stronniczo

Próżniactwo można potraktować jako formę wstępną rozrywki bądź zabawy. Opiera się ono na gotowości do indywidualnego smakowania wszelkich możliwych doznań.

Walter Benjamin „Pasaże”, str Str 847

Pierwszy dzień wiosny wprowadził mnie w stan przyspania, zresztą nie tylko mnie, bo nawet itnernet zachowuje się wyjątkowo niemrawo i otwarcie każdej strony trwa dłużej niż trzy ziewnięcia. Może dlatego powinnam rozważyć powrót do stron w wydaniu klasycznym, czyli papierowych. No ale podjecie tej decyzji pociągnęłoby za sobą konieczność następnych wyborów. Ostatnio liczba napoczętych przeze mnie książek gwałtownie rośnie. Na regale kurzy się do polowy wyczytana Nasierowska, która porzuciłam w momencie, gdy zrezygnowała  z fotografii i zachciało jej się wsi spokojnej, wsi wesołej. Może do niej wrócę jak zacznę sadzić pelargonie na lato, nie wiem.

Niczym świeżo nabytego pieska wlokę za sobą po całym mieszkaniu Pasaże Waltera Benjamina. Gdyby nie gabaryty, pewnie brałabym sobie te książkę i do pracy, i do autobusu i do kawiarni. Ale 1160 stron nie wcisnę do żadnej torebki, to pewne. W ogóle z tą książką mam same problemy, bo po pierwsze kupić się jej nigdzie nie da, została wiec cichcem wypożyczona z czytelni i żyję w ciągłym strachu, że otrzymam rozkaz zwrotu. Tymczasem nie jest to typ literatury, którą się czyta jednym tchem. Powiem więcej, nie jest to rodzaj książki, którą w ogóle da się przeczytać „po bożemu”, czyli od pierwszej do ostatniej strony. Ona jest świetna do poczytywania, tak przez kilkanaście minut dziennie, jeszcze lepsza do cytowania. Bo sama w sobie jest właściwie zbiorem myśli i sentencji. Jeśli mi jej przedwcześnie nie wydrze z objęć biblioteka, zarzucę kilka jej fragmentów, poświęcę jej więcej niż jedną notkę, bo na pewno na to zasługuje.

W małych dawkach, takich na jedną kąpiel, czytam wspomnienia Bunuela. Książka została awansowana na lekturę wannową, nie tylko ze względu na właściwy format i wydanie. Powiem szczerze, że pan B. co nieco przynudza i naprawdę nie mam chęci pozostawać w jego towarzystwie dłużej niż pól godziny dziennie, Na szczęście podzielił ją miłosiernie na mnóstwo podrozdzialików, bardzo luźno ze sobą powiązanych. Dzięki temu łatwo jest robić przerwę w lekturze co kilka stron.

Jakby tego było mało, ruszyło mnie sumienie i zabrałam się za realizację wyzwania czytelniczego do którego się zgłosiłam jakieś trzy miesiące temu. Oczywiście zabrałam się za to co budziło mój największy apetyt, czyli nagrodę Bookera. Tym sposobem zaczęłam czytać Oskara i Lucyndę, nagrodzoną w 1988 roku. Coś czułam, że będzie podobna w tonie do Opętania i niewiele się myliłam. To jest książka do czytania godzinami w łóżku, w fotelu, na długie deszczowe wieczory i leniwe niedzielne poranki. A że mamy i niedzielę i deszcz i wieczór, to już wiem w kierunku których stron się zwrócę.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “stronniczo

  1. „…czytam wspomnienia Bunuela. Książka została awansowana na lekturę wannową”

    Awans? A brzmi jak degradacja 🙂

    PS. Podoba mi się ten „słotny” collage.
    Jak również nietypowe potraktowanie (aparatem) książek.
    Zwykle daje się reprodukcję okładki „po Bożemu” 😉

  2. foma; zwłaszcza ten pierwszy domaga się i domaga
    Logos Amicus: tak to z awansami bywa ;). Ciesze się, że takie pokazanie ksiażek nie obraża Twoich uczuc biliofilskich 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s