia to fascynująca postać!!! Dziękuję ci za zwrócenie mojej uwagi na książkę Lindy Grant pt. The Clothes on Their Backs – świetna powieść, właśnie skończyłam czytać. Co do przesłania mam mieszane uczucie, ale jak zawsze może mi się wydawać, że to angielszczyzna spłaszcza temat – niewielu pisarzy tego języka potrafi pisać o rzeczach ważnych bez popadania w uproszczenia. Z drugiej strony, nie każdy jest Conradem czy Joyce’em 😉 Jednak sam jej pomysł kształtowania postaci z takim odzieżowym podtekstem bardzo mi się spodobał. A kupiłam przez e-bay – ostatnio moje uzależnienie jeśli chodzi o kupno książek…

  8. KakaB: o czyli udalo Ci sie dorwac ksiazke. No jest w niej troche ciekawych pomysłow, arcydzielo to jednak na pewno nie jest. Kiedys pisalam o niej tutaj : http://buksy.blogi.pl/category/Grant+Linda
    Jakby Ci sie chcialo zajrzec ;). W kazdym razie ciesze sie że mogłam choc troche zrewanzowac sie za nakłonienie do znajomosci z Walterem Benjaminem.
    A Misie polecam, to była jedna z pierwszych lansiar nowożytnej Europy 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s