Dzień: 8 września 2009

powody zachwytów

Czasem wszakże zdarzają się czytania , od których jeży się i drży puch na karku, nieistniejąca sierść, gdzie każde słowo pali i świeci, twarde, wyraźne, nieskończone i dokładne, jak ognisty kamień, jak gwiezdny punkt w ciemności.

 A.S. Byatt „Opętanie”, str 491.

Od dawien dawna nie czytuję romansów. Zresztą nigdy nie byłam zbyt gorącą ich entuzjastką. Opis na obwolucie książki zapowiadający zawiłą historię miłosną działa na mnie zazwyczaj odstręczająco. Tym razem jakoś się nie zniechęciłam. Może dlatego, że nie do końca uwierzyłam podtytułowi (obecnemu w angielskiej wersji tylko) „A Romance”. A może dlatego, że właśnie dałam się zwieść obietnicy klasycznego, czystego romansu, romansu doskonałego, spełniającego wszelkie oczekiwania jakie niesie w sobie to hasło? Dość, że zaczęłam czytać, że nie mogłam się od tego czytania uwolnić, że obietnica została spełniona z nawiązką.

Już sam początek całej historii był zapowiedzią niesamowitej przygody literackiej. Oto w Bibliotece Londyńskiej nad starym tomem przesiaduje młody doktorant, przerzucając sfatygowane strony w poszukiwaniu informacji o interesującym go poecie epoki schyłku romantyzmu, Randolphie Ashu. Nagle, spomiędzy starych rachunków i notatek wychylają się szkice dwóch listów. Są adresowane do kobiety, którą poeta miał okazje spotkać na jakimś przyjęciu. Z treści wynika, że był więcej niż zauroczony jej osobowością i inteligencją. Zaintrygowany Roland (bo tak ma na imię ów grzebiący w papierach naukowiec) w jednym momencie decyduje się ukraść listy. W ten sposób rozpoczyna się fascynująca historia śledztwa w sprawie dawnej i dotąd nieznanej światu przygody miłosnej. Opowiedziana za pomocą listów, fragmentów pamiętników i wierszy dawnych kochanków, a także domysłów tych, którzy ja badają.

Jednak sam romans sprzed wieków stanowi tylko oś, wokół której zaczepione zostają inne wątki, rozważania czy wręcz dyskursy naukowe. Ta książka jest bowiem gęsta od aluzji, mocno aromatyzowana feminizmem i przyprawiona wybornym poczuciem humoru. Nie pamiętam kiedy ostatnio spotkało mnie tyle czytelniczych przyjemności. Niezwykle udane pastisze poematów epoki romantyzmu tchną tu i ówdzie duchem Emily Dickinson. Poszukiwania śladów dawnej miłości przypominają akcję zawiłej zagadki kryminalnej. Perypetie młodszych i starszych badaczy życia i twórczości tajemniczych kochanków dają posmak tak lubianej przeze mnie powieści akademickiej. Jest tu jeszcze przepiękny język, szczegółowość opisów, barwność postaci. I delikatny optymizm, wiejący z finału książki, przekonanie o subtelnej celowości wydarzeń pozornie bezsensownych czy tragicznych. Chyba po prostu trafiłam na moja Doskonałość Roku 2009!

Jestem z moim entuzjazmem szczera, ale i bardzo opóźniona. Książka została nagrodzona Bookerem w roku 1990. Niemalże dwadzieścia lat poślizgu to szmat czasu. Zdaje się jednak, że mogę mieć szansę na wykazanie się lepszym refleksem w najbliższej przyszłości. Z wielką satysfakcją oznajmiam bowiem, że dzisiaj ogłoszoną, tzw. krótką liste Bookera 2009 otwiera „The Children’s Book” Byatt. I choć nie dane mi było poznać jej treści (książka jest ciągle nieosiągalna na rynku polskim nawet w wersji oryginalnej), to ze względu na doświadczenia z właśnie zakończoną lekturą, mogę śmiało powiedzieć, że swojego faworyta do tegorocznej nagrody już mam.

mowa o:

Reklamy