Dzień: 4 kwietnia 2009

jak Chanel, to nie Coco

No to trafiła mi się szmira co się zowie.  A wszystko przez lekceważenie Pan Intuicji, która już w księgarni znacząco pukała w różową okładkę i w czoło-na przemian. Potem jeszcze swoim ostrym paznokietkiem wycelowała w pierwsze akapity książki, traktujące o tym jak to srebrna kula wisi nad uchem Coco, zamarłej (a wkrótce i zmarłej) w hotelowym holu. Zamiast grzecznie posłuchać, machnęłam lekceważąco ręką na przestrogi spiczastopalcej Pani I.,  i pognałam do kasy. 

Po czterdziestu stronach czytania serdecznie żałowałam mojego postepowania.  A Pani I. tarzała się wytwornie ze śmiechu na moich poduszkach, z wielką satysfakcją podrzucając mi pod nos takie kwiatuszki: „ życie zdaje się rozciągać niczym guma do żucia, czyli w nieskończoność”  ( Cristina Sanchez-Andrade „Coco” str 51), „w ciągu paru minut słaby embrion przeczucia pęcznieje” ( tamże, str 9) czy „ile minut, godzin, dni  lat zmieści się na odcinku dwóch metrów?” (tamże, str 19) . Nic dziwnego,że w konsekwencji Pani I. podsuneła mi pytanie” Ile bzdur może pomieścić 301 stron formatu A5″?  Poszukanie odpowiedzi polecam bardziej wytrwałym czytelnikom. Sama znalazłam tyle chwastów stylistycznych i faktograficznych na pierwszych 70 stronach, że książkę rzuciłam w kąt.  W zamian zabrałam się za ponowne przeglądanie biografii Chanel, którą czytałam kilka lat temu. To solidna i brzmiąca wiarygodnie książka, z której naprawdę można się sporo dowiedzieć o słynnej projektantce. A niedługo doczeka się ona szczególnego zainteresowania, bowiem jeszcze w tym roku wejdzie do kin film o jej życiu. 

mowa o: