Dzień: 24 stycznia 2010

iiiiiiiiiiiii

Prawdę mówiąc, tytuł notki wystarczyłby za cały opis tej książki. Bo po skończeniu ostatniego kryminału Grimes, tylko taki dźwięk byłam w stanie z siebie wydobyć. I cóż, że czytałam przy pogodzie totalnie konwergentnej z akcją powieści. I cóż , że występuje tu grimesowa trójca, czyli Jury, Melrose i Ciocia Agatha. Nie pomógł nawet gotycki początek i wyleniały kot. Zatłoczony pub ze żłóbkiem i dziwaczną siedmiolatką też nie. Nieco otuchy wlał w moje czytanie wieczór w zacnym towarzystwie, które skupiło się w starym dworze dla uczczenia Świąt Bożego Narodzenia. Szybko jednak zebrani tam przedstawiciele elity zaczęli nudzić siebie nawzajem i mnie, czytelniczkę.

Nie wiem, czy po prostu przy czwartej już części serii z Jurym zobaczyłam wzór matrycy od której są odbijane kolejne przygody detektywa, czy też pani Grimes cierpiała w momencie jej pisania na niedowład twórczy, ale jakoś tym razem byłam daleka od zachwytu. Moje niezadowolenie pogłębił fakt, że mniej więcej w połowie książki zaczęłam, początkowo z niedowierzaniem, domyślać się rozwiązania zagadki. Jak się okazało, bardzo trafnie. Ale jeszcze przebolałabym brak niespodzianki. Jak i również to, że cała historia okazała się wariacją na temat „ Księcia i żebraka”. Natomiast nie mogę wybaczyć autorce bardzo amerykańskiego zachłyśnięcia sportową rywalizacją, które rozsiała po książce szczodrym gestem farmerskiej córki. No ale w koncu nie jej wina, że amerykanskiego ducha ma w swoim ciele i, jak sie okazało, piórze. 

Należałoby sobie może tylko wniosek wysnuć i zapamiętać, że choćby się ktoś nie wiem jak starał, kamuflował i dyscyplinował, i tak w  końcu wychynie z niego to „coś”,  co w nim, gdzies tam głęboko, ale jednak,  siedzi. Czy będzie to czwarta książka, czy 157 notka na blogu. I w razie zawodu winić nie autora, tylko siebie – za brak spostrzegawczości.

mowa o:

Reklamy