snuj

Ostatnio uprawiam księgarniany window shopping. Choć bardziej prawidłowa nazwa powinna brzmieć shelf peeping.  Po ludzku mówiąc, po prostu łażę pomiędzy regałami i grzebię, z utęsknieniem myśląc o kolejnej wypłacie. Teraz, w połowie miesiąca mogę tylko obwąchiwać poczytywać i domysły snuć, na temat jakości przeglądanych lektur. Oczywiście pierwsza kusicielka to Hakawati, której lazur mnie olśniewa w burości jesiennej. Złociste esy floresy wiją się na okładce jak wąż kuszący Ewę w raju, nawet podejść się boję, bo jak otworzę, zacznę akapit tu albo tam, to pewnie już z rak nie wypuszczę. Opieram się wiec dzielnie, tylko kątem okiem notując pojawienie się tej nowej Waters. Którą na szczęście Magamara zjechała nieco, wiec się nie daję nawet żółtej banderoli z napisem Booker zwieść. Idę dalej, w kierunku faktu, bo jakoś książki pozbawione fikcji zawsze mniej mnie pociągają, no chyba, że opisana w nich rzeczywistość przekracza granice najwspanialszych zmyśleń. Patrzę, a tam te dwie Julie stoją, co to właśnie film o nich widziałam. Bez entuzjazmu zresztą, bo w końcu oglądanie przez dwie godziny osób, których centrum życia stanowi patelnia, unudzi nawet i entuzjastów gotowania, których pewnie na sali kinowej nie brakowało. Już wolałabym chyba obejrzeć trzygodzinny blok programów Jamiego Oliwiera, może bym się przynajmniej czegoś nauczyła. Główna refleksja zresztą jaka mnie ogarnęła po obejrzeniu tego filmu, to, że niestety nikt do tej pory nie wpadł na pomysł entuzjastycznego programu TV dla laików o umiejętności czytania książek. A mnie się marzy taki program nie kulinarny, a bukinarny, która pokazuje jak czytać. W końcu czytać jest chyba łatwiej niż gotować? I z reguły przyjemniej? Mniejszy bałagan, mniejszy wysiłek, że o gabarytach nie wspomnę. Nie gotuj, a czytaj, będziesz zgrabniejsza, czy nie byłoby to chwytliwe hasło? Hm, może i nie.

Po tych jałowych rozważaniach ruszam bardziej w fikcję, gdzie znajduję coś, czego nie powinnam znaleźć w tej sekcji. Ale ta przewrotność jak najbardziej pasuje do tytułu. Oto trzymam w rękach Książki Najgorsze Barańczaka. Otwieram, a tam szmira za szmirą, w atrakcyjnie zgryźliwy sposób omówiona. No proszę, widać najlepszym tez się zdarza na chałę trafić, myślę ucieszona, zwłaszcza, że tuż przy boku rozlewa mi się na półkach pewna seria o domu, która stała się serialem. Może zresztą to byłby jakiś wyznacznik? Jakości lektur? Czytaj to, czego nie sfilmowano? Ostatnio?

Advertisements

8 uwag do wpisu “snuj

  1. W „Pięknej złośnicy” (4 godziny) Emanuelle Beart przez pół filmy pozuje nago (no powiedzmy, że nago) malarzowi. Ani chwili nudy! Jacek Szczerba (chyba on bo w GW) recenzując ten film stwierdził, że gdyby EB przez 3 godziny jedynie czesała włosy nie miałby wrażenia żadnej dłużyzny. Ja też 😉

    A dobre gotowanie jest lepsze niż średnia książka. Czy dobra książka jest lepsza od dobrego gotowania, to trzeba by w jakimś eksperymencie zbadać…

  2. foma: naga Beart jak mniemam rózni sie bardzo od gołej patelni ;). No i nie mylmy dobrego gotowania z dobrym jedzeniem. Co do tego ostatniego jestem jak najbardziej za, bez wzgledu na jakośc lektur towarzyszacych bądz porównywanych. Konsumpcja wszak zajmuje znacznie mniej czasu niz przygotowanie posiłku. No i mogą jej towarzyszyc doznania intelektualne (przy jedzeniu można czytac ;)), o ktore raczej przy mieszaniu w garnku trudno. A tak na marginesie strasznie mnie kusi, żeby kiedys pociagnac watek o daniach pasujacych do konkretnych tytułów. Nie tak dawno zresztą wspominalismy coś o tym ;).

  3. Oczywiście, że gotowanie to co innego niż jedzenie. Gotowanie to kreacja, poszukiwanie, przekraczanie granic przepisów, wchodzenie w nieznane i stawianie tam własnych obelisków. A jedzenie – zwykła konsumpcja; przyjemna, ale nic ponad 😉

  4. foma: Gotowanie to bałagan, niepewnosc i zniszczone rece. A jedzenie to podróz w krainy smaków i zapachow, gdzie nóż sterem, a widelec kierunkowskazem ;).

  5. Nie gotuj, a czytaj, będziesz zgrabniejsza – BTW, hasło świetne :).
    Ale podpisuję się obiema rękami pod opinią fomy: dobre gotowanie jest lepsze niz średnia książka :).

  6. foma: Wycieczka z profesjonalnym przewodnikiem moze byc wspaniala. A do wszystkiego co pionierskie mam uraz jeszcze z czasów szkolnych ;).
    3okno: hmm, zauwaz jak sprytnie uniknełam hasła „nie jedz” ;). a wszystko co dobre jest lepsze od sredniej ksiazki. Chyba?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s