impas

Wiedziałam, że tak będzie! Po przeczytaniu książki- siódmego cudu świata, wszystko wydaje się nijakie.

Sięgam po „Jeśli zimowa nocą podróżny”, a tam autor zamęcza mnie uświadamianiem mi moich czytelniczych doznań. Okej, wiem że jestem czytelnikiem,  nie bohaterką trzymanej w rękach książki. I nie muszę co pięć minut mieć wzmianek o tym, że teraz to jestem zdziwiona czy też znudzona. Wkurzona drogi panie jestem! Zawsze drażni mnie niesłychanie takie krążenie wokół tematu, z rozwlekłymi zapowiedziami na temat tego co ma być oraz komentarzami na temat tego, co było. Mistrzem takiej formy jest Swift, o , do dziś pamiętam męki towarzyszące lekturze Guliwera. Dlatego Calvino został porzucony i przeszłam do Mariasa. Dosyć wolnym krokiem, bo pierwsza strona książki zawiera opis  samobójstwa. Przed snem czytać nie mogłam. Poczekałam na odpowiednie popołudnie i zaczęłam czytać o świeżo upieczonej mężatce, która podczas rodzinnego obiadu wychodzi do łazienki żeby strzałem w serce odebrać sobie życie. Dlaczego? Autor stara się dociec przyczyn tego kroku, przy okazji studiując niedole własnego stanu małżeńskiego, w który właśnie wszedł. No i tym zrobił sobie u mnie krechę, bo nie znam faceta, który by nie narzekał na straszliwy stan zniewolenia i marazmu w jaki popada po założeniu obrączki. Pozostawiłam wiec narratora jego cierpieniom, i sięgnęłam po następna lekturę. Charles, pomyślałam sobie, jest konkretny i nie lubi pracować, mamy wiec przynajmniej dwie cechy wspólne i może jakoś dojdziemy do porozumienia. No i film na podstawie ksiazki był całkiem niezły, z muzyką niesamowicie oddajacą pijacką smutę. Jednak i tym razem pudło. Pan Chinasky bowiem prowadzi cholernie jednostajne życie, w którym spontaniczność jest pozorną grą, maskującą powtarzalność przyjętego wzoru. Co drugi rozdział Charles wylatuje z roboty, upija się i dobiera do jakiejś kobitki. Spojrzałam szybko na koniec, okazało się, że rozdziałów jest 87, czyli czekało mnie ponad czterdzieści migawek z tym samym obrazkiem. Mając w perspektywie pogrążanie się w opisach brudnych kufli piwa i zszarganych życiem meneli, z westchnieniem odłożyłam książkę. I poświęciłam się na dobre mojej do tej pory wannowej lekturze Białoszewskiego. W „Chamowie” też są powtórki, ale wielokrotne czytanie opisów chmur kłębiastych, pierzastych, wschodów i zachodów słońca oraz traw porastających Saską Kępę jest zdecydowanie bliższe mojemu poczuciu estetyki. O czym będzie zupełnie osobna notka.

Advertisements

12 uwag do wpisu “impas

  1. Izzo serwuje coraz to inny alkohol z coraz to innego szkła. Ale przy okazji przez trzy książki mierzy się ze złem tego świata. warto.

  2. foma: jest nawet w mojej bibliotece. Pojde pewnie w tym tygodniu, wiec sie przekonam do czego mnie namawiasz 😉

  3. buksy, do złego, jak zawsze 😉 nie jest to bezbolesna literatura, trochę trudno się przebić na początek, ale potem…

  4. A bierz głowę, jakby co, co mi tam, mało mam? Którą z dziewięciu wybierasz? 😉 Chociaż to chyba siedem głów powinno być…

  5. Ciesze sie,z e tak piszesz o Chamowie – przymierzam sie do jej zakupienia na aukcji 🙂

    Calvino… hm… mnie sie podobaly „Niewidzialne miasta”, dostrzeglam urok malej i zwiezlej formy, ktora potrafi budowac ciekawe obrazy. Probowalam przeczytac w oryginale, ale po tym, jak przeczytanie jednej malusienkiej stroniczki zajmowalo mi dwa dni porzucialam… „Jesli nocna pora…” nie czytalam. Pamietam tylko totalny zachwyt babki od teorii literatury, ktora nie mogla przestac chwalic tej ksiazki. Coz, mnie specjalnie nie zachecila.

    A jezeli chodzi o Mariasa, to potrafie sobie te jego cierpienia doskonale wyobrazic. jak nie byl zonaty tez cierpial, tym razem w Oksfordzie w „All Souls”. Mialam mieszane uczucia.

  6. foma: i będzie z głowy 😉
    magamara: „Chamowo” to taka przyjazna ksiazka, wyrozumiala powiedziałabym. Mozesz od niej odejsc, zdradzic z inna, czytac na chybil-trafil albo zupelnie wspak, a ona i tak uraczy Cie dobrym slowem i miłym spojrzeniem na zycie. Calvino zwięzły? Serio??? Bo W Jeśli Zimowa Nocą wydał mi sie własnie straszliwie rozlazly, dygresyjny do znudzenia. Może i jest w tym wielka sztuka, ale jesli, to z gatunku tej, ktora do mnie nie trafia. Marias natomiast we Wszystkich Duszach całkiem mi sie podobał, chyba dzieki watłemu, ale jednak, poczuciu humoru. Natomiast w Sercu jest zbyt mazgajowaty na mój gust.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s