Dzień: 22 kwietnia 2009

of roses and mistakes

 Czy to naprawdę ja powiedziałam, że Grimes jest kolejnym wcieleniem Christie? Po przeczytaniu jej kryminału w oryginale, musze zrobić to, czego nikt nie lubi: przyznać się do błędu. Martha i Agatha to językowo dwa światy, ten drugi mogę polecić do zwiedzenia  wszystkim stawiającym pierwsze kroki w nauce angielskiego, ten pierwszy opatrzyłabym tabliczką z napisem „not for biginners”. Styl Grimes nie ma w sobie nic z prostoty wypowiedzi Christie, jest najeżony skomplikowanymi metaforami, zdaniami wielokrotnie złożonymi, wreszcie zwrotami idiomatycznymi, do których sedna dotrzeć się tak do razu nie da. Nie ma co tu liczyć na lekkie przebieganie wzrokiem kartek, przez te wersy trzeba się trochę poprzedzierać, nadwyrężyc wzrok i wiarę w swoją biegłą znajomość angielskiego  (do dziś prześladuje mnie pytanie, czym tak naprawdę są „fairy cakes”, którymi zajada się ciotka Agatha). Przy okazji – szacunek dla tłumacza, który nie uronił nic ze stylu Grimes, a nawet powiedziałabym, że delikatnie go ‘dosmaczył’ w polskich wersjach jej książek. 

Myślę, że seria o Inspektorze (a właściwie nadinspektorze, bo Jury uzyskuje wreszcie zasłużony awans) nie skończy się na dwóch pierwszych tomach i wkrótce będziemy mogli zobaczyć na półkach księgarń trzecią część jego przygód. Na pewno nie zawiedzie ona tych, którym pierwsze dwie przypadły do gustu. Mamy tutaj kolejne prowincjonalne miasteczko Anglii z galerią jej mniej i bardziej dziwacznych mieszkańców. Nie będę zdradzała szczegółów, żeby nie psuć przyjemności wyczekującym czytelnikom,. Powiem tylko, że odniosłam wrażenie, że ten tom jest bardziej melancholijny od pozostałych, przesiąknięty głębszym smutkiem  utraty i poczucia nieodwracalności losu.  Akcję jednak niezawodnie ożywiają koty, bywalcy pewnej lichej knajpy i bardzo nieznośna dziewczynka, dzielnie wspierająca naszego (nad)inspektora. Z którym zdecydowałam się rozstać na jakiś czas, tak może do jesieni? Jak by nie było Absence makes the heart grow fonder 😉.

mowa o:

Reklamy