Dzień: 9 marca 2009

Czy Pani robi „cha, cha”?

„Żadna książka nie ma szans podbić mojego serca, jeśli choć raz się przy niej nie zaśmieję” mówi w swoim ostatnim artykule mój ulubiony dziennikowy recenzent, Piotr Kofta.
I zaczęłam się zastanawiać, czy mogę się z nim zgodzić. Już na wstępie musze dokonać małej korekty – zamiast śmiechu wstawić uśmiech, bo czytam jakoś tak bardziej do wewnątrz, emocje przy przyswajaniu literatury nie buzują we mnie aż tak, bym  wybuchała niepohamowanym chichotem lub łkaniem. Przeglądam książki, które opisałam choćby dotychczas i powoli, i po części zaczynam się zgadzać z Piotrową tezą. Jakaś odrobina humoru, jedynie przebłysk maleńki „uczłowiecza” dla mnie książkę. W „szczęśliwych dniach” z satysfakcją wyłuskałam ten fragment przygotowań do Świąt: „Dwaj mężczyźni w kombinezonach stawiają choinkę, która skrępowana siatką, przypomina cyprys”. W nader poważnym w wymowie „Nocnym pociągu do Lizbony” (pełna recenzja będzie niebawem, bo już kończę czytać)  nie mogłam przejść obojętnie koło takiego zdania: „religię, w której centrum stoi scena egzekucji, uważam za odpychającą -powiedział kiedyś- Wyobraź sobie, że byłaby to szubienica, gilotyna lub garota. Wyobraź sobie, jak by wtedy wyglądała nasza religijna symbolika”. Zgodnie z życzeniem autora natychmiast wyobrażam sobie każdą szkolną klasę w naszym kraju z szubienicą nad biurkiem nauczyciela. Nie porwał mnie śmiech perlisty na ten obraz, ale nie mogłam powstrzymać leciutkiego wahnięcia kącików ust w górę. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Pan K, zachwyca się śmiesznością „Zapisków z małej wsypy”, której humorystyczny charakter miał udowodnić fragment cytowany w poprzednim wydaniu Dodatku Kulturalnego do Dziennika. Tylko, że podczas czytania tego urywka nawet się nie uśmiechnęłam. Bo ja nie chcę, żeby autor co drugie zdanie usiłował być zabawny, nie chce komentarzy, opisów osób i sytuacji, przy których wirtualnie postawił gwiazdkę „szalona radość czytelnika”. Przy tego rodzaju lekturze zanoszę dziękczynne modły, że do książek nie można, wzorem seriali komediowych, dać podkładu chóralnych śmiechów. Bo Drogi Autorze ja nie chcę, żebyś mnie dźgał palcem w brzuch, nietrzęsący się od śmiechu, na siłę mi kazał zęby wyszczerzać, walił tortem w portrety swoich bohaterów. Lepiej nagle zamachaj przed nosem niezwykłym skojarzeniem, nieużywaną nigdy metaforą, pomysłem na pokazanie rzeczywistości. Zaskocz mnie jak najbardziej znienacka, a wdzięcznie uśmiechnę się na pewno.

 

 

Reklamy