Dzień: 5 Maj 2010

Sakura

Rada Rodina na niemoc twórczą była taka: idź do Jardin des Plantes (to jest ogród zoologiczny) i obserwuj panterę. Obserwuj liść, obserwuj drzewo, ale w sposób bardzo intensywny , tak jakbyś chciał odczytać kształt świata, tajemnice istnienia.

 Herbert nieznany. Rozmowy.Str 30

 

Leci sobie, leci, jeden, drugi, całe tysiące. Płatków z drzew. Wszędzie różowe i białe dywaniki, zachwyt powoli przechodzi w westchnienie, że tak krótko, że już, że znikają te girlandy, te małe przyblokowe raje, i że nikt się nimi nie zachwyca. Ot ktoś z pieskiem przemknie, ktoś pogada pod ukwieconą gałązką z sąsiadką, aż mam ochotę jednego i drugiego trzepnąć w ramię, huknąć w ucho, ej no weź i popatrz, tak mocno, nazapamietuj się, żeby na cały rok starczyło. Ale nic, chodzę między nimi, kicham mocno, serdecznie, uczuciowo bardzo. Oglądam sobie sama, i wreszcie robię parę zdjęć tym gwiazdom kilku wiosennych nocy i opuszczonego ogródka.

I kiedy już się napatrzę tej ulotności, to mi się coś w myślach przestawia, zaczynam się wiercić, po brwi drapać i nosem kręcić. No bo to taki czas, wzmożonej przemijalności, że nie wszystko da się w nim zrobić, a zwłaszcza przeczytać. Na przykład biorę taką biografię Holmesa. I ten Holmes siedzi w tej swojej historii życia, całkiem wygodnie, dystyngowanie, siedzi w ciężkim fotelu, dookoła obite ciemną tapetą ściany, gdzieś tam przetacza się Londyn. I kiedy tak widzę w tych zdaniach kurz i cień, to już wiem, że na tę porę roku ta książka zupełnie się  nie nada. Trzeba czegoś lżejszego, ale nie głupiego, finezyjnego. Alabama Song, nie, ta piosenka gorącego południa i szalonej blondynki jest za duszna, za szorstka, tempem zupełnie nie pasuje do rytmu opadających płatków. Idziemy dalej, Iwaszkiewicz, hmm, taki wyważony, jak dobrze przycięty bukiet w wazonie, a nie to kwietne rozbuchanie. Iwaszkiewicz będzie dobry na miesiąc lipiec, kiedy to lato łapie balans i trzyma się prosto i schludnie. Co teraz? Teraz jest Amos z jego dzieciństwem, wspomnieniami, w które wkłada troszkę słońca, szczyptę serca, sporo nostalgii i drobiazgów o wielkim uroku. Tu jest już bliżej właściwych uczuć i odczuć, choć Jahwe mi świadkiem, że o Izraelu pojecie mam blade i nawet nie jestem pewna, czy tam w ogóle drzewka wiśniowe kwitną, a jeśli, to kiedy.

Na wszelki wypadek więc przesuwam się bliżej kraju, bardziej do swojskości, tego grajdołka, zaścianka, gdzie jeszcze wszystkich dzikich śliw nie wycieli. I chyba jest! Taki starszy pan, twarz okrągła jak jabłko, uśmiech i spokojne rozmowy. Łagodnie mądre, mądrością nienachalną, nienapuszoną, delikatną. Zdania wypowiada takie, że puff, dmuchniesz i Ci ulecą i będziesz wracać, żeby zobaczyć jeszcze raz, żeby się przekonać o tym, co Ci w nich właśnie zamigotało.

Stare pojęcie – humanista- dla mnie drogie i znaczące, dla innych ośmieszone i niemodne. Dla tych ostatnich to starszy pan czytający klasyków, ale zagubiony we współczesnym świecie, nieporadny relikt przeszłości. A przecież humanista to ten, który stara się asymilować, przyswajać i oswajać jak najszersze obszary rzeczywistości.

Herbert nieznany. Rozmowy. Str 26

mowa o: