moors

Rackmoor leżało w rozpadlinie skalnej, zwrócone frontem do morza Północnego, a tyłem do wrzosowisk. Wyglądało tak, jakby skrywało jakąś tajemnicę, a nawet winę.  

M.Grimes  „ pod przechytrzonym lisem”  

To się już chyba powinno nazwać uzależnieniem. Ilekroć spoglądam na kolejną okładkę przygód inspektora Jurego, przypomina mi się pewien angielski kolega,  który wyjadając  ostatnie krakersy pudełka mamrotał spuszczając oczy „”I know I am a pig but they are so morrish”. Taką właśnie reakcje wywołują we mnie kryminały Grimes z angielską prowincją w tle, nigdy nie mam dość, wyczytuję do ostatniego słówka i chce mi się więcej i więcej. Przez te namiętność dałam się zagnać w najdalsze zakątki hrabstwa Yorkshire, i wpadłam w wątek kryminalny jak w zaspę. Bo śniegu, mgły i lodowatych wichrów w tym tomie nie brakuje. Jest też wspaniała kolekcja  angielskiej śmietanki towarzyskiej i dziwaków przeróżnych. Moim faworytem był dwunastoletni Bertie, który wraz z psem gospodarzy sobie, dzieląc sprawiedliwie plasterki bekonu i rozwiązując po kawałku zagadki kryminalne. Jest też mój ulubiony były lord Melrose, kilka starych panien i lekkomyślna matka. Trup też oczywiście jest, pojawia się malowniczo w noc Trzech Króli i jak to zmarli śmiercią nienaturalną zwykle robią, przyczynia się do niezłego zamieszania w niewielkim miasteczku.  

Nie musze chyba mówić jak wartko mi się czytało, jak miałka mi się wydała moja własna zaokienna zima w porównaniu z tą demoniczną i stylową  w Rackmoor. Przyznam się tylko, ze po przewróceniu ostatniej kartki zaraz pognałam zamówić „The Anodyne necklace”. Trochę droższa od ciastka, ale równie mocno moriszowata.

mowa o:

Reklamy

4 uwagi do wpisu “moors

  1. Pamietam jak czytalam kryminaly Agathy Christie i ta cala angielskosc wydawala mi sie tak strasznie kuszaca… Ta prowincja, wiekowe domy, nawet w pokrytych mgla mrocznych wrzosowiskach byl pewien urok. I tez wszystko dookola wydawalo mi sie takie przyziemne i nijakie.

  2. Chihiro: Grimes to taka troche reinkarnacja Christie;). Moj sentyment do angielskiej prownicji wynika chyba troche z tego, że nigdy tak naprawdę jej nie zakosztowałam, za to mnóstwo się o niej naczytałam.

  3. Ja mam podobnie z tymi książkami 😉

    Za to jakoś zupełnie nie mogę polubić amerykańskiego nurtu jej twórczości. Do „Hotelu Paradise” podchodziłam dwa razy i za każdym razem odpadalam gdzieś koło 50 strony 😦 Miałam w ręku jeszcze coś i jakoś nie mogłam się przemóc, żeby zacząć.

  4. witaj Angieszko:) To prawda, jej amerykańskie ksiazki sa jak pisane przez kogoś zupelnie innego. Ale Mnie Hotel Paradise całkiem sie podobał, moze przez własny sentyment do amerykańskiej prowincji i tradycyjnej kuchni (o ile istnieje cos takeigo jak tradycyjna kuchnia amerykańska;)) natomiast Stacja Cold flat Junction juz mi sie trochę dłużyła. trzeci tom trylogi z Emmą tez zakupiłam i czekam z nim na wakacje, bo wydaje mi sie ze niespieszna akcja tego cyklu będzie bardziej pasowała do letniego czasu;).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s