Na północ od Edenu

Czym są sny? Przypadkowymi sekwencjami scen, trywialnych lub tragicznych, iluzyjnych lub iluzjonistycznych, szarych lub szalonych, ukazujących mniej lub bardziej prawdopodobne wydarzenia połatane groteskowymi szczegółami i ponownie obsadzających zmarłych w tych samych rolach, odgrywanych jednak w innych dekoracjach.

(Vladimir Nabokov „Ada albo żar, str 430)

 Wyobraźcie sobie alternatywny raj, gdzie zamiast Adama i Ewy króluje Ada i Van, jabłka można jeść kilogramami, a wąż nie ma nic innego do roboty, jak bawić się w małego puszystego kotka. Gąsienice są tam piękniejsze od następujących po nich motyli, a piekielny ogień zamiast stanowić finał, staje się prologiem opowieści. Takie mniej więcej antyswiat stworzył Nabkov, sprawiając tym przyjemność i sobie i czytelnikom. Choć bardziej niż  porównanie do boga należy się Nabokovi metafora pasikonika. Bowiem narrator czyni spore susy miedzy wydarzeniami i przeplata je zbliżeniami, bo tak należałoby chyba określić pełne drobiazgowych opisów portrety sytuacji, jakimi zagęszcza swoja siedmiuset stronicową powieść pan N. bredzę? Jeśli nawet, to dlatego, że po wielodniowym czytaniu pełnego ornamentyki  stylu zaraziłam się językiem Nabokova. Cóż zrobić, to lektura niełatwa ale przyjemna, nuży ale nie nudzi, i powoli wsącza się w krwioobieg jak wyjątkowo łagodne wino.
Poza tym moje brednie są niczym w porównaniu z bredniami Wladmira, który wyraźnie poszedł tu na całość w rozkoszowaniu się swoją mocno wybujałą i nieco perwersyjną wyobraźnią estetyczno-erotyczną. I gdy omawia obraz Boscha w ten sposób: „jestem całkiem pewien, że po prostu doskonale się bawił, krzyżując ze sobą przygodne fantazje dla radości jaka daje kształt i kolor” (ada str 524),  daje przy okazji doskonały opis i własnego dzieła.
Dlatego w pewnym momencie (bardzo początkowym momencie) zdecydowałam się zrezygnować ze śledzenia fabuły książki i skoncentrować się na jej niezwykłym języku, na absurdalnych i uroczych pomysłach (według Nabokova np Maupassant była kobietą),  kalamburach ( insecte vs inceste) oraz zmysłowych opisach ludzi i owadów. Nie wiem, czy przez to mój odbiór książki był bogatszy czy uboższy i szczerze mówiąc guzik mnie to obchodzi. Wiem natomiast, że gdybym trzymała się kurczowo warstwy fabularnej, to porzuciłabym te książkę po jakiś 50 stronach. A tak „zmęczenie materiału” wystąpiło u mnie dopiero w okolicach strony 640, gdzie Nabokov wdaje się w dość zawiłą dyskusję na temat natury czasu. „Można też być miłośnikiem czasu, smakoszem trwania” (Ada str 641) stwierdza, i tej oryginalnej sztuki degustacji rzeczywistości uczy czytelników na każdej z 700 stron swojej książki.

mowa o:

Advertisements

10 uwag do wpisu “Na północ od Edenu

  1. Chyba sluszna obralas metode obcowania z ta ksiazka. Niektore dziela stworzone sa po to, by czytac je kilka razy, jesli chce sie wylapac wszystko. Tym razem warto poswiecic uwage jezykowi, moze za pare lat najdzie Cie ochota na zglebienie fabuly (jesli w ogole jest interesujaca)? Ja chyba poki co odpuszcze sobie tego konkretnie Nabokova, niemniej jednak jesli kiedys po niego siegne, pewnie podaze Twoimi sladami i skupie sie na formie bardziej niz tresci.

  2. chihiro: no wlasnie sama fabuła jest dosyc watła i mocno pogmatwana, a ksiazka na pewno nalezy do tych, ktore mozna czytac kilkakrotnie, i zauwazac coraz to nowe smakowitosci, ktore mogły umknąc przy pierwszym zetknięciu siez nią.

  3. Nie miałam jeszcze przyjemności z „Adą”, ale dokładnie tak jak Ty czytam Nabokowa. Często treść przecieka mi przez palce, a delektuję się jego zabawą językiem. Kusi mnie, żeby sięgnąć po jakiś angielski oryginał. Może „Lolity”? Bo chciałabym zobaczyć, ile w dziele inwencji tłumacza, a ile pracy samego Autora. (Wczoraj miałam w ręku „Adę”, ale zrezygnowałam, bo… miałam za ciężkie torby, by przydźwigać jeszcze tę cegiełkę 😉 Żałuję, że nie wzięłam).

  4. vmr: poddałaś mi swietny pomysł z tą Lolita, ktorej (o wstydzie!) nie czytałam. A sama Ada to chyba troche inna od calej reszty, powiedziałabym, że pióro Nabokova musiało nieraz zachwiac sie przy jej pisaniu na tej waskiej i wiotkiej linii oddzielajcej wirtuozerię od kiczu. I kilka razy mu sie omskło. Zreszta pewnie w krótce zobaczysz sama ;).
    magamara: To jednak jeden z tych nielicznych przypadków kiedy prefekcjonizm męczy ale nie zamęcza 😉

  5. „Można też być miłośnikiem czasu, smakoszem trwania”.

    Po tym cytacie odżałuję pieniądze i kupię tę książkę, na którą już od jakiegoś czasu łypię ciekawskim okiem.

  6. Joan: jesli jestes miłośniczką szczegółowych, wysmakowanych acz lekko kwiecistych opisów, to polecam 😉

  7. To jedna z moich ulubionych powieści, dzieło totalne. Widać tu bardziej jeszcze niż
    w „Lolicie”, jak wiele Nabokov zawdzięcza Proustowi. Poza tym, ciekawe jest także,
    że bohaterowie książki są jej autorami, mamy więc do czynienia z techniką mise en abyme,
    co oznacza, że poznajemy również historię powstawania historii, którą poznajemy…

    Zdecydowanie dobra praktyka czytania – fabuły tu właściwie nie ma, jest ciąg pokonywanych
    z lekkością przeciwności losu, za to rzeczywistość jest tutaj cudowna, realizm jest magiczny,
    dlatego rzeczywiście warto skupić się na tej barokowej warstwie stylistycznej.

  8. Karol: czytałam jeszcze przed Proustem wiec trudno mi było porównać. Ciężko mi też teraz o tej książce, czytanej tak dawno, rozmawiać. Ale to tylko znaczy, że jest do ponownego przeczytania. Zresztą moim zdaniem można do niej wracać wielokrotnie i na pewno zawsze coś nowego się odkryje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s