więcej niz pierwsza czytanka

kurczak na rudo

Posted in Hanna Bakuła Idiotka, SZYBKIE I ŁATWE by buksy on 27 Marzec 2011

Kolega pisarz, mieszkający nad sklepem spożywczym, zawsze rano meldował telefonem, co jest do kupienia.

-          Dzisiaj musztarda, ocet, majeranek.

Powiedziała:

-          Jak zniknie musztarda i ocet, a zostanie majeranek, to ja wyjezdzam.

Było to zimą. W maju zadzwonił rano i powiedział:

-          Jak nie wierzysz, to nie wierz, ale się pakuj, bo jest tylko majeranek.

 Hanna Bakuła, „Idiotka”, Str 155

Nie każdy czik lit musi być lit szit. Do takiego szczęśliwego wniosku doszłam walcząc przy pomocy literatury z kacem wywołanym zmianą czasu. Jak już mam prawie jetlaga to dlaczego prawie nie pojechać do NYC? No to się wybrałam, za przenośnik używając zamiast boeinga 737 lekturę perypetii radosnej kretynki usiłującej się zagnieździć na Manhattanie. I nie była to wcale Carry Bradshaw. Ani tez Bridget Jones w trzecim sequelu zamieniająca Pana Darcy na Statuę Wolności. To była nasza krajowa i własna wariatka, dla zmyłki nazywana w powieści Molly.

Kobieta o wielkim sercu i nie mniejszym biuście, u zarania jutrzenki wolności, kraszącej na szaro polski świt lat osiemdziesiątych, decyduje się wyjechać do Stanów, bo ma tam mnóstwo przyjaciół, oraz szansę na karierę. Jeszcze w samolocie spotyka samą siebie, czyli Molly w wersji 20 lat później. Ta starsza z rozbawieniem przygląda się sobie młodej, ale żadnej przestrogi z ust nie puszcza, bo primo nic by to pewnie nie dało, secundo nie byłoby takiej fajnej opowiastki o Malarce w Wielkim Jabłku. O jej spotkaniach z karaluchami i sushi, oraz śmietanką emigracyjna stanu wojennego. Przy czym karaluchy nie grają tu roli bohaterów narodowych Ameryki, a emigranci całkiem nieźle się bawią i rozterki bogoojczyzniane się ich nie imają. I chwała Pani Pisarce za to! Podziękowania należą się także za lekkie zgryźliwości puszczane tu i ówdzie z wartkim nurtem narracji. Żadnego zadęcia za to sporo okazji do uśmiechu.

 

Pewnie, że bohaterka ma amantów na pęczki, i jeśli ktoś jej nie kocha to tylko dlatego, że ona sobie od niektórych wyznań miłosnych nie życzy. Mnie to tam nie przeszkadzało, czasem tylko troszkę nudziło, ale świadoma byłam, że jakieś cechy gatunku książka w sobie mieć musi. Jak już kobiety nie stać na buty Blahnika, niebieskich zup nie podaje, bo gotować umie, za maż jej się tak na serio nie spieszy, i na dodatek sporo czyta, to przynajmniej serca łamać powinna, bo inaczej czik z niej żaden. No wiec łamie, i żeby było jeszcze przyjemniej co chwilę kupuje jakieś odlotowe ciuchy a‘la wczesny punk i młoda papuga, sporo podróżuje, szampana pije i objada się szpanerską karmą dla wegeterian.

Kto lubi lajfstalowe wstawki nasyci się nimi sowicie, kto uważnie śledzi akcję, będzie marudził, że się narrator powtarza, jakby się czasem pogubił albo nie czytał w ogóle tego, co wcześniej napisane. Nic to jednak, satysfakcja w moim przypadku była i tak gwarantowana, dostałam dokładnie to co chciałam i nawet w lepszym gatunku niż się spodziewałam. Dodatkową radość sprawiało mi patrzenie na okładkę książki, która , znów wbrew stereotypowi rządzącemu gatunkiem, nie lśniła na różowo, nie pokazywała kwiateńków ani damskiej nóżki na obcasiku. Cieszyłam oko fajnym zdjęciem wysztafirowanej babeczki zadzierającej głowę na dachu budki telefonicznej. Domyślać się mogę, ze to Pani Hania we własnej osobie i posyłam jej buziak wielokrotny za styl i przyjemność czytania.

mowa o:

Tagged with:

Odpowiedzi: 8

Subscribe to comments with RSS.

  1. czytanki anki said, on 28 Marzec 2011 at 07:17

    Postać bardzo ciekawa w naszym kulturalnym światku. Można się z nią nie zgadzać, ale jak ona świetnie opowiada;) Już się bałam, że będzie “pije szampana i objada się karmą dla kota”, bo podobną opowiastkę słyszałam;)))
    Skąd pochodzi zdjęcie białej kiecy? Szałowe;)

  2. Agnes said, on 28 Marzec 2011 at 09:52

    A skąd wiadomo, że to na dachu budki? Bo takie ciut ucięte…

  3. Lilithin said, on 28 Marzec 2011 at 10:46

    “Nie każdy czik lit musi być lit szit” – bardzo podoba mi się to sformułowanie. Zdjęcia, jak zwykle, też mi się podobają i również zachwycam się zdjęciem białej kiecki. Podoba mi się też świetnie stylizowana recenzja z pazurem, zupełnie jak bohaterka na okładce. No Buksy, podoba mi się tu po prostu niesamowicie!

  4. tamaryszek said, on 28 Marzec 2011 at 17:26

    Na rudo?
    Rude kury się zdarzają, lekko w kasztan wpadające. Mniej niewinne od tych białych.
    Długo styl p.Bakuły działał na mnie odstraszająco. Myślę tu o stylu bycia i wspomnianej wyżej megalomanii łamaczki serc. Utrwalił mi się taki tandem (awers-rewers): Szapołowska i Bakuła. Pani Hania miała w zanadrzu naostrzony pazur i szczyptę autoironii, co ratowało taniec na linie przed wywrotką. Autoironia to jest taki katalizator, który zjednuje mnie do najbardziej kogucich artystek. Nie czytałam “Idiotki”, ale po rekomendacji zgrabnego chic lit(u) już bym mogla. Te kolorowe pupcie syjamskich, matko!
    ps
    dwa razy czytałam, by znaleźć aluzję do kurczaka; niedobrze tak na początku tygodnia gubić wątek…

  5. buksy said, on 28 Marzec 2011 at 20:27

    czytanki anki: No gadane to ona ma, po ksiazce tez to widac. A kieca z jakiegos slubnego badziewia, tak sie w oknie wypinala, ze zmuszala do focniecia ;)
    Agnes: no tak, po raz kolejny pokusiło mnie na wydziwaczenie okladki. W wersji nienaruszonej wygląda tak: http://www.empik.com/idiotka-bakula-hanna,10932,ksiazka-p
    Lilithin: A mnie najbardziej sie podoba to ze sie Tobie podoba :)
    Tamaryszek: Jakoś z Pania B. nie specjalnie mi było po drodze, nawet mnie nie denerwowala, bo po prostu malo na nia zwracałam uwage. ksiazka jest calkiem przyzwoitą przedstawicielką swojego gatunku ;)
    A kurczak? no chic(k) czyli chicken, a bohaterka ma na glowie ryzego punka. Chyba wiecej tłumaczyc nie trzeba ;)

  6. maiooffka said, on 29 Marzec 2011 at 11:06

    Świetny tekst. Nie zamierzałam czytać, ale teraz nie jest to już takie pewne.

    A zdanie: “Nie każdy czik lit musi być lit szit” chyba będę cytować za pozwoleniem Autorki ;)

  7. buksy said, on 29 Marzec 2011 at 21:34

    maiooffka: cytat dozwolony, byle nie za czesto się zdarzał ;) ksiazka w ramach terapii antystresowej warta przeczytania :)

  8. [...] Czubaszek. Poza tym dalej kontynuowałam znajomość z Tove Janson i bardzo zżyłam się z Hanną Bakułą oraz Agnieszką Osiecką. Można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że w zeszłym roku [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.