więcej niz pierwsza czytanka

snuj

Opublikowany w NA MARGINESIE, plany czytelnicze przez buksy w dniu 12 październik 2009

Ostatnio uprawiam księgarniany window shopping. Choć bardziej prawidłowa nazwa powinna brzmieć shelf peeping.  Po ludzku mówiąc, po prostu łażę pomiędzy regałami i grzebię, z utęsknieniem myśląc o kolejnej wypłacie. Teraz, w połowie miesiąca mogę tylko obwąchiwać poczytywać i domysły snuć, na temat jakości przeglądanych lektur. Oczywiście pierwsza kusicielka to Hakawati, której lazur mnie olśniewa w burości jesiennej. Złociste esy floresy wiją się na okładce jak wąż kuszący Ewę w raju, nawet podejść się boję, bo jak otworzę, zacznę akapit tu albo tam, to pewnie już z rak nie wypuszczę. Opieram się wiec dzielnie, tylko kątem okiem notując pojawienie się tej nowej Waters. Którą na szczęście Magamara zjechała nieco, wiec się nie daję nawet żółtej banderoli z napisem Booker zwieść. Idę dalej, w kierunku faktu, bo jakoś książki pozbawione fikcji zawsze mniej mnie pociągają, no chyba, że opisana w nich rzeczywistość przekracza granice najwspanialszych zmyśleń. Patrzę, a tam te dwie Julie stoją, co to właśnie film o nich widziałam. Bez entuzjazmu zresztą, bo w końcu oglądanie przez dwie godziny osób, których centrum życia stanowi patelnia, unudzi nawet i entuzjastów gotowania, których pewnie na sali kinowej nie brakowało. Już wolałabym chyba obejrzeć trzygodzinny blok programów Jamiego Oliwiera, może bym się przynajmniej czegoś nauczyła. Główna refleksja zresztą jaka mnie ogarnęła po obejrzeniu tego filmu, to, że niestety nikt do tej pory nie wpadł na pomysł entuzjastycznego programu TV dla laików o umiejętności czytania książek. A mnie się marzy taki program nie kulinarny, a bukinarny, która pokazuje jak czytać. W końcu czytać jest chyba łatwiej niż gotować? I z reguły przyjemniej? Mniejszy bałagan, mniejszy wysiłek, że o gabarytach nie wspomnę. Nie gotuj, a czytaj, będziesz zgrabniejsza, czy nie byłoby to chwytliwe hasło? Hm, może i nie.

Po tych jałowych rozważaniach ruszam bardziej w fikcję, gdzie znajduję coś, czego nie powinnam znaleźć w tej sekcji. Ale ta przewrotność jak najbardziej pasuje do tytułu. Oto trzymam w rękach Książki Najgorsze Barańczaka. Otwieram, a tam szmira za szmirą, w atrakcyjnie zgryźliwy sposób omówiona. No proszę, widać najlepszym tez się zdarza na chałę trafić, myślę ucieszona, zwłaszcza, że tuż przy boku rozlewa mi się na półkach pewna seria o domu, która stała się serialem. Może zresztą to byłby jakiś wyznacznik? Jakości lektur? Czytaj to, czego nie sfilmowano? Ostatnio?

getting ready

Opublikowany w NA MARGINESIE, plany czytelnicze przez buksy w dniu 28 wrzesień 2009

 

zestaw jesienny

Jak każde przezorne stworzenie zaopatruję przedjesiennie swoją norkę. Nagromadziłam mozolnie wszystko co potrzebne do przetrwania czasu szarug i mgieł. Co prawda jakoś on nie nadchodzi, kanikuła uparcie pręży słoneczny grzbiet i w rezultacie moje wysiłki wyglądają na bezsensowny akt paniki. Ale co tam, ja mam stosy poduszek, herbat, owijaczy i lektur. Któregoś dnia okaże się jednak, że temperatura wody gotowanej w czajniku przewyższa tę na zewnątrz i wtedy, ach, wtedy, to będę miała satysfakcję!

Na ten czas szykuję sobie takie oto czytelnicze przyjemności: 

  1. A. Brookner „Hotel Du Lac” – romans na początek jesieni
  2. M. Grimes „Dirty Duck” – kryminał na chwile jesiennej nudy
  3. L. Padura „Gorączka w Hawanie” – kryminał na czas zimnej jesiennej nudy
  4. R. Topor „Księżniczka Angina” – bajka na czas jesiennej infekcji gardła
  5. V. Woolf „Flush” – opowieść na jesienne obserwacje psów
  6. T. Jansson „Winter Book” – historyki na jesienne refleksje o zimie
  7. A. Veterany „Kto znajduje, źle szukał”- dołowacz na jesienny spleen
  8. J. Fforde „Skok w dobra książkę” – rozśmieszacz na jesienny spleen
  9. V. Woolf „Miedzy aktami” – filozofnik na jesienne dumanie
  10. J. Rawik „Edit Piaf, ptak smutnego stulecia” – biograficzny nutnik na jesienne słuchanie
  11. M. Cartarescu “Dlaczego kochamy kobiety” – pomocnik do jesiennego przeglądania się w lustrze
  12. S. Schiff “Vera Nabokowa” – historia kobiety niezwykłej na wszelkie jesienne słabości

Oto jest

Opublikowany w NA MARGINESIE, plany czytelnicze przez buksy w dniu 23 lipiec 2009

z biblioteki

Przede wszystkim gorące podziękowania dla wszystkich, którzy zechcieli mnie wesprzec w wyborze odpowiednich lektur. Jesteście niezawodni! Dzięki Wam skompletowałam nie tylko bardzo interesujący stos, ale i mam sprecyzowane plany czytelnicze co najmniej na następne półrocze!

Przyznam, że jeszcze nigdy wypożyczanie nie poszło mi tak szybko i gładko. Na dodatek czekała mnie oprócz sterty książek inna miła niespodzianka. Okazało się, że coś mi się pokręciło i remontu biblioteki nie będzie jednak  w tym roku, więc można będzie z niej normalnie korzystać przez najbliższe miesiące. Ucieszyłam się, choć tylko połowicznie, bo miałam nadzieję, że przy okazji kolejnych ulepszeń przemalują te upiornie słoneczne, żeby nie powiedzieć oczobijne kolorki, jakie są na ścianach od zeszłego lata. Niestety nic z tego, jedyna szansa w tym, że z czasem kurz osiądzie i zmoderuje ten radosny gwałt na moim poczuciu estetyki.

No dobrze, wracajmy do tzw. meritum, czyli mojej sterty usypanej przy Waszym bardzo czynnym współudziale. Od góry biorąc, mamy: 

  1. Polecanego przez Det Gittes Rotha, a konkretnie „Teatr Sabata”. Przejrzałam, i już widzę, ze będzie to ostra jazda i wiatr we włosach. No i dobrze.
  2. Sugerowanego przez Magamarę Pavese, czyli „Piękne lato”. Chyba nie mogłam trafić na bardziej odpowiedni do pory roku tytuł.
  3. Odkrycie moich wakacyjnych zaczytań, czyli Evelyn’a Waugh. Tym razem wezmę się za jego debiutancki „Zmierzch i upadek”.
  4. Ogólnie chwaloną Sara Waters. Wybór padł na „Pod osłoną nocy”.
  5. Dawno planowane „Faktotum” Bukowskiego.
  6.  Wspomnianego prze Snoopy’iego Coetzee. Wzięłam “Foe”, ale coś mnie trochę odstrasza archaiczny język narracji. Zobaczymy, jak to będzie w czytaniu.
  7. “Serce tak białe”, czyli przypomnianego przez Magamarę Marias’a.
  8. Wymienionego przez Det Gittes Calvino, czyli „Jeśli zimowa nocą podróżny”.
  9. “Książkę o Sycylii” Iwaszkiewicza, którego to wyboru chyba nie musze tłumaczyć.
    Dziesiątej pozycji, brak, bo nie zdąrzyłam przeczytać Byatt’a i zostawiłam go sobie na następny miesiąc.

 Uff, teraz tylko siąść i czytać. Czego sobie i Wam życzę.