babcia-jak kaktus- na dłoni

 Mały Andi miał Babcię, której każde dziecko może pozazdrościć. Babcię, co właziła na drzewa, zajadała się wata cukrową, i uwielbiała wesołe miasteczka. Duży Jacek miał Babcię niegorszą. Z  twarzą anioła, sercem gorącym  i uroczym dworkiem. Babcia wszystkich Babć miała życie na tyle ciekawe, ze dało się je ująć w dobrą książkę, taką co to nagrody zbiera i co jakiś czas kogoś zachwyca. Jako prawdziwe zmyślenie historyjka babci jest urocza, choć miejscami błaha, z płatami mielizn i powtarzalności. Ale  Lala cudna jest, Lala wzrokiem Moskala karci i Germańca, chleb to razowy gryzie to lukier ciastka. Buńczuczna panna, potrafiąca przeżyć wojnę kobieta, żona dwóch panów, mieszkanka licznych domostw . W końcu upiorna staruszka.

I ten ostatni etap właśnie  jest dla mnie najbardziej kontrowersyjną częścią  książki. Dlatego upieram się, żeby Lalę traktować jako archetyp Babci, a nie postać z krwi i kości. Bo gdyby tak nie było, jeśli jest to historia Babci Prawdziwej, to wstyd byłby wielki. Rodzonej Babci wszak, tej,  co pomidorka na talerzu Wnusiowi sieka, nie wpycha sie w świateł rampy blask, w pampersie, ze sztuczną szczęką w garści. Jeśli nie szacunek, to intymność jakaś jej się należy. Można na sprzedaż wystawić  pamiątek stos, minioną świetność rodu, ale milczeniem coś pozostać musi.  

Zwłaszcza, że ciszy tu niewiele, gra fortepian, babcia śpiewa, pszczoła buczy, świergolą ptaszki w słodkim ogrodzie pamięci. Ogrodzie,  po którym Pan D. oprowadza z zapałem godnym wielbicielki sielskiej zieleni i uroków lata, Colette. Duch autorki Claudynek błądzi bowiem po tej powieści, zwłaszcza po jej ostatnich stronach. Błądzi po niej i postać samego autora. Wyobrażam więc sobie Jacka,  jak okiem zbrojnym w binokl w Tesco krągłości jabłka śledzi,  jak laseczką srebrną steruje ruch swój w półkę pianek do golenia, jak niebezpiecznie cylinder mu się zsuwa, gdy towar przy kasie wykłada. Bo Jacuś  bufonkiem trochę jest na pewno. Wszak kulminacja i morał książki tak się przedstawia:

A potem, jak powiedziałby Julek, który parę miesięcy późnej zmarł, od słowa do słowa urodził się Jacek, czyli ja.

„Lala” Jacek Dehnel

mowa o:

Advertisements

14 uwag do wpisu “babcia-jak kaktus- na dłoni

  1. Przedwczoraj przyniosłam „Lalę” z biblioteki. Trochę boję się tej nadętej pozy i nieskromnej maniery Dehnela. Ale przeczytam, by sobie własne zdanie wyrobić.

  2. matylda: tak strasznie nadęty zeby nie dało sie czytac to on nie jest. Tylko troszke, jak mała żabka na pierwszym tarle;),

  3. Hej Buksy! Wpadłam tu po dłuższej przerwie blogowej i hoho…. duuuże zmiany widzę:) Pięknie tutaj u Ciebie się zrobiło i klimatycznie:) Pozdrawiam ciepło!

  4. Foxinaa:witam serdecznie dawno niewidzianą:). A blogi mam dwa; jeden były i jeden obecny. A są jeszcze jakieś???

  5. Nareszcie trafna ocena pisarstwa p. Dehnela, bez piania z zachwytu i bez zawistnego krytykanctwa. Podzielam opinie:
    styl nadety i rozjazgotany, tchnacy przekonaniem o wlasnej maestrii, nienagannosci i polocie; a przy tym kilka zdumiewajacych bledow jezykowych, sporo wyrazen trywialnych, wrecz prostackich.
    A jednak lektura wciagajaca.
    „Babcia” zas ( w tzw. „dobrych domach” mawia sie „babka”…)
    przerysowana: tak, Moskala i Germanca poskramia, starozakonnych holubi, gdanskich meneli ustawia, wnuczusia hoduje na pisarza, malarza, melomana… pederaste i pozera.
    Niektorzy czytelnicy daja sie nabrac, i widza w Jacusiu arystokrate i erudyte.
    Z drugiej strony od „Lali” trudno sie oderwac, a kiedy sie
    ja porowna do rozmaitych wpolczesnych „arcydziel” to porownanie wypada zdecydowanie na plus.
    Gorzej z „Balzakianami”, bo to w duzej mierze istne oszustwo intelektualne: z Balzaka tam nic (albo bardzo niewiele), a marketingowy chwyt udany.

  6. magenta: No własnie , wydaje mi sie, że sukces Lali wynika z zastosowania zasady „na bez rybiu i rak ryba”. Całkiem miła, ale zupełnie przecietna ksiazeczka nagle urasta do rangi arcydzieła. Zupełnie nie rozumiem dlaczego, skoro nie brakuje u nas książek podobnych, napisanych dawniej, ale na pewno lepiej. Przykład pierwszy z brzegu: Maria i Magdalena Samozwaniec.
    Przy okazji chcę wyjaśnic, że absolutnie nie czepiam się Jacusia dlatego, że nie jest hetero. Ja wręcz z utęsknieniem wypatruję polskiej wersji Oscara Wilde’a i z przyjemnością zobaczyłabym jak Jacus fontaz jedwabny wiąże pod szyją i pisze coś na miare Doriana Gray’a. No ale do tego stosowny strój i – ciagle u nas niestosowna- tzw „orientacja” nie wystarczą. A te błędy jezykowe! cześć tłumaczyłam stylizacją na wschodnie naleciałości stylistyczne, ale takie kwiatki jak np „przepychy” to już nijak nie zakorzeniły mi się w żadnej tradycji jezykowej.

  7. matylda_ab: ano tak, Dehnel bardzo skrupulatnie stara sie uosabiać wszystkie cechy charakterystyczne Dandysa 😉

  8. Przyznaje, ze „Lala” bardzo mi sie podobala i, choc zgadzam sie z Twoim zastrzezeniem, ze czasami robi sie juz zbyt uroczo, zgadzam sie rowniez z magenta, ktora przyznaje, ze powiesc czyta sie swietnie i trudno sie od niej oderwac. Warto pamietac, ze „Lala” zostala napisana przez dwudziestokilkulatka – w tak mlodym wieku latwo przeciez o stylistyczne potkniecia, o zadufanie (dlaczego autor dzieli sie z czytelnikiem swoimi przemysleniami na zupelnie niezwiazane z fabula tematy?), o potrzebe opowiedzenia wszystkich znanych sobie anegdotek i bon motow, bo a nuz okazji do kolejnej publikacji nie bedzie 😉 Dlatego przymykalam oczy na irytujace mnie fragmenty, pamietajac, ze trzymam w reku debiut bardzo mlodego czlowieka.
    (Zadnych zastrzezen nie mam za to do „Saturna”, ktory niesamowicie mi sie podobal.)

    Jesli chodzi o ostatnia, kontrowersyjna, jak mowisz, czesc, to wydaje mi sie, ze z literackiego punktu widzenia powiesc duzo by bez niej stracila, a z – nazwijmy to gornolotnie – moralnego, pomogla co najmniej jednej znanej mi osobie, bedacej w podobnej do narratora sytuacji.

    Co do ostatniego akapitu, w ktorym odnosisz sie do stroju Dehnela – czy fragment „Lali”, w ktorym babcia mowi Jackowi (cytat z pamieci) „Powiedz mamie, zeby przygotowala ci jakies eleganckie ubrania na wyjazd na studia do Warszawy” nie jest czasem autoironiczny?

  9. Hmm, przeczytalam wlasnie krytycznie swoj komentarz i zauwazylam, ze choc pisze w nim o „stylistycznych potknieciach”, udalo mi sie zmiescic w kilku zdaniach i glupie powtorzenie, i co najmniej jedna gramatyczna niezgrabnosc…

  10. katasia_k: ksiazke czytalam dosyc dawno, na dodatek była z biblioteki więc nawet nie moge teraz po nia siegnac zeby sobie to i owo przypomniec. ogolnie czytało sie niezle, ale babcia niestety mocno nierealna no a jesli o styl chodzi, to dla mnie wybaczalne sa potkniecia w notkach czy komentarzach, bo to w koncu spontaniczna reakcja czesto jest a po drugie tutaj nad całoscią pracuje z reguły tylko jedna osoba, a nie cały sztab jak to chyba przy wydawaniu ksiazek bywa. W kazdym razie dalej nie rozumiem tego gremialnego zachwytu nad Panem Jackiem a i nie mam ochoty na dalsze jego wytwory. Wole sobie Byatt poczytac, u niej wysmakowanie tekstu faktycznie zasługuje na to miano 😉

  11. „Saturn” to zupelnie inna polka, slowo 😉 To zupelnie inna proza niz „Lala” (ale tez jeszcze bardziej zupelnie inna niz Byatt ;))

  12. katasia_k: ale tutaj sam fakt, że musiałabym patrzec na te przerazającą okładke mnie odstrasza 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s