nie gdzie ale z kim

Gdy do mojej skrzynki zlatują się – jak jesienne szpaki na jabłonkę- ostatnie wakacyjne pocztówki, przypomina mi się pytanie zadane dawno temu przez Maga-marę w ramach ebałtowego kwestionariusza. Maga-mara chciała się dowiedzieć z którym z pisarzy lub pisarek najchętniej wybrałabym się w wakacyjną podróż. Pytanie świetne, bo jak wiadomo wybór właściwego celu podróży to tylko połowa sukcesu. Druga zależy z reguły od towarzystwa, jakie sobie na ten czas dobierzemy.

I kiedy się tak zastanawiam na odpowiedzią, dochodzę do wniosku, że niewielu z z moich ulubionych autorów nadaje się na kompanów dalszej wyprawy. Chociażby taka Sylwia Plath, autorka niesamowitych wierszy i świetnego Szklanego Klosza. Była nie tylko osobą skłonną do depresji, ale i trudną we współżyciu. Obsesyjna perfekcjonistka, łatwo popadała w gniew, kiedy ktoś, choćby przypadkowo, naruszył ustanowione przez nią zasady. Kiedyś podobno wpadła w szał, bo jej współlokatorka ośmieliła się zrobić mały nieporządek w jej szufladzie. Nie mam zwyczaju grzebać w cudzych rzeczach, wiec pewnie nie przydarzyłoby mi się naruszenie prywatności Sylwii. Ale moje bałaganiarstwo na pewno nie raz wyprowadziłoby ją z równowagi. A że jestem zwolenniczką zasady, że na wakacje nie jedzie się po to by sprzątać bądź układać wszystko w kostkę lub kancik, czekałaby nas więcej niż jedna awantura, to pewne.

Inaczej, choć nie znaczy, że prościej, byłoby z kolejną moją ulubienicą, Wirginią Woolf. Nie ma żadnych pogłosek na temat jej zamiłowania do porządku, ale Wirginia zdaje się być osobą uwielbiającą długie spotkania towarzyskie i ciągnące się w nieskończoność dyskusje. Musiałabym jej wiec towarzyszyć w licznych przyjęciach i spotkaniach. Lubię gawędzić ze znajomymi, ale nie przepadam za imprezami, na których bywa więcej niż 6 osób, a ciągnące się w nieskończoność rozmowy działają na mnie z reguły wyczerpująco. Na dodatek byłabym cały czas w zasięgu bystrego spojrzenia Wirginii, co dałoby mi pełne dyskomfortu poczucie, że wciąż jestem w jakiś sposób egzaminowana. I potem być może zostanę obgadana w jej Dzienniku. Poza tym Wirginia była osobą kompletnie niezainteresowaną modą i ciuchami, odpadałoby więc wspólne buszowanie po napotkanych w podróży sklepach.

To już chyba lepszy byłby Wańkowicz. Nie podejrzewam go o zamiłowanie do biegania po butikach, ale można by było w jego towarzystwie oddać się innym przyjemnościom. Jak na przykład wędrowaniu od jednej restauracji do drugiej w poszukiwaniu idealnych kołdunów, barszczyku lub blinów. To wszystko na pewno byłoby okraszone świetnymi humoreskami Melchiora. Jednak nie wiem czy zdołalibyśmy zwiedzić przybytki innej sztuki niż kulinarna.

Zabawnie też byłoby z Madzią Samozwaniec. Na pewno nie miałabym problemów z zaciągnięciem jej do odzieżowego. Pytanie tylko, czy by zanadto nie wybrzydzała? I czy za często nie musiałybyśmy wpadać tu i tam by się nieco „odświeżyć” koktailem, kawką lub choćby seteczką wódki. Ani chybi czekałyby mnie przy tym wspominki o Kossakowce. No i peany na cześć Lilki. A peany powtarzane zbyt często, nawet gdy dotyczą osoby nieprzeciętnej, zaczynają nudzić i drażnić.

Nie ma co dalej się rozwodzić, trzeba wreszcie postanowić, kto będzie tym najlepszym. I chyba już wiem, kogo powinnam wskazać: Pania Wisławę. Tak, naszą noblistkę. I nie chodzi o to, że chciałbym się ciut poprzechadzać w nimbie jej chwały i sławy (chociaż to też byłaby pewna przyjemność, musze przyznać ;)), ale o to, że sposób Pani Wisławy na zwiedzanie wydaje mi się idealny. Oczywiście zaglądałybyśmy do galerii i muzeów, ale nie po to, żeby snuć się przez długie i wyczerpujące godziny zaliczając wszystkie dostępne eksponaty. O nie, zatrzymałybyśmy się przy kilku dla nas najistotniejszych, wymieniłybyśmy parę błyskotliwych uwag na ich temat, a potem poszyłybyśmy odpocząć do muzealnej kafejki. Po nabraniu sił, skoczyłybyśmy do sklepu z pamiątkami. Jeśli coś dostarcza mi więcej  radości niż przewracanie stert ubrań, to jest to przewalanie półek z suwenirami rożnego autoramentu. Największy ich urok polega na tym, że wydają się tak błahe i typowe w miejscu którego dotyczą, ale przewiezione te parę tysięcy kilometrów dalej nagle nabierają wartości- sentymentalnej głównie. Nigdy nie zapomnę przyjemności przymierzania kapelusza z sera (plastikowego) w Wisconsin czy oglądania kubków z portretem Her Majesty w Londynie. Sycylijskie cytrynki z fajansu, greckie statuetki, fartuszki z mapa regionu, wszystko przypomni kiedyś o tej fantastycznej bajce, jaką był ten czy inny wypad. Dlatego wybieranie fantów na loteryjkę Pani Wisławy byłoby pełnym zaspokojeniem moich szopaholicznych namiętności. Zresztą nie tylko obiecywałabym sobie po wspólnej podróży  z Panią Wisławą udanych odwiedzin w muzeach i sklepach, ale i niezłej zabawy w trasie, czy to przy wymyślaniu limeryków czy to przy szukaniu dziwacznych nazw miejscowości . Taka wyprawa byłaby też cenną lekcją spostrzegania tego co po drodze, nauką zauważania drobiazgów, które czasem bywają najistotniejsze. I to wszystko bez pośpiechu, plecaka na grzbiecie, zdobywania szczytów czy odhaczania zabytków. Nic, tylko przyjemność zwiedzania bez napięcia i przymusu realizacji planu. Za to z dużą dawką humoru i inteligentnej rozmowy.

Jakby Pani, Pani Wisławo, nie mała z kim jechać w przyszłym roku, to mój mail jest tam obok, na marginesie ;).

mowa o:

Reklamy

9 uwag do wpisu “nie gdzie ale z kim

  1. A wyobrazasz sobie zwykly li tylko window shopping z Pania Wislawa? Zamiast gadzecika, masz anegdotke, oko nasycone i portfel ocalony 🙂

    Ten progam to jakas nowosc na TVNie? Szkoda, ze tyle dali Plicha…

  2. A jaka rozkosz byłaby ze wspólnego oglądania wszelkich kiczowatych przedmiotów i słuchania komentarzy, może i stałabyś się świadkiem przygotowań do wykonania słynnych kartek (o współtworzeniu można cicho pomarzyć).

  3. magamara: Window shopping jako shopping wyrafinowany i łagodny dla portfela rowniez by mi dopowiadał. zwłaszcza w Takim Towarzystwie ;). A program był jakies pól roku temu w TVP, o dziwo zrealizowany prze Kolende -Zaleską (myślałam ze ona tylko o polityce, a tu prosze;)). Tez sie zdziwiłam że Plich takim ekspertem od Szymborskiej jest.

  4. nutta: O Karteczki Pani Wislawy są boskie, chetnie bym chociaz tubke z klejem potrzymala przy ich tworzeniu 😉

  5. Nie wiem, jak Ty to robisz, ale Twoje ‚dygresyjne notki’ zawsze czytam z przyjemnością. Jak o książkach 😉

    Pani Wisława mogłaby chyba całe wycieczki prowadzać na turystycznych szlakach, tylu chętnych! : ) Dla mnie wystarczające byłoby tuptać za Wami i chłonąć atmosferę i uchwycone w locie słowa : ))

  6. maiooffka: miło wiedziec, że nie wszystkich zanudzam 😉
    Niestety prowadzanie wycieczek chyba nie leży w naturze Pani Wisławy. Wielka szkoda. Pozostaje własna podróż w krainę marzeń 😉

  7. Czy mogę jechać z Wami? Proszę, proszę! 😉 Mam wprawdzie też pedantyczne zapędy, ale na wakacjach o nich kompletnie zapominam, za to w moim dzienniku nikogo nie obsmarowuje (przynajmniej nikogo kto go czytuje;). Za to pani Szymborska… mam z nią takie jedno, zupełnie osobiste wspomnienie.
    Kiedy się wprowadziłam raz do nowego mieszkania, współlokatorka powiedziała mi, że w naszym bloku mieszka, nomen omen, słynna noblistka. Szczerze mówiąc, nie wierzyłam w to, nazwisk na domofonie nie było, a poza tym to był tylko zwykły, choć nie najgorszy blok w środku Krakowa. Było to jeszcze za czasów studenckich więc wieczorami miewałyśmy często gości, a piwo się lało strumieniami, często więc trzeba było zbiec na dół do sklepu, żeby uzupełnić zapas. Jakim było moim zdziwieniem, gdy pewnego dnia ujrzałam, no właśnie! Panią Szymborską. Nie byłabym sobą, gdybym nie zajrzała jej do koszyka… W koszyku miała… dwa żywce!
    Oczywiście poczułam się bardzo nobilitowana z racji takiego sąsiedztwa i podobnej zawartości koszyka!
    To był mój najlepszy „shopping” w życiu 😉

  8. Z opóźnieniem obejrzałam program – jest rewelacyjny! (szkoda, że tylko trochę bardziej nie wycięli Kolendy-Zaleskiej, której organicznie nie znoszę i która nic tu nie wnosi). Osobiście nie uważam, żeby pani Szymborska musiała się tłumaczyć ze swoich gadżetów i żeby trzeba było koniecznie pokazać, że wysoką sztukę też lubi i rozumie ale… Sama, choć jakoś tendencji w stronę kiczu nigdy nie miałam, to takie pudełko z ptaszkiem bym chciała mieć (choć nie palę). Ale bardzo było miło te gadżety i obrazy z nią pooglądać – dziękuję, buksy!

  9. czara: jesli zniesiesz rozwalone walizki, ręczniki na podlodze, paste w umywalce, kosmetyki na telewizorze, ciuchy na krzesle, koce na stole, to prosze bardzo, jak tylko Pani Wisława da znac gdzie i kiedy ;). Z tym Żywcem to niezle wyszło. Pewnie dla Rusinka był ;). Program byl przesympatyczny. Pani Kasienki to tez raczej nie kocham. Ale wniosla do programu jedna istotną rzecz- kamerę 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s