Kiedy Cindy czyta Prousta

Nad kominkiem , na licznych półkach, półeczkach i stolikach stało mnóstwo bibelotów o różnorakich kształtach, zrobionych z różnego rodzaju metalu, szkła, porcelany, skał i marmurów. Znajdowały się tam wazony, figurki przedstawiające ludzi i zwierzęta, rzeźbione tace i puchary, mozaiki z bezcennych klejnotów i wiele innych pięknych rzeczy.

Dorota u Króla Gnomów, L.F.Baum, Str 117

Wszystko jest zupełnie jak w książce. Zamiast Kansas szara stacyjka kolejki naziemnej. Taka w betonie obdartym przez lata z wszelkiego koloru. Potem wsiada się do wagonika i w gore, górę, po szynach, przez lasek, w którym kwiatki bławatki, paprocie i wysokie drzewa. W końcu dociera się na szczyt murowanej stanicy, równie bezbarwnej i obskurnej jak pierwsza. No i jak to w bajkach bywa w jednej z tych zimnych i brudnych ścian tkwią drzwiczki. Pociąga się za klamkę, znajduje się schody po których trzeba się wspiąć, potem kolejne drzwi i jesteśmy! W miejscu gdzie na powitanie wypadałoby zapytać czy zastałem Nanę. Nie żartuję. Wszędzie atłasy, aksamity, puzderka, tapety i obraziczki. Gdzie da się spojrzeć tam pink velvet, czyli poprawnie mówiąc różowy plusz. Przecieram oczy, ostrożnie, żeby żadnej lalusi nie strącić. A pełno ich tu wszędzie, na każdym parapecie, stoliczku,, szafce, wytrzeszczają ślepka spod strojnych kapelutków. Jak grupka zaczarowanych dzieci. Jeśli ktoś czytał Dorotę u Króla Gnomów, to na pewno pamięta, jak zły Król Gnomów zaklęciem zamienił cała rodzinę władców Krainy Iw w bibeloty. 

Jeżeli żaden z przedmiotów, których dotkniesz, nie okaże się kimś z przemienionej rodziny królewskiej, wówczas zamiast ich oswobodzić , sama zostaniesz zaczarowana i przemieniona w królewski przedmiot.

Dorota u Króla Gnomów, L.F.Baum, str 115

 

Obiecywał swoim gościom Król Gnomów. Ciekawe w co by mnie zamienił?

Zegar z kukułką?

Parawan?

A może raczej to puchate boa z piór?

Zresztą po co się zastanawiać. Nie jestem pod tylko nad ziemią, a królestwo należy nie do wrednego grubaska tylko enigmatycznej Babci Maliny. Która raczej z półświatkiem, a nie z wielkim światem miała do czynienia. Babcia Malina musiała kiedyś farbować włosy na blond, wywijać kankana i czytać Zolę.

A potem przerzuciła się na W poszukiwaniu straconego czasu i zaczęła zbierać przepisy kulinarne. Przepisy świetne, gruszka polana sosem malinowym była faktycznie przepyszna. Na koniec jest wiec słodko, ciepło i aromatycznie. No i pewnie, że kiczowato. Ale kicz to też forma sztuki. Podobno. W tym pięknie  wyglądałby Jacek Dehnel. Idealny Ken dla tej proustowskiej barbie, która się estetyką wnętrz tutaj zabawiała. Zresztą nie powinnam o Marcelu. Tak, moje policzki robią się różowe nie tylko z powodu barwy otaczających mnie ścian. Bo wstyd się przyznać. Że nie czytałam. Ale zrobię to. Jak tylko znajdę czas ;).

mowa o:

wszystkie zdjęcia wnętrz zostały zrobione w reastauracji U Babci Maliny znajdującej sie na Górze Parkowej w Krynicy Zdroju.

Reklamy

12 uwag do wpisu “Kiedy Cindy czyta Prousta

  1. Wnętrze cudowne, zupełnie jakbym oglądała zdjęcia z planu filmowego albo cofnęła się w czasie. Miło, że można fotografować, bo nie wszystkim to właścicielom to odpowiada.
    Klimat kojarzy mi się z „Magicznym sklepem z zabawkami” Carter.

  2. Uroczo, baśniowo. A jak się pije kawę i je ciastko w takim miejscu? Czy kawa smakuje jak kawa, a ciastko…?

  3. czytanki anki: wnętrze ciut trąci kiczem, troche magiczny sklep z zabawkami ale z domieszka domu strachów 😉
    nutta: ani kawy ani ciastka tam nie skonsumowałam wiec nie jestem w stanie odpowiedziec. Rzeczona gruszka w sosie malinowym faktycznie była bajkowo pyszna 🙂
    lilithin: atmosfera tego miejsca wyzwoliła we mnie narastajacy chichot, taki fin de siecle w wersji dla naiwnych 😉

  4. Moja mama by stwierdziła, że to magazyn kurzu 😉
    „Dorotki u króla…” nie czytałam, przyznaję ze wstydem. Ale cytaty dobrane cudnie. Jak zawsze zresztą.

  5. maioofka: Mama miałaby rację ;). A jesli chodzi o Dorote to cała seria (zaczynajaca sie od Doroty w Kranie Oz, tej potem sfilmowanej z Judy Garland w roli głownej) jest u nas chyba mało znana. Zaczytywałam sie nia w dziecinswie i bardzo zaluje ze nie ma wznowienia, bo byłaby to jakaś konkurencja dla Harrego ;).

  6. Kraina Oz to dla mnie była tylko bajka, którą oglądałam bardzo zachłannie z tego co pamiętam w cyklu dobranocek. O literackim pierwowzorze dowiedziałam się dopiero w późnych latach szkolnych, kiedy czytało się książki ‚dorosłe’ a nie jakieś tam bajki 😉
    Niestety, ale socjalistyczny rynek książki spod lady nie wspierał rodziców w krzewieniu małoletniego czytelnictwa. Dużo rzeczy było nieosiągalnych po prostu. Teraz za to jest za dużo na półkach i też niedobrze ;))

  7. maioofka: A mnie znowu ominely dobranocki z krainą Oz. Więszkośc „Dorotek” przeczytałam tylko dzieki łowom przeprowadzanym przez rodzicow w antykwariatach. Inna rzecz ze ksiażek moze było i mniej w tych czasach, ale za to byly o wiele tansze! No i duzo sie korzystało z biblioteki.

  8. „Przecieram oczy, ostrożnie, żeby żadnej lalusi nie strącić. A pełno ich tu wszędzie…”

    Hm… Tak jakoś z „półświatkiem” (babci – nomen omen – malinki) mi się skojarzyło 🙂

  9. Fantastyczne miejsce! Lubie takie przeladowane lokale, jakby z innej epoki, kojarzace mi sie troszke z salonikiem pani Dulskiej. Ale i ciesze sie, ze takiego klimatu nie mam w domu, czulabym sie zobligowana do chodzenia caly dzien ze szczotka z kolorowych pior i scierania lub wymiatania kurzu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s