rybka zwana Rufino

W lokalu siedziało kilku klientów, bez wątpienia stałych bywalców, którzy stawiali czoło nudzie niedzielnego popołudnia, popijając rum z kubków na kompot, przez co musieli mocno się odchylać, żeby dopić do dna, a barman puszczał na swoim magnetofonie cos w rodzaju przeglądu boler dla pijących za dnia : Vincentico Valdes, Vallejo, Tejedor i Luis, Contreras, którzy snuli długa opowieść o miłosnych zawodach i tragediach bardziej pasujących do rumu niż do piwa czy coca-coli.

 Leonardo Padura „Gorączka w Hawanie”, Strona 122

 Zaraz po otwarciu tej książki wpadłam do dusznego pokoju, pełnego papierosowego dymu i walających się po podłodze części garderoby. Na rozbebeszonym łóżku pochrapywał jakiś facet. Stoicko spoglądała na to wszystko sunąca za szyba akwarium ryba. Nagle zadzwonił telefon, facet jęknął, i zaczęła się akcja, albo inaczej mówiąc wątek kryminalny. I wtedy już było w dół, w dół, nie króliczej nory, tylko nastroju bohatera. (Cała historia  detektywistyczna też okazała się dołem, a właściwie obsuwą). Przyznaję, że dobrze czytało mi się o niedolach i upadkach niejakiego Conde , milicjanta z rozpaczy i trochę z powołania. Obyczajowe obrazki z życia Hawany to na pewno mocna strona tej książki i nawet to, że jej mieszkańcy tytułują się per Towarzyszu nie jest w stanie zepsuć wrażenia realności odmalowanego obrazu. Ba, może nawet tę realność pogłębia?

Dalej z pielęgnowaniem zachwytu było gorzej. Po części dlatego, że jak tradycyjne rodzynki w ciasto, powtykane w treść zostały sztampowe opowiastki o pierwszej miłości, prawdziwej męskiej przyjaźni i sukcesach w grze w bejsbola. Jednym słowem dostałam pełny zestaw pod tytułem co każdy mężczyzna zaliczyć powinien. Jednak zaliczał to już tyle razy jako bohater innych książek, że tym razem jedynie mnie znudził swoimi wyczynami człowieka z testosteronu.

Jeszcze mniej dobrego mogę powiedzieć o samej zagadce kryminalnej. Która po pierwsze od początku na zagadkę wcale nie wygląda, po drugie okazuje się banalna i do mocnego ziewu przewidywalna. Dlatego zamykając tę książkę, nie mogłam się nadziwić, dlaczego autor zrobił z niej kryminał? Czy nie lepiej było skoncentrować się na historii miłosno-obyczajowej i tu dodać nieco treści? 

mowa o:

 

Advertisements

15 uwag do wpisu “rybka zwana Rufino

  1. Pewnie dlatego, że nagłówek „kryminał kubański” na okładce wygląda lepiej niż „kubańska historia miłosno-obyczajowa”.

  2. Foma: No tak, hasło kubański smęt i tytuł „Hemingway juz tutaj nie mieszka” na pewno brzmiałyby gorzej 😉

  3. Obie ostatnio mamy pecha do tzw. kryminałów. Na szczęście właśnie leży przede mną pachnący jeszcze drukarnią „Chińczyk” Mankella.

  4. Dormeza: szczerze mówiąc to w ogóle nie jestem miłośniczka gatunku, ale nie gardzę i czasem sięgam. Bywa ze trafie bardzo dobrze-jak w przypadku Grimes, a bywa ze tak sobie, jak w przypadku Padury. Zreszta zastanawiam sie, czy wogole jego ksiazka ma pełne prawo do bycia nazywana „kryminałem” bo intrygi albo i zagadki za bardzo tam zwietrzyc nie mogłam.

  5. foma: intryga raczej wygląda na zywego trupa. A jesli wziac pod uwage temperature lata w Hawanie…. Cóż, to nie może pachniec orzezwiajaco.

  6. U mnie to miłość na nowo odkryta. W dzieciństwie zaczytywałam się w przygodach niejakiego Sherlocka H. Lubię chyba dlatego, że to jeden z nielicznych gatunków, w których tak dużą rolę odgrywa logika. A przynajmniej powinna.

  7. dormeza: Odkad zaliczyłam logike jako przedmiot obowiazkowy na studiach, z przyjemnością obserwuję jak jest zastepowana w dziełach literackich metaforą ;).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s