hurrey, the end of holiday.

Jak się cieszę z końca wakacji! Wreszcie zakończy się papka filmowa w kinach, biblioteki  będą otwarte nawet po 16, a do telewizyjnej ramówki powróci Czytelnia. Na dodatek z małego ekranu po raz kolejny powiewa Bergmanem, co mnie szalenie podnieca, i wizualnie i intelektualnie. Najpierw początkiem tygodnia miałam okazję obejrzeć „Wnętrza” Allen’a. Oglądane strasznie dawno, wspominałam jako ponurość zupełnie pozbawioną allenowskiego poczucia humoru. Ponurość to i owszem jest, ale jaka wysmakowana! Przygaszone zdjęcia, wszystko w kolorach beżu i zamglonego wybrzeża. Przejmujące dialogi, wymuskane tytułowe wnętrza, świetne kostiumy. Do tego moja ulubiona Diane Keaton na skraju załamania nerwowego, jak każdy zresztą w tym filmie.

I kiedy ten film tak sobie przetrawiałam przez resztę tygodnia, puszczałam klatka po klatce w pamięci, to zaczęłam go w końcu widzieć jako metaforę  reżyserskiej drogi Allena. Otóż występuje tam tragiczna postać, perfekcjonistyczna, zimna i przewrażliwiona matka trzech dorosłych córek, którą porzuca mąż, pod pretekstem konieczności chwilowego odpoczynku. Okazuje się, że wkrótce znajduje sobie żywotną i dobroduszną  kochankę i ma się zamiar z nią ożenić. Pearl, bo takie imię nosi jego nowa wybranka, jest kwintesencją prostolinijności i radości życia, nie zagłębia się w rozmyślania na temat estetyki, poetyki i uczuć wyższych, za to świetnie gotuje i nosi zabójczo kolorowe kiecki, w amerykańsko-papuzim stylu. Nie pasuje do tego towarzystwa ani osobowością, ani wyglądem,  ale to jej dostaje się wygrana, podczas gdy wysublimowana i neurotyczna Eve odchodzi porzucona przez całą rodzinę.

Przez opowiedzenie się za rozszczebiotaną Pearl i uśmiercenie zimnej i bergmanowskiej Eve Allen mówi jednoznacznie o swoim przejściu na jasną i prostą drogę pragmatycznej komedii amerykańskiej. Przedtem jednak daje upust swojej miłości do Bergmana wręcz kalkując niektóre ze scen z jego filmów. Najmłodsza z sióstr rozmawia z widmem swojej matki w scenie naśladującej do złudzenia fragmenty pokazujące spotkania Liv Ulman ze zjawami z przeszłości w „Twarzą w twarz”. Eve zaczyna przejawiać zainteresowanie religią, tak charakterystyczne dla wielu z bohaterów Ingmara. A końcowe ujecie filmu to niezaprzeczalnie wielki pokłon w stronę „Persony”. A może i mrugniecie okiem w kierunku widza, sygnalizujące, że tak całkiem z Bergmanem Woody się jeszcze nie żegna.

Oglądając z kolei „Gdzie rosną poziomki”, kilka dni temu nadawane w TVP Kultura, mogłam przekonać się, że i ten film widział Woody i próbował zaadaptować niektóre z niego pomysły. Jak choćby scena z wejściem do pokoju, gdzie bohater obserwuje rodzinny obiad sprzed lat. Czy przypadkiem nie to samo widział Woodie w „Hannie i jej siostrach”? Wiem, że to co tu wypisuje u niektórych może wzbudzić uśmiech pobłażania i pogardliwe prychniecie, że Ameryki to nie odkrywam. Dla mnie jednak, osoby o filmoznawczej ignorancji mieszczącej się w górnej części tabeli niewiedzy, to fascynujące śledztwo. Które zresztą będę miała szansę kontynuować, Oto bowiem GW ma zamiar dodawać, od 18 września począwszy, filmy Allena do swoich piątkowych wydań. No i ciągle czeka na mnie zupełnie niezła lektura rozmów z Allenem. Dotyczą one co prawda bardziej jego kuchni filmowej niż głęboko filozoficznych rozważań na temat interpretacji jego dzieł. Ale przecież opary kulinarne czasem bardzo przypominają kształtem i ulotnością ducha, i tego mam zamiar się trzymać, jak czytający kartki. 

mowa o:

 

 

Reklamy

17 uwag do wpisu “hurrey, the end of holiday.

  1. lilithin: I jak Ci sie podobało? Bo moim zdaniem to nie jest Woody w najlepszej formie. A filmy maja byc przy Gazecie piatkowej, nie sobotniej. Na wszelki wypadek poprawiłam w notce, zeby nie było niejasnosci 😉

  2. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. A tak to odnoszę wrażenie, że ten film mógł kręcić ktokolwiek inny. Nie jestem specjalistką, ale chyba mało ‚allenowski’ był ten film 😉 Oglądało się przyjemnie, choć zakończenie mnie trochę zdziwiło.

  3. Lilithin: o tak, w tym filmie mala jest zawartosc Allena. Gdyby nie zwariowana postac kreowana przez Penelope, byłby to przynudny gniot.

  4. Ja też za filmoznawcę się nie mam, ale Vicky Cristina Barcelona nie odebrałem ani jako filmu słabego, ani mało-allenowskiego. „Gdyby nie postać kreowana przez Penelope..” – hm, gdyby nie jej postać, nie byłoby pewnie i całego filmu, była to najbardziej wyrazista kreacja, ale z drugiej strony, Vicky (tylko pozornie mało wyrazista) oraz Cristina (rzeczywiście, nie mogłem się do niej przekonać) stosunkowo dobrze wypełniały przestrzeń bez Marii Eleny. To, że film był inny, to chyba plus, gdyż wielu zarzuca Allenowi tworzenie jednego/dwóch lub trzech filmów w kółko – mi to zupełnie nie przeszkadza, a zmiana scenerii dodaje rześkości (oby nie za często – Nowy Jork to Nowy Jork). A właściwie – czy rzeczywiście był inny? Może brakło typowo męskiego allenowskiego bohatera (jego rolę nieco przejęła Maria Elena), ale kwestie wyboru/doboru/wątpliwości i komplikacji pozostały. Przyznaję, niezbyt często wracam myślami do VCB, a spośród ostatnich filmów to jedyny, który jak na razie widziałem tylko raz, ale wciąż uważam, że jest to film dobry.

    A poza tym, dzięki za b. fajny wpis, mimo iż nie cieszę się na koniec wakacji i nie mam telewizora:)

  5. Muszę przyznać, że nie oglądałam tego filmu Allena, prędko nadrobię zaległości. Natomiast na Bergamana muszę zapolować na Kulturze! Ja również zawsze wyczekuje końca wakacji i pojawienia się interesujących pozycji w programie telewizyjnym!

  6. det-gittes: Dzięki za komplement;). A z Allenowskich filmow najbardziej lubie te, w ktorych gra sam Woody. Lubie tez te bardziej „powazne”. Taki Matchpoint to klasa sama w sobie, choc tez mało tam tego typowego Woodiego, czyli takiego jaki znany jest z Manhattanu, czy Annie Hall. natomiast naprawde nie rozumiem o co bylo takie wielkie „halo” z Vicky Cristina Barcelona. To mily, gladki film, ktory przecina jak błyskawica rola Cruz. Tymczasem poglebienie postaci Vicky daloby temu filmowi znacznie wiecej. Poza tym mam dosyc wmawiania mi ze Johansson jest symbolem seksu a Javier przystojnym facetem. Ale najbardziej w tym filmie wkurzał mnie narrator, tłumaczacy akcje jakby miał szanse tylko na widownie z jednocyfrowym IQ. Coz, nie był to najgorszy film Allena jaki widziałam (jak na przykład beznadziejna klatwa skorpiona), ale na pewno nie zaliczę go do moich ulubionych.
    kemotalamot: dzięki jakims tajemniczym siłom Bergman zawsze pojawia sie w KUluturze o tej wlasnie porze roku, za co im chwała. A Wnetrza szczerze polecam, zwłaszcza gdy cenisz Bergmana.

  7. Ha, a więc teraz wyraźnie widać, że jestem zdecydowanie mniej bezkrytyczny, jeśli chodzi o filmy Allena, niż Ty. Klątwa skorpiona była, moim zdaniem, całkiem śmieszna, natomiast z całą pewnością nie była jedną z jego „egzystencjalnych” komedii (choć o ile dobrze sobie przypominam, poruszała kwestie hipnozy – a to stały element filmów Allena). Matchpoint powiedziałbym, że był wyjątkowo Allenowski, bo miałem nieodparte wrażenie, że patrzę na kolejną odsłonę wcześniejszego Zbrodnie i wykroczenia, choć znowu – Dostojewski zawsze był obecny u WA. Nie widziałem natomiast Wnętrz, ale czekają w kolejce, i może wkrótce uda się to nadrobić. Na koniec nieco negatywnie, za co z góry przepraszam, ale niemalże identyczna kolekcja filmów (jedno DVD mniej) jest do kupienia na niemieckim amazonie za 77euro, zatem cena GW – 524zł przy jednokrotnym zamówieniu, i 70 parę złotych więcej przy cotygodniowym kupowaniu – wydaje się ceną zdecydowanie wysoką (dobrze, przyznaję, iż jednostkowe ceny filmów sytuują się na poziomie 26zł przy jednorazowym wysupłaniu całej kwoty, ale skoro za granicą można o tyle taniej?). Sam nie przepadam za tymi wydaniami książkowo-płytowymi.

  8. Det-gittes: taki ze mnie typ, krytycznie nastawiony do prawie wszystkiego ;). W klątwie bylo dla mnie za duzo gagów, z podobnego powodu nie bardzo podobał mi sie Scoop. Jakos mocniej do mnie przemawia żart slowny , ktorego na szczescie u Allena nie brakuje. Jesli chodzi o filmy to chyba nie bede kupowala wszystkiego, tylko czesc. Na pewno skuszę sie na Melinde Melinde, ktora jest stosunkowo mało znanym filmem Allena. Słabo pamietam tez wrzesien. No i koniecznie kanon, czyli Manhattan, Hanna i jej siostry oraz Annie Hall. Natomiast Zeliga i Purpurowa róze z kairu chyba sobie daruje. jednego tytułu nie kojarze zupelnie, jest to „inna kobieta”. Czy to kiedykolwiek bylo u nas w kinie lub telewizji?
    A zbrodnie i wykroczenia faktycznie bardzo podobne do matchpointu, wymowa identyczna niemalze, chociaz w tym pierwszym filmie Allen chyba bardziej filozofuje.

  9. Jeśli podobaly Ci się „Wnętrza” i „Wrzesień”, to polecam „Inną kobietę” – kiedyś pisałam o tym filmie u siebie, w rolach głównych gra Gena Rowlands i Gene Hackman – tylko uprzedzam, że można się zdołować, więc nie radziłabym oglądać tego filmu w gorszym okresie życiowym 😉
    Ja jestem nieuleczalną allenomaniaczką, Bergmana też uwielbiam i choć widziałam chyba już wszystkie filmy, to chętnie je sobie przypomnę – za to lubię Kulturę! dzięki za info i pozdrawiam 🙂

  10. Peek-a-boo: ja tez wole te filmy Allena, w ktorych on sam gra, dlatego specjalnie na Vicky sie nie spieszylam. Zreszta reklamowka w kinie skutecznie mnie zniechecila.

    Jesien z Allenem? Wiesz, to bardzo dobry pomysl i tez mam na taki sezon ochote 🙂

  11. jeanne – o to sobie muszę ten film u Ciebie wyszperac. A ze dolujacy to mi nic a nic nie przeszkadza, czasem nalezy sie troche dosmucic, a zimowa pora do tego najlepsza ;).
    magamara: Nie masz czego specjalnie zalowac. Ale zdaje sie ze jest juz nastepny film Allena, w ktorym wraca do jednego ze stale uzywanych watkow: milosci mlodej dziewczyny i starszego intelektualisty. Widziałas moze? A z Allenem kazda pora roku jest przyjemniejsza ;).

  12. A slyszalas te angedotke, ze gdy Allen spotkal sie z Bergmanem – poszedl do Bergmana na kolacje, zdaje sie – obaj milczeli przez caly wieczor? Nie odezwali sie w ogole do siebie, Allen byl oniesmielony, Bergman chyba takze, i tak sie wpatrywali w siebie przez caly czas. Niesamowite spotkanie!
    Ja tam lubie i Allena (i wcale nie uwazam, zeby krecil w kolko ten sam film, i wcale tez nie cenie najbardziej jego starych filmow, taki „Match Point” uwazam za najlepszy), no a Bergman to moj mistrz.

  13. chihiro: cos mi sie obiło o uszy, ta opowiesc o milczacym spotkaniu dwóch sław, tylko nie pamietalam, ze dotyczylo to wlasnie tych dwóch panów. Ostatnio miałam wielka przyjemnosc ogladac po raz kolejny Manhattan, dialogi sa tam po prostu genialne! „Nowszego” Allena tez lubie, zwłaszcza wspomniany przez Ciebie Matchpoint, czy Anything Else (bardzo załuje, że Woody nie zdecydowal sie na częstsza współprace z Ricci, woałabym ja o wiele bardziej oglądac w jego filmach niz Scarlet, ktora sprawdziła sie jedynie w Matchpoint). Oczywiscie teraz nie moge sie doczekac tego najnowszego filmu, i drżę, czy w ogole trafi do naszych kin.

  14. Mmm, tak, kolekcja Allena w GW to świetna sprawa 🙂 Uda się rozbudować nieco kolekcję. „Zeliga” moim zdaniem zdecydowanie warto obejrzeć, subiektywny top 10 Allena wg mnie, około pozycji nr 8 (ale rzucam to z głowy ;).

  15. inmotion: Witaj po raz pierwszy i mam nadzieje, ze nie ostatni ;). Zelig ciut mnie drażni, wole Allena bardziej „tradycyjnego”. Ale z drugiej strony Allen zrobil Zeliga sporo przed Forestem Gumpem i aż dziw bierze, że to wlasnie Foresta okrzyknieto rewelacją-innowacją. Ot, los prekursora;). Dzieki za namiar na stronę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s