więcej niz pierwsza czytanka

trojku lubit

Opublikowany w NA MARGINESIE, Subiektywny słowniczek przez buksy w dniu 24 kwiecień 2009

 Spree to takie śliczne  angielskie słówko, którego dźwięk kojarzy mi się z szelestem wylatujących z portfela banknotów. Wczoraj użyłam go (że tak powiem stylowo i uczenie) pozawerbalnie, przy okazji empikowego dnia książki.

Było to wszystko podwójnie ekscytujące, bo nie dość że w ciągu 20 minut usiłowałam wydłubać  2 trzytomowe komplety książek, to jeszcze nadzwyczaj dużo ludzi kręciło się pomiędzy regałami i mogłam się oddać dyskretnemu podgladactwu.

A robię to nie ze zwykłego wścibstwa tylko. Ja mam taki sen, marzenie, że pewnego dnia zacznę śledzić poczynania jakiegoś kupującego i on mnie podprowadzi do półki z której weźmie książkę, a ja potem, jego śladem, po cichutku, na paluszkach, podejdę do tej samej półki, sięgnę po tę samą książkę, otworzę ją i będzie to absolutne literackie glory glory alelluja, które sobie zabiorę jak gdyby nigdy nic do domu, uśmiechając się chytrze pod nosem. 

Tymczasem obserwując kupujących zadrżałam i owszem, ale nie z zachwytu, tylko zgrozy. Koło mnie kręciły się dwie panny, takie z błyskiem oku, włosem rozwianym i ogólnie miastówkowo się noszące. Miny miały dumne i chmurne, chyba czuły się inteligencką elitą swojego światka. Patrzę więc zza regału, w czym one tam w kucki przebierają. No i jedna wyciągnęła Alchemika, tego w zacnej szarej oprawie, co niemal jak Biblia wygląda, druga natomiast tuliła serię z Meyer i jeszcze jakąś Blond Gejszę. Siłą woli powstrzymałam się od zagadnięcia, że  może by sobie tak coś innego wzięły, bo już kiedyś mnie jakaś kobieta o mało co nie opierniczyła, że się wtrącam do jej czytelniczych wyborów. Jednak nie ma to jak profesjonalna obojętność obsługi księgarń. Dają swobodę, nie namawiają do niczego, a jak o coś zapytasz, to możesz się spokojnie zastanowić, czy naprawdę chcesz daną pozycję, bo z reguły za pierwszym razem tytułu nie dosłyszą, a autora przekręcą. Tym sposobem sam/a przy powtórzeniu możesz zmyślić książkę, i nie musisz szukać potem wymówek, żeby jej nie brać. Jednak ja wzięłam i owszem, zamierzone trójki, w skład których weszły dwa Pamuki, chwalony wszędzie Sebald, Tajemnica Rodu Hogartych, ukochana książka mojego dzieciństwa i, nomen-omen, Sprzysiężenie Osłów ;) .

 

 

craving

Opublikowany w NA MARGINESIE, Subiektywny słowniczek przez buksy w dniu 21 luty 2009

Niby powinno się mówić po polsku, ale są słowa które zastąpić mi trudno. Na przykład takie craving: nie oznacza po prostu tęsknoty, nie oznacza też byle jakiej zachcianki.

I get this craving

for my mother food,

I leave art Galleries

in search of plantains

saltfish/sweet potatoes

mówi Grace Nichols i już wiem, ze jest to głęboko zakorzenione w niej pragnienie i nie odzyska spokoju, póki go nie spełni. Dlatego nie mogę powiedzieć ,że po prostu mam ochotę, o nie, ja mam autentyczny craving na jakąś książkę w ciemnej okładce i z przeciągami, bohaterem o zmarzniętych stopach, który jest trochę głodny, trochę zmęczony  i szuka czegoś, czego być może nie odnajdzie do ostatniej strony. Wbrew temu, że zima, że śnieg, że minus 7, unikam przegrzanej kuchni  w „stu odcieniach bieli”, mam nawet dosyć ciepła Babcinego saloniku „lali”, nie kusi mnie aromat rosołu pichconego przez adiutanta Napoleona w „Namiętności’  i pure z ziemniaków którym zajada się Emma.  

Pozostaje mi skręcić kaloryfer, albo iść do biblioteki ;-) .