nie tylko dla pań

  

W górze parasole, ustawione ukośnie, tworzyły jakby dach wiejskiej chaty; poniżej jedwabne pończochy, zawieszone na metalowych prętach, ukazywały profile łydek; jedne z deseniami w kształcie bukiecików róż, inne bez deseni, ale we wszystkich możliwych kolorach. Były wiec czarne ażurowe, czerwone z haftowanymi klinami i cieliste, gładkie jak skóra jasnowłosej kobiety.

Emil Zola „Wszystko dla Pań”, str 7

 

Kiedy tak wrzucam do szafy kolejne partie kolorowych rajstop (wiosny, wiosny!), przypomina mi się następne ebałtowe pytanie. O najdziwniejsze miejsce, w jakim zdarzyło mi się czytać, zapytał pewien Barman. Otrzymał w zamian za nie jedną z najdziwniejszych książek jakie zdarzyło mi się kupic, przeczytał ją dzielnie i choćby z tego powodu należy mu się odpowiedz. Żeby ją przygotować musiałam otworzyć nie tylko drzwi do szafy, ale sporo szuflad mojej pamięci. Wreszcie,w zakurzonym kącie pod tytułem lata osiemdziesiąte udało mi się dostrzec coś (ksiażkę? to ci niespodzianka), co mogłoby tutaj pasowac. Strzepnijmy wiec pył historii z  pewnej okładki i popatrzmy, co się pod nią kryje.  

W głębi ogromny, kosztowny szal z koronki bruges rozpościerał rdzawo-biale skrzydła niby zasłonę nad ołtarzem; otaczały go girlandą falbany i koronki alencon. Nieco dalej pieniły się śnieżną białością fale innych gatunków koronek flandryjskich, walansjenek, aplikacji brukselskich i weneckich. Po obu stronach wystawy spiętrzone w kolumny sztuki ciemnego sukna podkreślały jeszcze te tajemniczą głąb przypominającą wnętrze tabernakulum. W tej kaplicy, wzniesionej na cześc wdzieków kobiecych, umieszczono artykuły konfekcyjne. Wyjątkowej piekności aksamitny płaszcz przybrany srebrnymi lisami zajmował środek wystawy. W bocznych jej skrzydłach wisiała jedwabna rotunda na popielicach oraz płaszcz wełniany obszyty kogucimi piórami. Białe narzutki balowe, ozdobione łabędzim puchem lub szynelką, uzupełniały kolekcję.

str 9

 

Te słowa właśnie towarzyszyły mi, czternasto albo trzynastolatce, tkwiącej w ciasnym pomieszczeniu sklepowym. Ludzie tłoczyli się w znużonej kolejce, sprzedawczynie patrzyły  w sufit, ja, zgodnie z poleceniem rodziców, „zajmowałam miejsce” w ogonku po dobra konieczne, czyli kiełbasy, szynki albo jakieś karkówki bez kości. Sklep bowiem był mięsny i jedyne co miał do zaoferowania, to gałązki więdnącej pietruszki na przykurzonych hakach.  Dyżurne babcie szarzały na początku kolejki, kilku panów święciło łysinami, szeleścił ortalion zimowych kurtek. Zapach wyczekujących ludzi mieszał się z wonią dawno wykupionych wędlin. Nie było to chyba najlepsze miejsce do spędzania ferii zimowych.

  

Mnie to jednak mało obchodziło. Trzymałam nos w książce, i starałam się sobie wyobrazić jaka może być w dotyku koronka chantilly, zastanawiałam się, czy batystowe chusteczki są mglisto przeźroczyste i jak mógł błyszczeć jedwab po 5,50 franków. 

Z sufitu zwieszały się złocone żyrandole, dywany hafty i tkaniny lamowane złotem zdobiły ściany , otaczały jak bajecznie kolorowe chorągwie balustradę schodów; poprzez cały magazyn płynęły zwoje koronek, drgały muśliny, pyszniły się jedwabie, stały w geście apoteozy na wpół odziane manekiny.

str 26

W samym środku działu wystawa letnich jedwabi rozjaśniała halę blaskiem jutrzenki, jak gwiazda wschodząca wśród najdelikatniejszej poświaty: bladoróżowej, jasnożółtej, przejrzysto niebieskiej, wszystkich odcieni szarfy bogini Iris. Były tu fulary zwiewne jak obłoki, jedwabie lżejsze od ulatującego z drzew pyłku kwiatów, błyszczące pekiny, delikatne jak ciało chińskich dziewcząt.

str 28

I tak to Pan Emil obronił moje poczucie estetyki, zgarbione w środku pereleowskiej wersji Campo di Fiori. Dlatego proszę się nie dziwić, że przy pisaniu tej notki jednym okiem oglądam Tribute to Alexander McQueen. Czuję się zobowiązana w maleńkiej choć cząstce w nim uczestniczyć. Bo nauczyłam się cenić ludzi, którzy potrafią otworzyć przede mną światy tak różne od tego, w którym przyszło mi być. 

 

Advertisements

22 uwagi do wpisu “nie tylko dla pań

  1. Nie tylko za to poczucie estetyki (dziekuje Panie Emilu!), ale za blyskotliwosc Twoich Czytanek posylam Ci skromna nagrode Kreativ Blogger Award (szczegoly u mnie). I dziekuje za te wszystkie uwielbiane przeze mnie lekturki!

  2. magamara: O’lala! dziękuję za tyle milych słow i za nagrodę :). Z Twoich rąk to naprawdę wyróznienie!

  3. I jak tu mam nie cenić kogoś, kto „potrafił otworzyć przede mną świat tak różny od tego, w którym przyszło mi być”, czyli tę „kaplicę wzniesioną na cześć wdzieków kobiecych”…
    Ale czy też uzna się mnie dzielnym, jak Barmana – że przebrnąłem przez te zwały gęste, jedwabne, muślinowe, girlandy falbankowe prêt-à-porter ? 😉 ,no i przez tego manekina, co stał „w geście apoteozy na wpół odziany”?

    A poważnie:
    – Choć Bjork nie jest bohaterka mojego muzycznego romansu, to tu wysłuchałem jej z ciekawością
    – wybacz, ale wszystkich clipów z rewią mody nie obejrzałem 😉
    – Zola prezentuje tu językowe mistrzostwo. Nie wiedziałem, że taki z niego fetyszysta 🙂

  4. Logos Amicus: prawda? Aż sie widzi jak imc Zola z najeżonym wąsem i przymglonym okiem nuża sie w tych koronkach i falbankach;). Inna rzecz, ze w tych czasach kształt kobiecej łydki w miejscu publicznym można było zobaczyc chyba tylko na reklamie pończoch. A ten „gest apoteozy” to bardzo jestem ciekawa czy ofiarował manekinom sam autor, czy tlumacz;). Jesli chodzi natomiast o odznaczenie za wytrwalosc czytelnicza, to wierz mi, ze przedarcie sie przez zdania pelne koronkowych splotów było niczym w porównaniu do tekstu przez ktory przebrnał Barman. Powiem tylko, że z poczuciem estetyki nie miał on absolutnie nic wspólnego ;).
    zaulekksiazki; dzieki 😉

  5. Wiesz, buksy? Ruszyło mnie sumienie i obejrzałem jednak wszystkie te clipy. No i warto było: piękne kobiety, piękna muzyka (o, nawet usłyszałem Komedę, a właściwie Mię Farrow… czy to ona też stękała? 🙂 )… a nawet niektóre z tych fatałaszków były ładne
    Choć, kiedy myślę o prêt-à-porter, to skłaniam się do wymowy filmu Altmana.

    PS. „… w tych czasach kształt kobiecej łydki w miejscu publicznym można było zobaczyc chyba tylko na reklamie pończoch.”
    No, chyba że to był publiczny… dom 🙂

  6. logos amicus: poprawki naniesione. Clipy to nie zwykle obnoszenie ciuchów, wlasnie dlatego ze McQueen zrobił cos o wiele wiecej, nalezy mu sie podziw. A jesli chodzi o clip z lullaby Komedy, to chyba jednak nie wytrwałes do konca, bo wlasnie na samej koncowce jest pokazany autor stękania. Altman na pewno mial troche racji (kolejny film do powtórki!), ale z drugiej strony daleko mi do pogardy w stosunku do ubran i mody. Jesli widziałes film Ksiezna (nie najlepszy moze, a obsada głownej roli to juz moim zdaniem kompletna pomyłka) to jest tam wypowiadana pewna kwestia, ktora utkwila mi w pamieci. Otoz wystrojona ze wszech miar głowna bohaterka tłumaczy że: „mężczyzni zawsze mieli tyle możliwości ekspresji siebie, przez polityke, naukę, sztuke, kobietom natomiast przez wieki pozstawiono tylko te jedna mozliwosc pokazania wlasnego „Ja”: przez strój”. (Co oczywiscie nie oznacza ze mezczyzni powinni byc pozbawieni tej mozliwości, moim zdaniem powinni nawet czesciej z niej korzystac ;))

  7. myślę, że przecenia się moją dzielność ;] „Kraina traw” miała swoją gęstość, swój specyficzny smak, ale nie ciągnęła za kostkę w koronkowe torfowisko. a Zola potrafi przytrzymać muślinem

  8. Wytrwałem! Ale dalej nie wiem, kto stękał… byk czy torreador? 😉

    PS. Mnie też daleko do pogardy do ubrań, a nawet mody. Cieszę się jak mam co na grzbiet włożyć 🙂

  9. Foma: koronkowe torfowisko powiadasz? hmm, własnie wyobrazilam sobie jak przy wysiadaniu z autobusu zamiast w zaspe wpadam w stertę haftow richelieu. I jest to wizja o wiele bardziej kusząca niż zimna rzeczywistosc 😉
    Logos Amicus: wydaje mi sie ze stęka ranny zwierz. Mnie uderza obsesja śmierci w tym klipie (złocony szkielet na początku!), jakby zapowiedz tego, co sie zdarzyło.
    kasia: tez właśnie zauważyłam, że warto byłoby wrocic do tej ksiazki.

  10. Doprawdy, moim zdaniem, odgłosów jakie wydaje zdychający byk to nie przypomina.

    Czy aby na pewno nie jest to ścieżka dźwiękowa z „Rosemary’s Baby” – a konkretnie którejś ze scen erotycznych tego filmu?

  11. logos amicus: Lullaby Komedy jest na pewno z Rosemary’s baby, ale nie znam kazdego odgłosu z tego filmu na tyle, zeby zaprzeczyc lub przytaknąc Twojej teorii 😉

  12. Myli sie kazdy, kto w modzie widzi tylko ubrania, materialy, guziki, suwaki, czyli tylko wierzcholek gory lodowej, jaka jest ta jedna z najbardziej fascynujacych sztuk, stworzonych przez czlowieka. Zeby zajrzec pod przykrywke trzeba byc interesujacym czlowiekiem, a ja bardzo cenie wszystkich projektantow nie tylko za ich fantazje i odwage w kreowaniu swiatow, ale TAKZE za ich intelekt. Bo to nie byle co przelozyc filozofie, malarstwo, literature i muzyke w fantazyjnie skonstruowane kompozycje materialow i dodatkow. I najbardziej szanuje nie tych designerow, ktorzy tworza ubrania do noszenia na co dzien dla przecietnie odwaznej osoby, ale tych, ktorych ubrania sa dzielami sztuki: McQuena, Victora & Rolfa, mistrzow japonskich i holenderskich.
    A na Zoli chyba wzorowal sie Chwin piszac „Esther”…

  13. buksy: no więc dajmy spokój tym odgłosom 🙂

    Chihiro: pięknie piszesz o projektantach mody, ja także jestem niekiedy pod wrażeniem tego co tworzą, zgadzam się również, że nazwać to można sztuką, lecz… jeśli chodzi o moje (powszednie) oczekiwania wobec ubrań, jakie noszę, (zarówno na codzień, jak i „od święta”) to wolę jednak ich walor utylitarny, niż artystyczny (co nie oznacza, że nie jest dla mnie ważna ich estetyka). Innymi slowy: wolę nosić na sobie ubranie a nie dzieło sztuki 😉

  14. chihiro: no wlasnie nigdy nie zrozumiem dlaczego mode tak czesto stawia sie w opozycji do intelektu. No chyba, że ktos za synonim mody uznaje wytipsowane panny z pepkiem na wierzchu. Ale to już przeciez tylko zly gust. A Chwina nie czytalam, wiec ciezko mi sie wypowiedziec na ten temat.
    logos Amicus: popieram te decyzje ;). A jesli chodzi o ideał ubrania, to byloby to super wygodne do noszenia dzieło sztuki, ehhh.

  15. Buksy, prawda. Moda to nie jedynie trendy, albo to, co nosi ulica – a raczej zupelnie nie to. To caly styl, do ktorego dopasowujemy siebie, albo dopasowujemy ubranie do stylu. I po tym, co wybieramy, by nalozyc na grzbiet, mozna poznac, jakimi jestesmy osobami: zachowawczymi czy spontanicznymi, beztroskimi czy praktycznymi.
    Logosie, ja nosze i dziela sztuki i zwykle, wygodne dzinsy i tenisowki, ktore trudno nazwac dzielami sztuki (chyba, ze sztuka jest tez stworzyc cos nieziemsko wrecz wygodnego :)). Ale dziela sztuki tez potrafia byc i piekne, i swiadczyc o inteligencji autora i do tego byc wygodne. Tyle, ze trzeba poswiecic nieco wysilku w znalezienie ich (szczegolnie jesli nie chcemy wydawac na nie wiecej niz nasz budzet pozwala).

  16. zosik: to nie ma na co czekac . No chyba że na długie leniwe dni, bo to długa i powolna ksiażka 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s